"Firmin" Sam Savage

Nie jestem przekonana do tej książki. Przeczytałam od czasu do czasu się uśmiechając, bo pomysł zrobienia ze szczura bohatera książki, jest dość oryginalny ale.. były momenty, kiedy ten szczurek Firmin ględził bez sensu, a niektóre jego przemyślenia czy stwierdzenia wręcz były obleśne. Nie wiem co autor miał na myśli wkładając Firminowi do głowy na przykład chęć zgwałcenia własnej siostry, podanej w niesmaczny sposób, albo te wszystkie opisy kiedy to mały Firmin, tuż po narodzeniu pchał się do ‚cycków’ swojej odurzonej alkoholem mamy-szczurzycy. Do tego doszły opisy pożerania papieru, który stanowił legowisko całej rodziny, jego przeżuwanie, podczas gdy był on już przesiąknięty moczem braci i sióstr szczurków, zachwyty nad smakiem tegoż papieru. A fuuuj. W ogóle okropność.  Pierwszy spacer w dorosłe życie szczura, czyli wyjście z ciepłej dziury w księgarni, w celu ‚szabrowania i dziadowania” na ulicę. I te zachwyty Firmina nad napotkanymi prostytutkami, kolejne obleśne teksty, a potem fascynacja filmami pornograficznymi. Jakoś nie przemawia do mnie taka ‚filozofia’. Ale może w Bostonie lat sześćdziesiątych tak było? Autor książki pewnie jakoś tam przelał swoje własne doświadczenia w postać tego szczura. Może tak jak i on czuł się samotny i nierozumiany….

Całej książki nie skreślam. W sumie jest to oryginalna lektura ozdobiona świetnymi ilustracjami autorstwa Fernando Krahn’a, dla nich samych warto po książkę sięgnąć. Podobało mi się kilka zdań dotyczących książek. Kiedy mały Firmin w labiryncie tuneli nad antykwariatem trafia na szparę, przez którą widzi pokój pełen książek , pusty fotel i biurko, opisuje to tak:

„To było okno na ludzki świat, moje pierwsze okno. Na swój sposób było książką – patrzyłeś na nie przez  światy, które nie były twoje”.

Szkoda, że tych książek się tu sporo przewija, różne tytuły, autorzy, dziedziny, ale…. za mało jest treści, więcej pożerania papieru.. Szkoda. Jedynym fajnym dla mnie motywem była osoba Normana, właściciela antykwariatu, którego podglądał Firmin. Jego praca, umiejętność wyszukania odpowiednich książek dla klientów. Firmin stwierdził, że zakochał się w Normanie, hmmm, a w ogóle pomyślał, że fajnie byłoby być człowiekiem. Myślę, że to takie wołanie o kontakt, o bliskość z innymi. Można to podciągnąć zapewne do jakiejś tam egzystencjalnego problemu.  Pewnie  szczur Firmin to dusza artystyczna, szukająca zrozumienia, żyjąca w swoim własnym świecie, w pewien sposób genialna, mądra, ale i smutna. Być może, ale ja tego nie kupuję. Przynajmniej nie w całości.  Wiem,  że wielu osobom się podobało, ale ja się chyba  nie znam ;)

Reklamy

17 uwag do wpisu “"Firmin" Sam Savage

  1. Etam! nie znasz się?! też coś! Przecież ile głów, tyle interpretacji, wrażeń. „Firmin” to taka bajka dla dorosłych. Czytało się gładko, momentami zabawnie było, momentami trochę nudnawo, ale ogólnie książka zjadliwa i z morałem. ;)

  2. też najbardziej podobały mi się opisy pracy Normana, czasami było mi Firmina szkoda, ale przez wiekszosc czasu po prostu mnie irytował
    specyficzna to ksiazka, jednak z drugiej strony bije od niej jakas melancholia
    jak juz szczury to jednak wole obejrzec „Ratatuja” ;D

  3. Matko, a jednak jest ktos poza mna, kogo slawetny Firmin nie zachwycil. Dobrze wiedziec, bo kazda kolejna pochwalna recenzja uwierala mnie coraz bardziej :)

  4. Mnie też nie zachwycił :) Siegnelam bo duzo bylo entuzjastycznych recenzji, a Firmin raczej mnie znudzil i wkurzył, Sama koncówka ksiazki bardziej mi przypadla do gustu, po tym jak Firmin wyprowadzil sie z antykwariatu, w jednej scenie nawet sie wzruszylam, ale generalnie nuda ;-)

  5. No wiesz co Mary! :-) Dobrze, że obroniłaś się ostatnim zdaniem tej recenzji ;P… a tak poza tym Firmin jest na wskroś amerykańskim wytworem (a według Ciebie potworem). Pozdrawiam.

  6. to nie som muminki, to ptaszki som. wg mnie wróbelki, wg koleżanki kurczaczki, ale nadal ptaszki. muminku, Ty! :P

  7. aktualnie to to som moje ptaszki.
    ale jak przyjdziesz i otworzysz pudełko (jak nie otwieram, bo wpierdolę) to bendom Tfoje ;]

    *błędy są zamierzone ;]

  8. A ja rozumiem autora całkowicie… Aby dana książka była wiarygodna, musiała w pewien sposób zahaczać o Animal Planet, no bo tylko ludziom może przyjść do głowy przydawanie zwierzętom ludzkich cech, podczas gdy one naprawdę spółkują z własnym rodzeństwem, zżerają odchody etc… Może i momentami obleśne, fuj, ale wydaje mi się, że na tyle wiarygodne i oryginalne, że warto się zapoznać. Choćby po to, aby porównać swoje własne wyobrażenie o świecie zwierzęcym…
    Moim skromnym zdaniem, my ludzie, potrafimy być bardziej obrzydliwi niż zwierzęta. One słuchają jedynie instynktu, natury, takimi je stworzono, nie mają za dużo porównywalnej do naszej inteligencji, podczas gdy ludzie gwałcą swoje dzieci wbrew rzekomej „inteligencji” i normom, więc kto tu jest „zwierzakiem”??

    Co nie znaczy, Mary, że nie znasz się na książkach. Po prostu jesteś wrażliwa i nie wszystko jesteś w stanie przełknąć. To się chwali ;]

    Pozdrawiam cieplutko :)

  9. ciastka i coś z czego powinien wyjść Crème brûlée to jeszcze nie blog kulinarny.

  10. mnie się nie podobało i się zawiodłam, bo tyle pozytywów słyszałam – przeczytałam „Firmina” jakiś czas temu i jeszcze się nie zebrałam, żeby o nim napisać;
    żadna rewelacja!

  11. Popieram wyżej, każdy odbiera inaczej książkę. I fajnie jest, jak odbiór nie jest wielokrotnie powtarzany. Żeby nie bać się swojego zdania.
    Ja od dawna mam chrapkę na tą książkę :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s