"Ostatni raz w Rizvanoviciach człowiek urodził się dziewięć lat temu"

978-83-7536-043-1_37724_F„Tochman omija utarte ścieżki, którymi zwykle podążają na Bałkanach dziennikarze. Daje to jego niewielkiej książce potężną moc. Warto przeczytać tę niezwykły reportaż, by zrozumieć, jak cieniutka jest politura cywilizacji i jak łatwo przyjaciele obracają się przeciwko przyjaciołom. ‚Jakbyś kamień jadła’ trzeba by wysłać Boutrosowi-Boutrosowi Ghaliemu i Kofiemu Annanowi, Johnowi Majorowi i Douglasowi Hurdowi, George’owi Bushowi i Billowi Clintonowi. Pewnie by jej nie przeczytali, ale nawet przekartkowanie książki Tochmana zmąciłoby spokój ich emerytury.” „Literary Review” (merlin.pl)

Tak, to prawda. Książeczka która ma zaledwie 134 strony. Jakże trzeba umieć podać na tak małej objętości tyle emocji. Wstrząsnęła mną. Po prostu. Przeczytana w autobusie (w drodze do pracy i z pracy), zapadła w pamięć na tyle, że w tym dniu nie potrafiłam się skupić na telefonach, zamówieniach i tłumaczeniach. Potworności wojny w Bośni, okrucieństwo i tyle śmierci, żalu, smutku, bólu zawarte w reportażu Tochmana, sprawiają, że człowiek zadaje sobie pytanie co się tak naprawdę rodzi w ludzkich umysłach, że to pragnienie zabijania, zwyciężania przy pomocy krwi jest tak silne i okrutne? Dochodzi do głosu taki wewnętrzny sprzeciw, bunt, ale przecież zrobić niewiele można. To już było. Jak silna może być nienawiść do drugiego człowieka, że sąsiad sąsiadowi nieomal karabinem mierzy między oczy? Jak trudno jest osobom opłakującym swoich bliskich pogodzić się z faktem, że być może nigdy nie odnajdą ciała bliskiej osoby? Że są masowe egzekucje poprzedzone jakąś chorą selekcją, że są masowe groby.

Abstrahując nawet od Bośni, weźmy aktualną sytuację rodzin, którzy stracili bliskich w katastrofie Airbusa 330. Ja sobie tego nie potrafię wyobrazić. Zbyt boli taka niewiedza, niemoc, bezsilność, to że nikt nie potrafi bądź nie chce udzielić informacji. Gdzie są ciała? Nie wiadomo czy się znajdą.

U Tochmana, antropolożka  Ewa szuka brakujących szczątków osób zabitych w wojnie. Gdy czytałam o tym, że być może  ta kość MOŻE należeć do jakiejś osoby , to mi się po prostu robi słabo. Słabo ze wzruszenia, niemocy właśnie, koszmaru jaki musiały przejść te osoby. Koszmaru jaki musiała przejść Ewa:

„Zabawka

Ednę, podobnie jak innych pasażerów, najpierw trafiono w miednicę. Na wszelki wypadek. Zdarzało się wcześniej, że ludzie uciekali spod kul. Potem dostała w pierś.

Tyle doktor Ewa wyczytała z kości. Mówi o tym beznamiętnie: – Masz emocje, masz noc z głowy. Ja i tak kiepsko tu śpię. Budzę się o trzeciej nad ranem i widzę podziurawione czaszki. Zastrzelili faceta. Jednego, drugiego, pięćdziesiątego. Rozumiem. Ale jak to możliwe, że pół setki mężczyzn jedzie pokornie na śmierć? Dlaczego nic nie robią? Nie ratują się? Kilku morderców każe im wysiadać z autobusu. Oni pokornie wysiadają. Pokornie stają pod ścianą.

Wolałaby nie stawiać sobie żadnych pytań: – To mnie rozbija, demobilizuje. Jestem od składania kości. Tak mogę pomagać. Na wojnę się nie nadaję.

W Komisji ds. Poszukiwania Zaginionych pamiętają, jak doktor Ewa ekshumowała koło Prijedoru: – Kopałam, wiedząc, że trafię na dzieci. Mnie jest wszystko jedno, czy wykopuję dziecko, czy starca. Kości to kości. Z tą tylko różnicą, że u dzieci jest kosteczek więcej, są mniej trwałe. No i trafiłam na takie kosteczki, jakich się spodziewałam. I na zabawkę obok – figurkę Supermana. Trzeba go było włożyć do plastikowej torebki. Nie mogłam. Trzymałam to w ręku, nade mną ojciec dziecka. Czułam, że nie dam już rady. Zacznę płakać. Tłumaczyłam sobie: Ewa, ktoś tu musi pracować. Kości to kości. To jest zabawka znaleziona przy kościach. Musisz ją włożyć do plastikowej torebki i zająć się następnym ciałem.”

Książkę rozpoczyna wypowiedź Tadeusza Mazowieckiego (specjalnego sprawozdawcy ONZ w krajach byłej Jugosławii w latach 92-95):

„Kiedy się patrzy na tak straszne nieszczęścia, to szalenie mocne staje się poczucie, że najpierw jest się człowiekiem. A dopiero później jest się człowiekiem określonej narodowości. Człowieczeństwo łączy w nieszczęściu,  w jego przeżywaniu. Chciałoby się, żeby tak to ludzie rozumieli”.

Chciałoby się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.