"Ostatni lot nad Kongo" – Wojciech Scelina

W życiu bym nie pomyślała, że tą książkę napisał człowiek który ma … 21 lat. No w życiu! A jednak. Aż weszłam na jego stronę internetową: wscelina.cba.pl, żeby sprawdzić, utwierdzić się w przekonaniu że to fakt. No szok. Dlaczego? Dlatego, że tak młody człowiek, napisał książkę inteligentną, mądrą, dającą tzw intelektualnego kopa. Przynajmniej mnie. Nie wiem jak odebrali ją inni czytelnicy, czy odbiorą. Nie wiem. Dla mnie to książka tak INNA… ale powoli.

„Ostatni lot nad Kongo” to powieść, której akcja dzieje się w XIX wieku w Kongo, w Afryce jak wiadomo (chyba że są osobniki, które nie mają pojęcia gdzie Kongo leży). Kongo w tych czasach  staje się kolonią belgijską. Staje się krajem, gdzie ludzie są traktowani brutalnie i nieludzko, niewolnicza praca, stopy skute łańcuchami, traktowanie jak bydło, bicie, poniewieranie i ogólnie panujące zło. W imię czego? w imię podbicia kraju, tak? Belgowie umyślili sobie, że fajnie byłoby zagarnąć spory kawałek Afryki, aby (jak to tłumaczą) później móc spokojnie zwiedzać, nie narażając swojego życia na atak tubylców. Trzeba tych tubylców uczłowieczyć. Wszystko w imię władzy, siły, przyszłości. Kraje afrykańskie nie są moją najmocniejszą stroną, nigdy nie ciągnęło mnie na tamten kontynent niemniej jednak książka zaciekawia, tym bardziej, że pokazane tu są kwestie dość kontrowersyjne z dobrym tłem historycznym, choć może nieco banalną postacią głównego bohatera – Nathan’a.

Bo Nathan to człowiek, który od dziecka marzył o wyjeździe do Afryki. Oglądając mapę marzył o tym skrawku kontynentu nad tzw „smoczym pyskiem” gdzie płynie jedna z większych rzek: Congo. Marzył o podróży, o zwiedzaniu, ale nie przypuszczał, że wyjedzie tam i będzie pracował jako strażnik niewolników i że będzie się borykał z wieloma wyborami, z samym sobą również.

Nathan opuścił statek i wszedł na wydeptany plac, na którym nie uświadczył nawet jednego źdźbła trawy. Dzień był tak gorący, że kiedy spojrzał w kierunku odległych wzgórz, ujrzał pulsujące, wibrujące ku górze masy powietrza, skutecznie kryjące granicę między niebem a ziemią. Osoby, które dostrzegał, przypominały mu starą opowieść dziadka o ciałach bez dusz: odziany w białą marynarkę gentleman, kilka postaci, jakby handlowców i robotników, w końcu Murzyni skuci albo nieskuci; wszyscy krzątali się pośród niechlujnych zabudowań, byli markotni i nie zdradzali żadnych pozytywnych emocji. Ten krajobraz i atmosfera były Nathanowi nieznane, a ci wszyscy ludzie niezmiernie obcy, powiązani ze sobą relacjami, których nie rozumiał i które go przeraziły.”

Czy zaakceptuje to co się będzie wokół niego działo? czy nie? czy sam zmieni się w okrutnego człowieka czy też będzie szukał spokoju w innym miejscu? Jeśli przecież przyzwyczajamy się do czegoś, to z reguły jest nam już potem obojętne co o tym myślimy. Wsiąkamy w tą rutynę i pewnie gdyby przyszło nam zastrzelić Murzyna, bo jest za słaby i nie nadąża za resztą, przyszłoby nam to po jakimś czasie bez wysiłku. A może nie? Może jednak warto walczyć ze swoimi przekonaniami, ze swoim punktem widzenia i  zachować się jak człowiek?  Tylko co to znaczy?

Jak powiedział pewien profesor w tej książce,  odrzeć człowieka z cywilizacji, zabrać ubranie, inne drobiazgi, zostawić gołego i bezbronnego a wtedy wyjdzie z niego dzikie zwierzę. Bo tylko cywilizacja uchroniła nas od pożarcia się wzajemnie i powybijania. To ona stanowi fasadę naszego wnętrza, które się o nią rozbija. Tylko czy faktycznie u każdego tak jest?

Nathan jest postacią która czasem irytuje. Zdenerwowało mnie to, że wybrał podróżowanie niż powrót do domu, aby pomóc matce i siostrze po śmierci swojego ojca. List od nich skwitował  stwierdzeniem że może kiedyś.. chociaż był nieco rozdarty. No ale …  nie na  tyle aby pakować manatki i wracać do domu.

Czy ja przykładowo, będąc w trakcie realizowania jednego z największych jak nie największego marzenia życia, byłabym w stanie poświęcić je? Nie wiem…. Nie odpowiem na to pytanie. Być może zachowałabym się jak Nathan. I do czego jeszcze bym się posunęła? Nie wiem, może gdyby mnie wysłano do takiego Kongo,  w takim XIX wieku, gdzie panowały kompletnie inne zasady, dowiedziałabym się…. Czy Nathan dowiedział się czegoś więcej o sobie? Jak potoczyła się jego historia i kogo spotkał na swojej drodze? Sami się przekonajcie.

Książkę dostałam od wydawnictwa Novae Res. Polecam. Chce ktoś?? Wpisywać się do jutra (piątek) do 20.00

Reklamy

18 uwag do wpisu “"Ostatni lot nad Kongo" – Wojciech Scelina

  1. Przeczytałam Twoją recenzję trzy razy. Trzy razy, żeby się poważnie zastanowić, czy chcę tę książkę. Po trzecim razie zdecydowałam, że owszem. Dlatego się zgłaszam :).

  2. ja doczytałam recenzję do połowy i prrrrroszę, uwzględnij mnie w losowaniu!!

  3. Mnie też bierz pod uwagę.

    Czuję się zaintrygowana. Dwudziestojednolatek, mówisz?

  4. To i ja się zgłaszam.

    Ostatnio odkryłam, że są już autorzy młodsi ode mnie. Co oznacza, że jestem bardzo stara. Muszę zatem poznać wrogów mej młodości ;)

  5. Tylko dlatego, że chcę zobaczyć jak pisze 21-latek :D
    PS. Tym razem losuj solidnie :D:D:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s