[o ksiazkach]

„Bylibyśmy gorsi, niż jesteśmy, bez dobrych książek, które czytamy”

„Literatura, jak czary, które każą nam śnić, że mamy to, czego nie mamy, być tym, kim nie jesteśmy, sięgać niemożliwej egzystencji, w której niczym pogańscy bogowie czujemy się zarazem przyziemni i wieczni, wpaja nam ducha niezgody i buntu kryjącego się za wszelkimi dokonaniami, które pozwoliły ograniczyć przemoc w stosunkach między ludźmi. Ograniczyć zaledwie, nie położyć jej kres. Bo nasze dzieje będą zawsze niedokończone. Dlatego musimy dalej śnić, czytać i pisać, bo to jest najskuteczniejszy znany nam sposób ulżenia naszej przemijającej kondycji, pokonania robaka czasu i czynienia możliwym tego, co niemożliwe”

„Bo świat bez literatury byłby światem bez pragnień, ideałów i nieposłuszeństwa, światem automatów pozbawionych zdolności do wyjścia poza siebie, przemiany w drugiego, w innych, lepionych z glin naszych marzeń.”

Mario Vargas Llosa wypowiedział te słowa w Sztokholmie po otrzymaniu Nagrody Nobla. Piękne, mądre słowa, jak całe przemówienie, które przeczytałam w GW swego czasu.  Jakie ubogie byłoby nasz życie bez książek… A są przecież osoby, które uważają czytanie za stratę czasu, żadną rozrywkę i generalnie nudę. Tylko że to ich sprawa, jeśli są szczęśliwi nie czytając to przecież nic mi do tego. Mam wokół wiele osób, które nie rozumieją mojej pasji, kpią, albo twierdzą, że szkoda byłoby im pieniędzy na celulozę, którą przeczyta się raz i potem leży. Zresztą szkoda byłoby im czasu…  hehe. Pewnie!  lepiej poświęcić czas na obalenie flaszki w weekend i wlepianie gał w telewizyjne pudło i skakanie po 20588589499 kanałach – ot takie rozrywki. Nie chcę nikogo oceniać, każdy żyje jak chce  – żal mi po prostu takich osób, bo nie wiedzą co tracą. I tak, dzwoni kuzynka „co porabiasz?” – odpowiadam „a czytam sobie” – „o rany, znowu??? i co ci po tym?”  Trochę ręce opadają, ale cóż – każdy robi to co lubi, tak? Pytam więc „a ty co porabiasz?” – „a nic, nudzę się”. Bez komentarza. Nie rozumiem jak w ogóle można się nudzić? Porozumienia więc między nami nie ma jakoś – jak widać ;)

Cóż ;)) aha, no i tak jeszcze wracając do kwestii „po co mi te wszystkie książki” dodam, że….. zamówiłam sobie w Matrasie cztery książki w cenach 4.90-9.90. Co prawda nie wiem jak działa im promocja 15 % rabatu w weekend? ale może ślepa jestem czy jak? W każdym razie zamówiłam książki z wyprzedaży, więc i tak 15% rabatu ich nie obejmuje, no ale za taką cenę nie brać? ;)

Reklamy

11 thoughts on “„Bylibyśmy gorsi, niż jesteśmy, bez dobrych książek, które czytamy”

  1. Jeśli szkoda im pieniędzy na książki które tylko raz przeczytają i już więcej nie wrócą do nich to zawsze można pożyczać z biblioteki ;).A co do obalania flaszki w weekend to zależy co się przez to rozumie ;). Co tygodniowe spotkanie w gronie znajomych chyba nie uważasz za coś złego? Co innego(chyba jednak najczęstsze rozwinięcie tego określenia) co tygodniowe popijawy, w celu upijania się z nudy. A co do wlepiania bezmyślnie gał w TV to prowadzi ono głównie do ogłupiania ludzi a oni pozwalają sobie na to bo nie muszą wysilać swoich główek tylko leżą i patrzą w „pudło z ruchomymi obrazkami”. Zamiast zasiąść za dobrym kryminałem Christie to ludzie wolą oglądać W11, detektywów czy odpowiedniki ich na innych kanałach. Te durne komedie romantyczne jadące na jednym schemacie, a tyle dobrych i zabawnych książek ich omija.

