"Czerwona ziemia i obfity deszcz"

Abhay, student amerykańskiego college’u, który przyjechał do domu na wakacje, strzela do małpki kradnącej ze sznura ubranie. Umierające stworzenie okazuje się reinkarnacją Sanjaya Parashera, siedemnastowiecznego … poety i bojownika walczącego z władzą brytyjską. Aby pozostać przy życiu, małpa zawiera układ z bogami: będzie opowiadać o swoich poprzednich wcieleniach rodzinie i sąsiadom Abhaya, musi jednak słuchaczy zainteresować – jeśli zaczną zdradzać oznaki znudzenia, bóg śmierci zakończy jego żywot. I tak rozpoczynają się opowieści o wojnie i odwadze, miłości i zdradzie, cudownych narodzinach dzieci, a w każdej z nich niczym w szkatułce mieszczą się kolejne historie snute przez ich bohaterów. Przeplatają się z nimi współczesne wspomnienia Abhaya, który z przyjaciółmi podróżuje przez Amerykę, dzięki czemu obok hinduskich wierzeń, bogów i filozofii życia sąsiaduje kultura popularna i odmienne podejście do życia. (merlin.pl)

Dziwna to i trudna książka, ale zawiera tyle, że nie dziwi mnie obsypanie autora nagrodami literackimi. A to przecież debiut tego indyjskiego pisarza. Porównywana do „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Opowiadane przez Sanjaya starodawne indyjskie  historie przeplatają się z opowieściami Abhaya ze współczesnego amerykańskiego świata.  Z jednej strony mamy więc batalie, krwawe bitwy, bogów, latających morderców, dziwne cukierki, które zapładniają kobiety, wiele dziwnych kolorów, słonie, mówiące małpy a z drugiej strony mamy studenckie imprezy, narkotyki, kluby i dziki seks, nowoczesną muzykę, brak miłości, samotność Abhaja w Ameryce, pytania o przynależność kulturową, o tożsamość i kwestie polityczne.

Opowieści, których „słucha się” czytając tą książkę rozmnażają się jakby przez pączkowanie. Z jednej powstaje druga, z drugiej trzecia itd. Przyznaję, że niektóre czytałam pobieżnie, czując się poirytowana nadmiarem indyjskich terminów, imion, bądź też nadmiarem krwi w opowieściach wojennych. Przyznaję, że momentami miałam ochotę ją pieprznąć w kąt, ale zaraz znajdowało się coś co przyciągało na nowo. Dziwne, bo nie wiedziałam co robić, czy się poddać i czytać dalej, czy całkowicie zaniechać.
No ale przeczytałam. Czy polecam? Nie wiem :)

1 thought on “"Czerwona ziemia i obfity deszcz"

  1. Cóż to moje piękne oczy widzą? Zmiany, zmiany, zmiany… I like it!! ;]
    Książki tej jeszcze nie miałam w swoich łapkach, nie wiem też czy pasowałaby do mojego gustu, sądząc po tym, co piszesz.
    Za to widzę, że czytasz książkę „Człowiek, który gapił się na kozy” XD Widziałam ten film jakieś dwa tygodnie temu, ale kapiszon mi po nim został. Mam w planach napisanie o nim notki, ale kiedy to uczynię, tego jeszcze nie wiem. Film maksymalnie zakręcony i tak głupkowaty, że już bardziej nie można. Jak dorwę książkę to będę very very happy!
    Tymczasem… Jak tu wiosennie :) Aż sama mam ochotę coś u siebie zmienić, zawsze podobały mi się przejrzyste strony. Jasne i poukładane, dlaczego wciąż zawalam swoje bibelotami? Who knows, if nobody knows?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.