[o ksiazkach]

„Patynozielone” Dag Solstad

Przyznaję szczerze, nie doczytałam. Ba, nie dobrnęłam nawet do połowy, baaaa po 15 stronach odłożyłam bo się zmęczyłam. I choć okładka piękna jest i choć wielu dopatruje się w tej książce Gombrowicza, bo ponoć autor lubi i się wzoruje a być może i naśladuje, to dla mnie jest to twór nie do ogarnięcia moim małym rozumkiem. Być może trafiłam w nieodpowiedni czas, być może mój umysł nie trawi takich książek? Jakich? ano, bez dialogów, pisanych jakoś tak rozwlekle, kwiecistymi zdaniami z długaśnymi opisami. Nie wiem. Ze streszczenia jakie zamieszczam poniżej, wynika, że tematyka powinna być interesująca, bo chodzi o maski jakie nosimy, przywdziewamy, zdejmujemy i o to, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy jesteśmy sobą a kiedy udajemy. I o tym, że boimy się starości.

Można byłoby dyskutować, analizować, ale o czym dyskutować jak się nie przeczytało? W zasadzie tej notki miało nie być, bo uważam, że pisanie o książce której się nie dokończyło, bo coś tam, coś tam – jest kompletnie pozbawione sensu. Ale mam pytanie do tych którzy czytali: czy faktycznie jest to tak trudna lektura i odbiór był podobny, czy może to kwestia odpowiedniego czasu i nastawienia ?  Absolutnie nie chcę nikogo zniechęcać do lektury

Dlatego cytat, który akurat mi się podoba:

„Wiedział o tym, wiedział doskonale, że wszyscy, których znał, tak jak i on mieli starucha tam w środku, pod młodą twarzą i w młodym ciele, starca, którego się bali i którego pragnęli, i którego chcieli ukryć przed światem. Ale tajemnica wychodzi na jaw przed tymi, którzy także ją w sobie noszą, i leży spisana pod tym, co rejestrują oczy, zamknięta w znakach zrobionych przez wszystkich świadomych i młodych, zapisywana w formie wierszy i prozy.”

……………..

streszczenie

„Geir Brevik zaczyna dorastać i na różne sposoby próbuje uciec od roli młodego człowieka oraz od narzuconej przez starość formy, jaka kryje się za tym określeniem. Kiedy spotyka sekretarkę Benedikte Vik, która z premedytacją gra rolę Kobiety Perfekcyjnej, to chocż jest nią urzeczony (a może właśnie dlatego?), wiaypowiada wojnę formie, która według niego jest źródłem wszelkiego zła i zniewolenia. Geir wykorzystuje najlepszą przyjaciółkę Benedikte, Brit Winkel – szarą i nieciekawą dziewczyną – jako narzędzie, usiłując zedrzeć maskę z twarzy Benedikte i ośmieszyć ją jako symbol, a w rezultacie odebrać jej przewagę. Czy jest to jednak możliwe? Co skrywa maska Benedikte? Co kryje się pod maską gracza, kiedy gra jest jedynym znanym sposobem na życie? Tak jak u Gombrowicza, gdzie „z gęby można uciec tylko w drugą gębę”, Geir Brevik, demaskator, jest skazany na porażkę i musi ponieść tego najbardziej nieprzewidziane konsekwencje. Jak pokazuje Solstad, nie ma granic gry społecznej, ponieważ człowiek autentyczny (który wypełniłby treść między maskami) nie istnieje, w związku z czym jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest doskonalić się jako gracz, szkolić w sztuce pozorowania, tak żeby uzyskać kontrolę nad samym sobą i nad innymi graczami. ” (smakslowa.pl)

Normalne recenzje polecam : tutaj i tutaj a Ani dziękuję za udostępnienie egzemplarza no i chyba zawiodłam, że nie doczytałam :) ale może przyjdzie jeszcze na nią lepszy czas….

Reklamy

10 thoughts on “„Patynozielone” Dag Solstad

  1. Okładka mnie bardzo kusi, ale skoro się na niej zawiodłaś, to wstrzymuję się z jej czytaniem na bliżej nieokreślony czas:)
    Pozdrawiam!!

  2. Ej no, jak nie możesz czytać, to wiesz – ja ją chętnie przygarnę. Motyw Gombrowiczowski (czytaj: maski) to coś dla mnie, nie? Marjanie?? :D

  3. E, głupoty, a nie, że zawiodłaś ;) O tym, że książka wymagająca, najtrudniejsza z serii i taka, która nie wszystkim przypadnie do gustu, pisałam Ci już miesiące temu i nadal się tego trzymam ;) Czas i nastawienie na pewno mają wpływ na odbiór powieści, ale ona zwyczajnie, po prostu jest trudna. Czytałam ją długo, w skupieniu i skłamię, jeśli powiem, że mnie nie zmęczyła ;) Z tym, że w przeciwieństwie do Ciebie, jej lektura dała mi pewną satysfakcję i sprawiła (mimo wszystko, dziwną ;) przyjemność. Podobnie jak lektura „Nocy profesora Andersena” Solstada, której recenzję od wczoraj usiłuję spłodzić ;)

    PS Pani Ania pozdrawia Pana Pabla ;)

  4. No pamiętam, pamiętam, dlatego, może też się tak nastawiłam?? nie wiem. Moze kiedyś zrobię kolejne podejście.. ale raczej nie w najbliższym czasie. W każdym razie dziękuję :) raz jeszcze

  5. Nie ma za co ;) Zresztą, po takich traumatycznych doświadczeniach, powinnam raczej przeprosić, że Ci ją przysłałam :P

  6. Nie dziwię się wcale, że Cię wymęczyła ta książka, bo autor zamiast twórczo wykorzystać swoją fascynację Gombrowiczem, zabrnął na manowce i tam pozostał. Mnoży wątki, dokłada kolejne elementy typowe dla Gombrowiczowskiej przestrzeni i filozofii (ale, oczywiście, przetworzone) itd., w efekcie „Patynozielone!” rozczarowuje, a mogłoby być takie dobre… Ech, ech (>_<)
    Może "Noc profesora…" jest lepsza.

    Pozdrawiam serdecznie!^^

  7. Ja też jej nie dałam rady:)
    Nocy profesora zresztą też nie, chociaż zapowiadała się lepiej. Ja Solstad już podziękowałam:)

  8. Rzadka rzecz aby na polskim pisarzu wzorował się zachodni… Krótki opis na końcu twojego postu rzeczywiście może kojarzyć się z Ferdydurke, powiedzmy, ale czy naśladownictwo jest właściwą formą wzorowania się na literackim idolu? Chyba nie o to chodziło Gombrowiczowi, jeśli wolno mi tak powiedzieć. A okładką nigdy nie wolno się kierować, bo to tylko okładka, liczą się słowa na papierze, a skoro nie przebrnęłaś przez nie, widać nie warte polecenia. Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s