Belcanto

Na początek zdjęcie z okładki. Zafascynowało mnie. Przepiękne. Autorką jest Eliza Lazo de ValdezKLIK, ta sama, która zrobiła fotkę na okładkę książki Sary Waters „Muskając aksamit” = piękne klimatyczne oryginalne fotografie, zresztą na jej stronie możecie sami popatrzeć.

Na przyjęcie organizowane przez jedno z ubogich państw Ameryki Południowej wdziera się grupa porywaczy, planująca uprowadzenie prezydenta. Ten jednak niespodziewanie został w domu, by obejrzeć kolejny odcinek ulubionej opery mydlanej. Plan zamachowców legł w gruzach, a napaść przeradza się w oblężenie. Między agresorami a ich ofiarami – wśród których jest piękna amerykańska diwa operowa i jej wielbiciel, japoński biznesmen – rodzą się silne więzi, a to, co miało być koszmarem, zamienia się w raj na ziemi… aż do zaskakującego końca. (merlin.pl)

Książka, którą już chciałam po jakichś 30 stronach odłożyć, niemniej jednak przebrnęłam i …. wchłonęła mnie. Opisy relacji międzyludzkich, jakie tworzą się pomiędzy zakładnikami, pomiędzy terrorystami a zakładnikami, są tak gęste od emocji, że ciężko się oderwać.  Poczynając od strachu, kiedy zakładnicy pod lufami karabinów leżą na ziemi, bojąc się poruszyć kiedy to dociera do nich, że nie mogą nic zrobić i że tylko część z nich zostanie uwolniona

„W jednym końcu salonu mężczyźni uznani za mniej ważnych już za chwilę mieli wrócić do żon, do spokojnego snu we własnym łóżku, do powitalnej radości dzieci i psów, wyrażających bezinteresowną miłość w szklistych nie mających końca czułościach. W drugim końcu trzydziestu dziewięciu mężczyzn i jedna kobieta zdali sobie właśnie sprawę z tego, co ich czeka. To był teraz ich dom. Zostali porwani”.

… poprzez powolne dostosowywanie się do zaistniałej sytuacji, kiedy wolno im już ze sobą rozmawiać, poruszać się, stopniowo oswajać każdy z każdym, poprzez umiejętność przeżywania każdego dnia ciesząc się z prostych czynności, aż w końcu co najbardziej niesamowite, dochodzimy do relacji, kiedy terroryści nawiązują przyjaźnie z zakładnikami, niektórzy nawet zaczynają odczuwać miłość. Pan Hosokawa, japoński biznesmen zaczyna wreszcie czuć, że żyje, chodzi z małym notesikiem zapisując hiszpańskie słówka, podczas gdy wcześniej nie miał w ogóle czasu na przyjemności, hobby, żył tylko pracą. Gen – jego tłumacz, poliglota, niesamowity człowiek, będący ciągle przy boku pana Hosokawa, odnajduje prawdziwą miłość u boku dziewczyny – terrorystki: Carmen. Pan Fiodorow – Rosjanin, żonaty, zaczyna pięknie mówić o miłości, czuje że musi wyrazić swoje uczucia wobec śpiewaczki operowej Roxane Coss, która codziennie umila im czas swoim śpiewaniem.

„Niektórzy rodzą się  po to by tworzyć wspaniałe arcydzieła, a inni są po to, by je doceniać. Zgodzi się pani ze mną? To też jest pewien talent: umiejętność bycia widzem. Nieważne, czy przechadzamy się po galerii sztuki, czy słuchamy głosu najpiękniejszej sopranistki na świecie. Nie każdy może być artystą. Muszą być też tacy, którzy są świadkami sztuki, którzy kochają i doceniają to, co dane im jest oglądać”.

Roxane Coss , z kolei, również zakładniczka, odnajduje się w tej całej sytuacji bardzo dobrze, choć na początku strach ją obezwładnia – śpiewem dodaje sobie sił, by przetrwać. Zamienia wytworną suknię na proste ubranie, eleganckie buty na skarpetki.

Z kolei – Cesar – jeden z terrorystów, po pewnym czasie pokazuje jaki ma piękny głos, zaczyna brać lekcje u Roxane.

Wszyscy razem, pod lufami karabinów (choć one już jakby nie są im tak straszne, a i terroryści łagodnieją) żyją ciesząc się każdą chwilą, uczą się przebywać z innym człowiekiem, uczą się zapominać o przeszłości, przyszłości, żyją chwilą obecną. Wielu z nich zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę było zakładnikiem swojego życia, przyzwyczajeń, rzeczy, stereotypów, wymagań. Tutaj, w niewoli, każdy może być naprawdę sobą, odkryć się, żyć pełnią. Paradoks? Kiedy terroryści pozwalają im wyjść do ogrodu, na słońce, każdy z nich wącha trawę, kładzie się na niej, doceniając każde źdźbło, patrząc z uwielbieniem na zieleń, słońce. Każdy od nowa chce ułożyć sobie życie, np wiceprezydent Rubens Iglesias:

„Jeśli istnieje coś takiego jak druga szansa, w przyszłości będzie pijał poranną kawę w ogrodzie. Po południu będzie wracał do domu, żeby zjeść z żoną lunch na kocu, pod drzewami. Jego córki będą jeszcze w szkole, ale najmłodszy synek usiądzie mu na kolanach, a on będzie go uczył nazw różnych ptaków. Jak to możliwe, że dane mu było zamieszkać w tak pięknym miejscu? „

Czy im się to uda? Tragiczny finał będący już rasowym thrillerem sprawia że zarówno zakładnicy, terroryści, a nade wszystko czytelnik popadają w osłupienie. Końcówka mnie rozwaliła, że się tak wyrażę, a „Belcanto” uznaję,  za jedną z lepszych książek, jakie przeczytałam. Polecam bardzo.

2 uwagi do wpisu “Belcanto

  1. Książka tak mnie wciągnęła, że postanowiłam poznać twórczość tej pisarki. „Biegnij” to malutkie rozczarowanie (bez takiego rozmachu jak „Belcanto”),a na półce czeka „Asystentka magika”. Tyle u nas wydano.

    Polubienie

  2. Mary, dobrze czytać takie pozytywne słowa. Niedługo planuję się zmierzyć z „Belcanto”, ale chyba wcześniej z „Asystentką magika”, którą przywlekłam jeszcze w zeszłym roku z biblioteki i przetrzymuję ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.