„Mężczyzna na balkonie” Maj Sjöwall, Per Wahlöö

Klimatyczna okładka. Park nocą. Wydaje się, że na romantyczny spacer w sam raz, ale jak tak pomyśleć, nie chciałabym znaleźć się tam sama w nocy. Wystarczyłby szelest liści albo jakiś cień i serce w gardle.

W parku grasuje rabuś, zwyczajny złodziejaszek, kradnący spacerowiczom torebki. Podbiega od tyłu i ciach! Czy znaleziona pewnego dnia w tymże parku martwa dziewczynka, na oko 10 letnia, ładna, pozbawiona majtek to ofiara rabusia?

Martin Beck – komisarz ze sztokholmskiego wydziału zabójstw, razem z Kollbergiem i Larssonem muszą rozwikłać sprawę, tym bardziej,  że ginie kolejna dziewczynka. Mieszkańcy miasta zaczynają panikować. Powraca sprawa pewnego pedofila….

Czy policji uda się złapać zabójcę? Kim jest i dlaczego to robi? I co ma wspólnego dziwne zgłoszenie telefoniczne ….. (cśśśśś)

Martin Beck jak zwykle ma ironiczny humor, jak zwykle jest zmęczony i nie może do końca wypocząć na zaległym urlopie. I uwielbiam te dialogi komisariatowe :)

„Mężczyzna za biurkiem popatrzył na niego z kwaśną miną. – Ciebie też tu przysłali? – burknął. – Co  schrzaniliśmy tym razem?
Martin Beck wypił łyk wody.
– Pewnie nic. Uspokój się. Mam sprawę do Melandera. Prosiłem go o coś. Gdzie on jest?
– W klopie. Jak zwykle.
Wyświechtany dowcip o szczególnym talencie Melandera do permanentnego przesiadywania w toalecie, w którym być może kryło się więcej niż jedno ziarnko prawdy, nie wiedzieć czemu zirytował Martina Becka. Ale starym zwyczajem schował irytację do kieszeni i badawczo popatrzył na mężczyznę za biurkiem.
– Co cię dręczy? – zapytał.
– A jak myślisz? Oczywiście rozboje. Wczoraj wieczorem znowu zaatakował w parku Vanadis.
– Słyszałem.
– Emeryt wyprowadzał psa i oberwał w potylicę. Miał w portfelu sto czterdzieści koron. Wstrząs mózgu. Leży w szpitalu Sabbatsberg. Nic nie widział, nic nie słyszał.
Martin Beck milczał.
– To już ósmy raz w ciągu czternastu dni. Ten typek kogoś zabije…
Martin Beck opróżnił szklankę.
– Jeśli nikt go szybko nie zdejmie – dokończył Gunvald Larsson.
– Nikt, czyli kto?
– Policja, kurde. My. Ktokolwiek. Niemundurowy patrol z dziewiątki był tam kwadrans wcześniej.
– A gdzie był kwadrans później?
– W komisariacie. Pili kawę. I tak jest od początku. Jak nasi ludzie siedzą w każdziuteńkim krzaku w parku Vanadis, obwieś atakuje w Vasaparken, a jak obstawiamy chaszcze w Vanadis i w Vasaparken, grasuje przy źródełku w Lill-Jansskogen.
– A kiedy i tam w każdym krzaku siedzi policjant?
– Wtedy demonstranci roznoszą w pył US Trade Center i podpalają ambasadę amerykańską. To nie są żarty – ozięble skwitował Gunvald Larsson.
Martin Beck nie odrywał od niego wzroku.
– Nie żartuję. Po prostu jestem ciekaw.
– Gość zna się na rzeczy. Jakby miał radar. Kiedy atakuje, w pobliżu nigdy nie uświadczysz policjanta.
Martin Beck potarł nasadę nosa kciukiem i palcem wskazującym.
– Wyślijcie…
– Wyślijcie? – błyskawicznie przerwał mu Gunvald Larsson. – Niby kogo? Co?
Sforę wściekłych psów? Żeby zagryzły nasze cywilne patrole? Poza tym wczorajszy dziadek był z psem. I jaki miał z niego pożytek?
– Co to był za pies?
-A skąd mam wiedzieć? Może warto go przesłuchać, co? Wezwać na komendę i wysłać do kibla, żeby  Melander z nim pogadał. Hau, hau! – Gunvald Larsson, któremu nie było do śmiechu, grzmotnął pięścią w blat biurka. -Jakiś szaleniec napada na ludzi w parkach, a ty mi tu wyjeżdżasz z psami?!”

(nie mogłam się powtrzymać :)))

Tym razem, trzecia część, już nie tak dobra jak dwie poprzednie, bo czegoś mi zabrakło. Nie wiem. Niby jest napięcie, jest w miarę szybko prowadzona akcja, ale troszkę chyba historia naciągnięta. Niemniej jednak i tak mi się podobało. Nie sposób nie polubić głównego bohatera. W kolejce czeka „Śmiejący się policjant”.

Advertisements

16 uwag do wpisu “„Mężczyzna na balkonie” Maj Sjöwall, Per Wahlöö

  1. Oho ponoć śmiejący się policjant jest najlepsiejszy:)

    Ja jeszcze mężczyzny na balkonie nie czytałem, ale mam na półeczce, więc może to kiedyś nastąpi;)

  2. Przede mną „Morderstwo w Savoyu”, ale jeszcze gram w marynarza, czy wybrać Becka czy Annikę Bengtzon

  3. A no tak, chodzi o Marklund i jej gwiazdę Annikę Bengtzon.
    Lubię Becka, ale stosuję płozozmian czytelniczy, coby mi się nie znudziło :)

  4. Mary, ja czytałem „Wóz strażacki, który zniknął”, znasz może? ;) Dziwne, strasznie szczegółowe, ale rewelacyjnie wprost wciągające :D Zachęciłaś mnie do przeczytania innych dziełek tego małżeństwa, chyba też capnę „Policjanta”. A fragmencik ciekawy ;) Pozdrawiam!

  5. Jakoś tak latem przeczytałam wszystkie wydane w Polsce książki o Becku (w tym trzy z własnej biblioteczki). FAjnie było do nich wrócić po latach, po Mankellu i całej kryminalnej literaturze skandynawskiej, która powstała w miedzyczasie. Z jednej strony wydały mi się trochę anachroniczne, z drugiej – fascynująca była ich zwięzłość, skondensowanie fabuły na kilkudziesięciu czasem stronach:)
    Pozdrawiam!

  6. dokładnie, podoba mi się właśnie to skondensowanie. Książki mają raptem 100 kilka stron, chyba góra 200,a dzieje się w nich naprawdę sporo. W tej akurat dopiero końcówka była bardziej ‚zaopatrzona’ w tzw. akcję, ale i tak mi się podobało.
    Pozdrawiam również.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s