„Sygnały ze skalnych ścian. Tragedie tatrzańskie. Wędrówki alpejskie. Skalne lato” Wawrzyniec Żuławski

Wawrzyniec Żuławski urodzony 14 lutego 1916 w Zakopanem, zmarł  18 sierpnia 1957 na masywie Mont Blanc w Alpach.

Był taternikiem, jednym z najbardziej ofiarnych ratowników górskich choć nigdy nie należał do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jedynie pomagał kolegom. Był  ciepłym i wrażliwym człowiekiem, kochającym muzykę (komponował) i  literaturę (był synem pisarza Jerzego Żuławskiego).

Książka, jaką znalazłam w bibliotece to klasyka literatury górskiej, znana zapewne wszystkim ratownikom górskim, gdyż jest tu mnóstwo  historii, przypadków, wypadków, często bardzo wzruszających, kiedy udaje się komuś uratować życie, komuś,  kto bezmyślnie wybiera się w góry przed zmrokiem, komuś, kto zapomina albo uważa za niepotrzebną ciepłą kurtkę czy sweter, komuś kto jest zbyt pewny  siebie a potem traci szlak z oczu i trafia w pułapkę… Opowieści te mają w sobie dreszczyk grozy, bywa że jesteśmy też  świadkami śmierci.

Kiedy czytamy o kimś, kto zmarzniętymi palcami ostatnim wysiłkiem trzyma się fragmentu skały, a pod nim rozwiera się przepaść, w którą z pewnością niebawem spadnie … pytamy dlaczego tam się znalazł?  Wtedy dociera do nas  jak ważna jest odpowiedzialność, przestrzeganie pewnych zasad na szlaku, ostrożność i rozsądek. Ta książka to kopalnia informacji o tym co należy robić w danej sytuacji a czego absolutnie nie wolno. Dla każdego pasjonata gór, to prawdy oczywiste, ale jakże niezbędne.

Poznajemy też wielu kolegów taterników pana Wawrzyńca, pierwsze kobiety (młode nastoletnie taterniczki),  kogoś takiego jak pan Jerzy Leporowski, który jako pierwszy wspiął się na południową ścianę Zamarłej  Turni bez asekuracji i zabezpieczenia, tym samym przełamując mit tej groźnej prawie całkiem pionowej ściany, gdzie wspinacz cały czas jest narażony na przerażającą ekspozycję (a ta, może wywołać paraliż, psycho-ruchowy paniczny lęk,  a co za tym idzie odpadnięcie ze ściany i w następstwie śmierć)

„Gdy sięgnąć do starych, pożółkłych ksiąg Pogotowia, można w nich znaleźć karty wypełnione przykładami prawdziwego bohaterstwa, przykładami najpiękniejszego poświęcenia. Można znaleźć również pełne grozy i napięcia tragedie, rozgrywające się w mrocznych ścianach tatrzańskich”.

Szczególnie polecam opowiadanie o rodzeństwie jakie wpadło w śmiertelną pułapkę żlebu Drege’a. Jest taki w okolicy Granatów, zachęcający do zejścia skrótem a kończący się ….

„Jeśli turysta zdecyduje się nierozsądnie zapuścić w stromą część żlebu – oznacza to, że dostał się w pułapkę. Zsunąwszy się raz i drugi, wylądowawszy na tej lub następnej platformie w żlebie – jeszcze zdrowy, choć mocno podrapany – ma teraz odciętą drogę odwrotu, gdyż ostatnie odcinki, przez które ześliznął się, są już zbyt trudne, by potrafił je pokonać w górę. Komin, który się pod nim rozwiera, jest niemożliwy do zejścia bez długich zjazdów na linie. Turysta musi więc teraz wołać o pomoc i czekać cierpliwie, aż Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe wybawi go z tej matni. Próby dalszego schodzenia pionowym urwiskiem mogą przynieść tylko jeden wynik: zmasakrowane zwłoki, leżące na piargu u stóp ściany…”

Książka ta to zbiór podzielony na cztery części :

-Sygnały ze skalnych ścian.

-Tragedie tatrzańskie.

-Wędrówki alpejskie.

-Skalne lato

Każda z nich ukazuje wielkiego ducha tego młodego taternika – alpinisty, który już w młodym bardzo wieku był jednym z najodważniejszych, mających wielką klasę, rozsądek i zmysł organizacyjny, bo już w wieku bodajże 17 lat kierował dość poważnymi akcjami ratunkowymi.  Wziął również, już chyba po II wojnie światowej udział w 6 wyprawach alpejskich. Ostatnia jego wyprawa to była droga na ratunek i poszukiwanie 3 alpinistów, niestety lawina odebrała mu życie. Pozostał w Alpach już na zawsze  – a miał jeszcze tyle planów, tyle pomysłów na wytyczanie nowych dróg tatrzańskich, bo właśnie te góry najbardziej ukochał..

