"Lśniąca góra" Peter Boardman

„Odwaga. Wytrzymałość. Te słowa dryfowały nad biurkiem i szydziły z mojego gorzkiego nastroju niezadowolenia. Nieważne. Odwaga to tylko robienie tego, czego się boisz robić. Życie niesie z sobą wiele okrutnych i delikatnych sytuacji, wymagających znacznie więcej odwagi niż oczywiste niebezpieczeństwa wspinaczki. Wytrzymałość. Więcej wytrzymałości trzeba w pracy w mieście niż do wspięcia się na wysoka górę. Więcej wytrzymałości wymaga porzucenie nadziei i ambicji z dziecięcych marzeń i poddanie się rutynie codziennej pracy, by być małą śrubką w wielkiej maszynie zachodniej cywilizacji.”

Tak pisze Peter Boardman, autor książki „Lśniąca góra”, który po powrocie z wyprawy na Everest pragnie zdobyć niezdobytą jeszcze od strony zachodniej, najbardziej stromą górą Changabang (Lśniącą Górę). Decyduje się (tylko) na dwuosobową wyprawę wraz z Joe Taskerem. Niesamowity to wyczyn – dwie osoby na tak trudnej ścianie, na której nikt jeszcze od strony zachodniej nie zrobił drogi. Problemem stają się  dokumenty, zezwolenia, transport, bagaże, niezbędne wyposażenie, które dla 2 osób będzie wystarczające. Zaczyna się obmyśliwanie jak tu podejść górę, oglądanie fotografii, śledzenie wcześniejszych wypraw innych alpinistów, które wcześniej czy później kończyły się obraniem innej drogi. Szczyt to nie wysoki w porównaniu do tych himalajskich ośmiotysięczników, ale jeden z najtrudniejszych, najbardziej niebezpiecznych, nieokiełznanych, niepewnych, bo nieznanych.

„Stanęliśmy twarzą w twarz z rodzajem urwiska, jakiego nie widziałem nigdzie poza Patagonią: ogromna połać pionowej i przewieszonej skały, powleczonej tu i ówdzie niedorzecznie stromym lodem. Droga, którą pierwotnie chcieliśmy zrobić, była oczywiście aż tak trudna, że nasze plany wzięły w łeb'” – mówi Martin Boysen jeden z członków zespołu który w 1974 zrezygnował z wspinania się od zachodniej strony.

Mozolna wspinaczka, robienie drogi, szukanie w tej stromej ścianie półek na namiot, na bazę, na hak, kiedy zewsząd żadnej innej ludzkiej duszy, a tylko wiatr, słońce dopiero od południa bo góry ranem je zasłaniają, kiedy trzeba walczyć z organizmem bo wysokość, bo odmrożenia, bo zmęczenie, kiedy nie ma możliwości rozbicia namiotu bo nie ma zwyczajnie na niego miejsca i  śpi się wtedy w hamaku zawieszonym na jakiejś półce skalnej ledwo ledwo, do tego mając pod sobą niebotyczne metry przestrzeni… wszystko to świadczy o nadludzkiej odwadze, cholernej motywacji, ogromnej pasji, sile charakteru, umiejętności dostosowania się do tych niebezpiecznych gór, gdzie najbardziej widać ludzką samotność, gdzie człowiek zdany jest tylko na siebie i na drugiego człowieka. Tu nie ma mowy o braku zaufania,  o niepewności, o okazywaniu strachu.

Podziwiam taki ludzi od zawsze. Będę podziwiać. Będę o nich czytać i mieć za każdym razem ciary na plecach, jak teraz gdy czytałam o nocnych zjazdach na linach: „to były długie samotne zjazdy po ciemku, bez wzajemnego widzenia się, czy nawet słyszenia. Pomiędzy nami była tylko świadomość duchowej i psychologicznej łączności…”

Mordercza wspinaczka zakończyła się w tym przypadku sukcesem. Dwaj Brytyjczycy: Joe Tasker i Peter Boardman osiągnęli wierzchołek 15 października 1976 roku. Przy tej wspinaczce, wejście na Mount Everest wydaje się być takie… nijakie….

wikipedia:

„Changabang („Lśniąca Góra”, 6864 m n.p.m.) – smukły skalisty szczyt w Himalajach Garhwalu, znany z bardzo trudnych dróg wspinaczkowych, położony tuż na pd.-zach. od dominującego nad nim szczytu KalankaNanda Devi. (6931 m) w północnym obramowaniu tzw. Sanktuarium

Szczyt pociągał swym kształtem alpinistów, ale ze względów politycznych stał się dostępny dopiero w roku 1974″

Reklamy

2 uwagi do wpisu “"Lśniąca góra" Peter Boardman

  1. Z pasją nigdy człowiek nie wygra. Podziwiam takich ludzi, bo chowają strach do kieszeni, wyjmują odwagę, przypinają do piersi i gonią marzenia.
    Bardzo chętnie przeczytam tę książkę, by choć trochę poczuć się, jak na takiej górze. :)

    Polubienie

  2. Ja również podziwiam takich ludzi i… nie do końca rozumiem, jak mogą się sami decydować na takie niebezpieczeństwo. Dla mnie wyczynem jest wyjście w zimowy, mroźny poranek na dwór:), a co dopiero wspinanie się po oblodzonych skałach… Widać moja ambicja nie sięga tak daleko, hm, tzn. tak wysoko;)

    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s