Śniło mi się tej nocy, że znów byłam w Manderley

Przeczytałam w 2,5 dnia (!!)

Wciągające baaardzo. (!)

Pisanie zarówno pani de Maurier jak i Susan Hill, choć u tej drugiej zauważyłam coś co mi się bardziej podobało, głębszą analizę, więcej porównań, jednym słowem bogatszy język, który sprawił, że historię pani de Winter czytało mi się fantastycznie.

W Rebece, faktycznie mamy do czynienia z nieco niedorobioną panną pensjonarką (jak już czytałam w innych recenzjach, ale myślę że to wynikało ze stłamszenia jej, z braku doświadczenia i wychowania, z braku pewności siebie, której później już nabierze i obrośnie w siłę), która staje się żoną Pana Maxima de Winter i trafia do mrocznej, ogromnej i cudownie gotyckiej posiadłości Manderley na południu Anglii. Panna „bezimienna” (gdyż w książce nigdy nie pada imię tej młodej damy) ślepo zakochana w Maxie, cały czas żyje w cieniu byłej żony Rebeki, która zmarła tragicznie. Rebeka tu, Rebeka tam, Rebeka by to zrobiła inaczej, Rebeka tego nie robiła w ten sposób, „jakże Pani jest inna od Rebeki”.

A jaka była ta cała cudowna Rebeka?  wielbiona przez wszystkich, przez służbę a szczególnie przez potworną panią Denvers, ta Rebeka wydająca przyjęcia, bale kostiumowe, ta Rebeka, która stworzyła cudowny azaliowy ogród, która na wszystkim się znała i nie była taka nieporadna, prosta, nieśmiała, co by nie powiedzieć tępa jak jej młoda „następczyni”? Jaka była? A była wredną suką, czarną żmiją, a jej śmierć spowita jest tajemnicą. Czy jej małżeństwo z panem Maxem de Winter faktycznie było tak idealne??

Introwertyczny Max, dobroduszny Giles i jego żona Beatrice (siostra Maxa) są bardzo powściągliwi w mówieniu o dawnej pani de Winter. Do tego knująca intrygi pani Denvers, wpędzająca to biedne płochliwe stworzenie jakim jest obecna żona Maxa de Winter doprowadzają do sytuacji, w której wreszcie wszystko się wyjaśnia. Przyznaję, że końcówka mocno wciąga, ślęczałam do drugiej w nocy, by skończyć, a potem zaraz zaczęłam następną część, kiedy to państwo de Winter po 10 latach wracają do Manderley na pogrzeb Beatrice.

Dlaczego musieli opuścić Manderley? nie zdradzę. Dlaczego od nowa muszą walczyć o swoje uczucie i prawdę? Wystarczy może tyle że na grobie Beatrice pojawia się piękny pogrzebowy wieniec podpisany literką „R”. Czyżby to była Rebeka? której zwłoki przecież dawno znaziono na dnie morza? Czy to ktoś kto próbuje nastraszyć i pokazać że tak naprawdę nikt nie jest w stanie zająć miejsca Rebeki?

Oj, dawno nie czytałam tak zajmującej lektury. Polecam serdecznie.

5 thoughts on “Śniło mi się tej nocy, że znów byłam w Manderley

  1. Każdego można zastąpić…

    A co do lektury, nie znam, jakoś nie natrafiłam nigdy na tę autorkę, może dlatego, że instynktownie szukam czegoś innego. Ostatnio jednak naszła mnie ochota na książki o amerykańskim Południu. Czy to coś w tym stylu?

    pozdrawiam serdecznie :)

    Polubienie

  2. Podziwiam tempo czytania, musiało nieźle zassać. Czytałam „Rebekę”, tak ze sto lat temu, podobała mi się.
    Na początku recenzji trochę zgłupiałam, bo dwie różne książki opisujesz tak, jakby stanowiły jedną całość, potem poszperałam i dowiedziałam się dlaczego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.