"Jak kamień w wodę…" Maj Sjöwall, Per Wahlöö

To piąta część kryminałów z Martinem Beck’iem w roli głównej. Zaczęłam od tak zwanego „środka”, ale książka z biblioteki, więc czas mam ograniczony i nie będę w ekspresowym tempie czytać pierwszych 4 części. PODOBAŁO mi się. BARDZO. Serio ! Niektórzy mówią o tych książkach, że lata 60te, że powolna akcja, że nuży, a właśnie że nie! W ogóle nie znużyła. Wciągnęła. Bardzo.

„Człowiek, który teraz był martwy, nim położył się do schludnie zasłanego łóżka, zdjął krawat, marynarkę powiesił na krześle przy drzwiach, rozsznurował buty, postawił pod krzesłem, a nogi wsunął w czarne skórkowe pantofle, wypalił trzy papierosy z filtrem, niedopałki rozdusił w popielniczce na nocnym stoliku. Potem położył się na wznak i strzelił sobie w usta.

Teraz nie wyglądało już to wszystko tak schudnie”.

Policja nie znajduje żadnego listu pożegnalnego, jedynie zapisane dwa słowa na bloczku obok telefonu : Martin Beck. Potem nagle w pewnym budynku wybucha pożar. Co poniektórzy giną, innych ratuje policjant Larsson. Ginie  w pożarze niejaki Malm poszukiwany przez policję. Narkotyki, kradzione samochody. Tylko czy jego śmierć to samobójstwo? upozorowane? czy zabójstwo? ponieważ ogień podłożono, czy faktycznie podłożono, czy jednak samo się zapaliło? Hmm… Nic nie wiadomo. Powoli wręcz flegmatycznie toczy się śledztwo. Niektórzy policjanci to zwykłe tępaki którzy powinni wrócić do „biura rzeczy znalezionych, skąd przybyli” (rozbawiło mnie to, hehe).

W ogóle ta szwedzka policja jest niesamowita. To czasy gdy nie ma jeszcze telefonów komórkowych, aby zadzwonić trzeba latać do budek telefonicznych bądź alarmowych. Stąd przy wzywaniu straży pożarnej do wspomnianego pożaru, pewien posterunkowy popełnia niby nic nie znaczący błąd. A kiedy śledztwo rusza z kopyta lub raczej w tym przypadku „powoli i ospale zaczyna się toczyć” to i tak większość policjantów jest albo na urlopie, albo przed urlopem albo po urlopie (hehe). Albo trwają przygotowania do obchodów Nocy Walpurgii, albo z kolei jedyny dostępny policjant gra sobie w piłkę (hehehe). Coś odjazdowego :)))

Niemniej jednak śledztwo nabiera prędkości i policjanci z Martinem Beckiem na czele znajdują wiele odpowiedzi na powstałe wcześniej pytania, dzięki…. małemu czerwonemu samochodzikowi straży pożarnej, który należy do synka jednego z policjantów, i który jakiś czas temu przepadł nagle jak kamień w wodę (ten samochodzik). Ha !

Fajna książeczka, świetne postacie, śmieszne sytuacje, dla nas może wydające się dziwnymi i komicznymi, ale w latach 60tych niestety nie było przecież tak łatwo jak teraz, choć policja chyba nadal pozostała dość leniwa ;) Ten panujący „święty spokój” i podejście „będzie co ma być”, „powoli ale do celu” bardzo mi się podobały :) A do tego wiele tu problemów życia osobistego i społecznego. Na pewno sięgnę po wcześniejsze pozycje, tym razem już po kolei.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “"Jak kamień w wodę…" Maj Sjöwall, Per Wahlöö

  1. Ja na razie czytałam tylko dwie pierwsze części tego cyklu, ale też bardzo mi się podobały i mam zamiar przeczytać wszystkie dostępne po polsku.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s