„Sosnowe dziedzictwo” Maria Ulatowska

Czasem mam ochotę na lekturę czegoś lżejszego, szczególnie jeśli widzę taka okładkę. Cudowna, chciałoby się usiąść nad brzegiem takiego jeziora, gdzieś na Kujawach czy Mazurach, wyciszyć się, uciec od miejskiej rzeczywistości, a już w ogóle odziedziczyć w spadku dworek w cudownie zielonym lesie w uroczym miasteczku na Kujawach – Towiany. Sielanka. Oczywiście w taki dworek trzeba byłoby włożyć mnóstwo pracy, bo póki co to więcej w nim przypominałoby ruderę niż miejsce do życia, ale za to poznałoby się wielu przystojnych mężczyzn takich jak np. weterynarz Grzegorz (przy pierwszym spotkaniu już miałoby się maślane oczy a w powietrze oczywiście w wyobraźni wzlatywałyby gorące serca, baloniki i kolorowe misie), dostojny mecenas Witkowski, który by oczu od nas nie odrywał, bo nasza uroda byłaby równie nieskazitelna co lekki chłodny wiaterek w upalny dzień.

Do tego przybłąkałby się do nas cudowny piesek, którego nazwałoby się Szyszka. Żyłoby się długo i szczęśliwie z tego szczęścia zdrabniając wszystko co się da : autko, toyotka, ławeczka, książeczka, psinka, bułeczka,  kawka, paróweczka, kochanieńka  itp itd. (co pewnie w końcu zaczęłoby nas doprowadzać do szału i mielibyśmy ochotę rozpirzyć wszystko w drobny mak).

Czasem mam ochotę przeczytać taką właśnie książkę, zakładam z góry, że może być mdło i słodko. Ale żeby aż tak? Wszystko tu jest tak idealne, że naprawdę nie wiem jak mam to rozumieć. Być może autorka (w końcu to jej debiut) chciała przelać na karty swojej pierwszej książki jakieś własne marzenia, jakieś wyobrażenia o cudownym i nieskazitelnym życiu, nikt tego nie zabrania. Niemniej jednak osobiście wolę książki, w których są jakieś brudy, skazy, pijaństwo, morderstwo, a jeśli sięgam po książkę lżejszą w temacie, to też wolałabym, aby chociaż pojawiła się jakaś mała ryska. A tu… nawet knajpa nazywa się „Rybeńka”. Uhhh. Idealna społeczność w idealnej mieścinie, gdzie na rynku skwer jest zawsze prześlicznie ukwiecony a na ławeczkach zawsze siedzą ludzie i czytają książki! Pokażcie mi takie miejsce w Polsce, gdzie ludzie na rynku siedzą i czytają książki??? Księgarnie i biblioteki są idealnie zaopatrzone, a wszyscy chodzą uśmiechnięci i martwią się o innych, dbając o wszystko i wszystkich wokół. Jakaś utopia – w każdym razie nie jestem przyzwyczajona do takich idealnych i cudownych obrazków. Fajny jest pan Dyzio, to fakt, parkingowy. Taki swojski chłop. A reszta… no wszyscy tworzą pewnego rodzaju bajkę.

Zdaję sobie sprawę, że autorka miała takie marzenie by napisać książkę tego typu, ale … no, w mój gust nie trafiła. Doczytałam do końca, momentami przelatując tylko kartki, nawet historia rodziny pani Anny Towiańskiej, 30 paroletniej dziedziczki dworku, kiedy to przenosimy do 1944 roku mnie specjalnie nie porwała, a to z niej dowiadujemy się dlaczego główna bohaterka jest zaskoczona tym, że dziedziczy taki dworek.

Cóż. Bywa i tak. Ponoć zapowiadana jest druga część „Sosnowego dziedzictwa”, ale raczej nie sięgnę. Egzemplarz dostałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka. Dziękuję. Sama go sobie wybrałam, mając ochotę na ciepłą i lżejszą powieść, całkiem jej nie skreślam, bo była w sumie przyjemną lekturą, jakąś odskocznią od tych wszystkich brudnych kryminałów, ale aż palce lepią mi się od spływającego z kartek lukru. Jestem jednak pewna, że książka znajdzie / znalazła już wielu odbiorców / odbiorczyń, do których bardziej trafi/ła.

Reklamy

13 uwag do wpisu “„Sosnowe dziedzictwo” Maria Ulatowska

  1. dobrze, że tak szczerze napisałaś, jestem przekonana, że wielu się z tym nie zgodzi, ale ci, którzy poczują tak samo, nie będą czuli się winni, że im jakiegoś faktora w emocjach brakuje, że nie ‚czają bazy’.

    Polubienie

  2. Ja sobię tę książke zostawię na czasy, kiedy będę potrzebowała duuużo lukru. Bo ja lubię lukier czasem, głównie na pączkach.

