Joe Speedboat

Czternastoletni Franek ulega tragicznemu wypadkowi i zostaje na zawsze przykuty do wózka inwalidzkiego. Kalectwo nie zabija jednak w chłopcu woli życia. Gdy Franek wychodzi ze szpitala po ponad półrocznej rekonwalescencji, poznaje nowych przyjaciół (wśród nich jest niespokojny duch Joe Speedboat), przeżywa niespodziewane przygody, po raz pierwszy w życiu się zakochuje i po raz pierwszy doznaje miłosnego zawodu. Joe Speedboat to pełna ciepła opowieść o życiu płynącym powoli niczym rzeka, nad którą leży powieściowe Lomark. Urokliwa historia o dojrzewaniu, młodzieńczych wyczynach, uczuciach. Im starsi są bohaterowie, tym bardziej zmienia się świat, który pamiętają z dzieciństwa. Nie sposób jednak się nie uśmiechnąć czy nie uronić łzy, przemierzając razem z nimi ulice holenderskiego miasteczka. (merlin.pl)

Zaczęło się od wypadku, kiedy to mały Franek próbował marzyć o lepszym życiu i odnaleźć odpowiedź na ciągle gnębiące go pytanie o sens „dlaczego?” Franek zasypia sobie w pewien lipcowy dzień, leżąc w trawie.

„Kto zasypia w trawie, kiedy przyjeżdżają kosić? ” – no właśnie. Ciężki wypadek, po którym Franek przez 220 dni jest w śpiączce, a potem niestety traci zdolność mówienia, poruszania się, ląduje na wózku inwalidzkim, a ma zaledwie 14 lat.
Nieco później, w małym holenderskim miasteczku Lomark zjawia się zupełnym przypadkiem tajemniczy 15 latek, który nie wiedzieć czemu nie znosi swojego prawdziwego imienia i nazwiska, więc wymyśla sobie przydomek „Joe Speedboat”. Ten chłopak wprowadza sporo zamieszania zarówno w spokojne życie mieszkańców jak i życie Franka, który przykuty do wózka zaczyna odżywać i chce jakoś zaimponować Joe’emu, zostać jego kumplem.

„Joe był nie tyle niezwykłym chłopcem, co wyzwoloną energią. W jego obecności ogarniało człowieka pełne oczekiwania mrowienie – energia w jego dłoniach przybierała kształt, lekką ręką wyczarowywał bomby, motorowery wyścigowe i samoloty, żonglując nimi niby lekkomyślny czarodziej. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś, kto z taką niefrasobliwością potrafił wprowadzać w życie swoje pomysły, kto wymykał się lękom i konwenansom. Śmiał marzyć o rzeczach niemożliwych i nie zauważał niechęci za swoimi plecami, wiele osób bowiem nie akceptowało Joego, zbyt wiele rzeczy było w nim niezrozumiałych. Większość ludzi to przeciętniacy, niektórzy – wręcz miernoty, ale są nadzwyczaj wyczuleni na zwiększoną koncentrację energii czy talentu u osób ponadprzeciętnych. Nie mają tego czegoś, co rozświetlałoby ich od środka, więc postaciom niezwykłym też tego odmawiają. Brak im talentu podziwiania innych, przejawiają jedynie talent do niewolnictwa i zazdrości. Kradną światło”

[Czyż to nie uniwersalna prawda?]

Franek próbuje patrzeć na życie oczami Joego. Niemniej jednak, uważa, że  ma w sobie zbyt wiele brudu i mroku, których musi się pozbyć, oczyścić się. Jak? Alkoholem najlepiej. Tak więc zaczyna pić.  Przynajmniej jest wesoło dopóki ktoś go z wózkiem nie wystawia z jakiejś knajpy nad ranem. A tak dobrze było czuć się jak „pasażer pijanego statku, który dryfuje szlakiem, na którym nikt nas nie odnajdzie”.

Książka ukazuje również, poprzez osobę Franka, który pisze dzienniki (swoją sprawną ręką) , a potem zbiera makulaturę chodząc po sąsiadach, społeczność małego miasteczka. Precyzyjne obserwacje ich mieszkań, ich zachowań, bardzo trafne uwagi i uniwersalne przede wszystkim – coś niesamowitego.

„Jeździmy luksusowymi samochodami i ogrzewamy dostatnie domy gazem ziemnym. Niemcy już dawno odeszli, potem baliśmy się komunistów, broni atomowej i recesji, ale śmierć jest gorsza. Nikt nam nie podpowiada, co mamy robić, ale wiemy co nas czeka. O niczym się nie mówi, ale wszystko się pamięta. Wszystko pamiętamy i zbieramy po cichu informacje o wszystkich z naszego otoczenia. Między nami rozsnute są niewidzialne linie, które nas łączą i dzielą, o czym żaden przybysz nie ma pojęcia, niezależnie od tego, ja długo tu mieszka”.

To opowieść bardzo prosta, choć nie banalna, o młodzieńczym życiu, o paczce znajomych, o studiach, egzaminach, przyjaźniach, pierwszych miłościach, ważnych i mniej ważnych zdarzeniach codziennego życia, sąsiadach, ich tragediach i radościach, zwyczajnym życiu w małym miasteczku, kawkach, barach, dojrzewaniu które jak wiadomo lekkim nie jest, pracy, podejmowaniu wyzwań, zawodach w siłowaniu się na rękę, porażkach, zwycięstwach, zdradach, zemstach – o wyzwalaniu w sobie sił, radości, wiary, o poszukiwaniu i podążaniu drogą, którą czasem ktoś musi nam wskazać. W tym przypadku jest to Joe Speedboat.

Bardzo wnikliwa i mądra książka, którą również polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.