„Płyną dni i noce – latem i zimą śpieszą ludzie Pogotowia na poszukiwanie nieszczęśliwych i zaginionych, płyną dni młodości i życia -a  Tatry stoją jak dawniej niewzruszone, ciche, przyjaźnie milczące i tylko nocą, gdy księżyc wspina się  po grani, gwarzą ze sobą potoki i wodospady, czasem gwizdnie cap lub wyrwany ze snu świstak, a stawy łagodnie pluszczą o skały”.

Reklamy

7 uwag do wpisu “„Sygnały ze skalnych ścian. Tragedie tatrzańskie. Wędrówki alpejskie. Skalne lato” Wawrzyniec Żuławski

  1. Nie byłam jeszcze w naszych górach, czego bardzo żałuję. Może w te wakacje uda mi się je zwiedzić. Książkę z przyjemnością przeczytam. Może przybliży mi niezwykły górski świat:)
    Pozdrawiam!!

  2. Kiedy czytałam tą recenzję, przypomniała mi się moja podróż poślubna i jej ostatni akcent – wejście na Zawrat od Murowańca, potem Świnica i zejście do Murowańca. Jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w moim życiu. Odcinek wymagający użycia łańcuchów był moim prywatnym koszmarem. Weszłam, zeszłam – ale Orlą Perć zostawię innym. Odkryłam swoją granicę:) Ja jednak wolę „spokojniejsze” klimaty: Gorce, Pieniny, Bieszczady.
    A pod szczytem Świnicy (który odpuściłam, bo wejście nie było konieczne dla zejścia z tego cholernego szlaku) widziałam grupkę młodzieży, a w niej 2 panienki z lękiem wysokości, które – a jakże – przy pomocy kolegów na szczyt weszły i potem, asekurowane przez nich, zeszły. Świetne miejsce na przełamywanie swoich lęków, prawda?
    Tym bardziej podziwiam ludzi, którzy swoje życie poświęcają na ratowanie innych – zazwyczaj bezmyślnych turystów.
    Pozdrawiam:)

  3. viv lekkomyślność ludzka jest po prostu ‚cudowna’, ostatnio czytałam artykuł gdzieś że na Orlą Perć wybierają się ludzie z małymi dziećmi, które sobie podają z rąk do rąk sami lawirując ledwo na ścieżce. Przegięcie, zupełny brak rozumu. W każdym razie ja też się boję takich szlaków, wolę niższe góry, bo znam swoje możliwości i swoje lęki. Gorce są cudowne. Beskidy również. Bieszczady to już w ogóle, chociaż i w Tatrach są łagodne miejsca takie dla niewykwalifikowanych turystów ale mimo wszystko nawet jeśli są to łagodne góry trzeba pamietać, że i one są groźne.
    A ratowników podziwiam również. W tej książce wiele jest np o robieniu niepotrzebnego hałasu na szlakach, o jakichś głupich krzykach, głośnych rozmowach, często w takim gwarze nie słychać wołania o pomoc..

  4. W Tatrach (polskich i słowackich) jest sporo fajnych, malowniczych szlaków dla zwykłych turystów, takich jak ja. Trzeba po prostu spojrzeć uważnie na mapę, poszperać w sieci, sprawdzić prognozę pogody i mierzyć zamiary podług sił. Niektórych to jednak przerasta.

    Na Orlej Perci jeszcze nie byłam, ale chcę kiedyś przejść z Murowańca przez Krzyżne do Doliny Pięciu Stawów:). Podobno to nie jest takie trudne, choć pewnie zajmie mi cały dzień:).

  5. życzę powodzenia zatem :) lepiej niech zajmie cały dzień, anizeli miałby Cię złapać zmrok i spędzanie nocy w górach :)zresztą zaplanowana trasa z rozsądkiem to szansa powodzenia:)
    Nie znam na tyle Tatr, bo jak pisałam kiedyś tam wolę łagodniejsze góry, więc nie doradzę w sprawie tego wybranego szlaku. :)

  6. Wiem, wiem:). Musiałabym się przespać w którymś z tych dwóch schronisk. Lubię od czasu do czasu połazić po górach, ale niestety robię to niesamowicie powoli:).

    W Beskidach (z wyjątkiem Babiej Góry) i w Bieszczadach jeszcze nie byłam, a w Gorcach tylko raz, ale było super. Wysiedliśmy z pekaesu w miejscowości Lubomierz Przysłop (czy jakoś tak), potem weszliśmy na Gorc, potem spacerkiem na Turbacz, potem w dół do Nowego Targu (w mieście podjechaliśmy trochę autobusem do dworca). Fajna trasa na jeden dzień.

  7. Ehhh… co tu dużo mówić – jak zwykle zachęciłaś :) Mam nadzieje, ze w jakimś antykwariacie ją znajdę :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s