    Polubienie

  3. Masz rację, okładka jest cudowna- przypominają mi się od razu moje rodzinne Mazury :)
    Co do powieści, to chyba jednak nie mój gust. :)

    Pozdrawiam :)

    Polubienie

  4. Tak, tak – szczerość najważniejsza xDDD Okładka rzeczywiście przyciąga uwagę.

    Sporo osób, wbrew pozorom, lubi taką literaturę, toteż Twoja recenzja utwierdzi ich, że to dla nich. I chyba o to chodzi w recenzjach ; )

    „Rybeńka”? dobre xDDD

    btw. ależ zmiana, pięknie! (wpierw sądziłam, że pomyliłam blogi xD”)

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    Polubienie

  5. wiesz, znudził mi się lekko tamten szablon, a że nie lubię udziwnień, to wybrałam sobie jeden z prostszych. W ogóle na wordpressie jakiś taki kiszkowaty wybór jest.

    Co do recenzji, zawsze staram się pisać to co czuję, a że tutaj poczułam jak poczułam, to sama widzisz :) Nie wątpię , że wielu osobom ta książka się podobała, ale jesli mam być szczera to już wolę poczytać o Toskanii, chociaż tam też w podobny deseń, no ale cóż. Przynajmniej nie ma tych dziwnych zdrobnień… ;)

    Polubienie

  6. ja właśnie mam tę książkę w stosiku, również zaplanowaną jako odskocznię od trudniejszych lektur. mówisz, że może być za ckliwie…
    hehe, ci siedzący w małym mieście na ławkach oczywiście, że czytają, ale książki innego rodzaju ;-)

    Polubienie

  7. Niebacznei zapisalam się do niej w akcji „włóczykijka” ale chyba się wypiszę, bo nie mam po Twojej recenzji dobrych przeczuć, a skoro przyjdzie do mnie w ramach akcji, to będzie trzeba ją przeczytać.
    P.S. tytuł nieźle pasowałby do horroru w klimatach „Świtezianki”

    Polubienie

  8. Na wordpressie? A jak myślisz, czemu nie zmieniam swojego od lat? Na bloggerze, to jest kicha, a na stworzenie swojego nie mam czasu, siły, zdolności i chęci. Jak i na pisanie ostatnio :D

    Polubienie

  9. Hello z mroźnej Ottawy.
    Od trzydziestu lat mieszkam w Kanadzie. Przez lata czytałam po angielsku, równocześnie sama przymierzałam się do napisania książki. Leciały lata, a ja dojrzewałam, aż któregoś dnia poczułam:
    – Jestem gotowa stawić czoła temu wyzwaniu. Ruszam do dzieła.
    Zdecydowałam, że napiszę powieść w języku ojczystym. Aby go rozbudzić rzuciłam się na literaturę pisaną po polsku. Jednak często były to książki, których innym bym nie poleciła.
    Udało mi się jednak wskrzesić polszczyznę, która gdzieś głęboko uśpiona we mnie czekała na przebudzenie i powstała powieść „Czy było warto…?”
    Zapraszam do
    http://owocdecyzji.com/
    Z zainteresowaniem przeczytałam Twoją opinię, po której chciałabym „Sosnowe dziedzictwo” przeczytać. Zanim jednak poproszę o nią szwagra, który wybiera się do Polski, powiedz mi czy jest dobrze napisana. Podobnie jak Ty mam ochotę na lekką lekturę, ale ona musi mnie wciągnąć w historię świata wypełnioną radością, miłością, przyjaźnią, a nie morderstwami, wojnami czy kataklizmami, tym czym nas karmią codzienne media. Tragedie tłumią mój entuzjazm, po morderstwach mam koszmary. Potrzebuję inspiracji. Radość mi ją daje. Ale nie chcę, żeby to była bezsensowna bajka. Poradź mi dobrą polską powieść.
    Chciałabym już zacząć pisać drugi tom, kontynuację swojej przygody.
    Pozdrawiam serdecznie
    Liliana

    Polubienie

  10. Liliana, dzięki za wpis, przede wszystkim życze powodzenia w pisaniu ksiązki.
    Co do „Sosnowego Dziedzictwa” czy jest dobrze napisana książką? no jesli chodzi o formę czy jakieś tam literacko pisarskie umiejętności nie mnie to oceniać, nie jestem pisarką, nie znam się. Ksiązka mi się średnio podobała, co widać w ‚recenzji’. Nie lubię zbytnio takich bajek a w radzeniu też zbyt dobra nie jestem. Nie czytam zbyt duzo polskiej literatury i szczerze mówiąc wolę dobry kryminał, więc chyba nie umiem ani doradzić ani czegoś polecić.
    Pozdrawiam:))

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s