  2. Nie, absolutnie nie widze nic złego w spotkaniach ze znajomymi i obaleniu wtenże czas flaszki:D bardziej chodzi mi o podejscie „oooo weekend idzie, nie ma co robic, kupimy se flaszke i posiedzimy przed telwizorem” bo niestety znam takich ludzi. I to mnie irytuje niemożebnie. Bo wynika to własnie z nudy… takiego totalnego bezmyslnego spędzania czasu i zwyczajnego lenistwa.
    Biblioteki – oczywiscie ale przyjelo sie wsród ludzi jakich obserwuję, że biblioteki służą jedynie uczniom i studentom, albo osobom które w pracy spotykają jakis problem i szukaja odpowiedzi w ksiazce tematycznej typu marketing albo cos innego. Czasem gdy wracam z biblioteki – słyszę „co jakies książki do pracy ci potrzebne”??? osłabia mnie to. No ale … kazdy jak mowie, zyje jak chce, robi co chce, mysli co chce.. :)
    Pozdrawiam

  3. W mojej rodzinie książki czytam tylko ja i córka – ale od tylu lat wszyscy się do tego bardzo przyzwyczaili, że nikt nie reaguje.
    Natomiast mam dziwną sytuację w pracy, która trochę mnie denerwuje – wiele osób wie, że mam w domu sporo książek i ciągle ode mnie te książki pożyczają. Nigdy nie miałam nic przeciwko temu, ale zaczęło to przybierać dość szerokie rozmiary – przychodzą do mnie osoby, z którymi nawet nie utrzymuję bliższych kontaktów ze słowami „przyniosłabyś coś do czytania”. Odmówić nie umiem i noszę. A że prostych, lekkich czytadeł w domu mam niewiele – to oddają mi je ze słowami „nie, to nie dla mnie”…Chociaż, gdy usłyszałam takie słowa przy oddaniu mi książki „Bez mojej zgody” J.Picoult to lekko zwątpiłam – że to za ciężka lektura. Dlaczego mnie to wszystko denerwuje? Bo należę do najmniej zamożnych osób w mojej pracy, ale prawie nikt poza mną nie kupuje książek. Kupują głównie ciuchy, biżuterię i kosmetyki – masę! Ale któż wydałby chociaż złotówkę na książkę – po co?
    Tak naprawdę mam dwie, może trzy znajome, które czytają – prawdziwie czytają. Reszta – udaje…
    A bezsensowne gapienie się w tv to już chyba norma – u mnie w pracy i w rodzinie też główny temat rozmów to programy telewizyjne – ja nic na ten temat nie mam do powiedzenia… Ale lubię oglądać filmy – niestety też nie mam z kim o nich pogadać, bo nikt takich nie ogląda…
    To dlatego pewnie moja chęć przebywania z dala od ludzi powiększa się. Oczywiście tylko książki dają taką możliwość – na szczęście, że są.
    Rozpisałam się jak głupia, ale swoim wpisem poruszyłaś strunę, która u mnie jest już mocno naciągnięta.
    Pozdrawiam – jeszcze jutro wolne!!!

  4. Grzechem byłoby nie brać, skoro tak tanio dają… ;) Okazje są po to, aby je wykorzystywać. A Mario mądry człek, nie pierwszy raz zgadzam się z jego słowami na temat literatury. Pozdrawiam :)

  5. Heh skąd ja to znam, w mojej rodzinie nikt oprócz mnie nie czyta, każdy uważa to za stratę czasu, nudne zajęcie, jakis wydziw generalnie, że przeciez nalezy inaczej spędzać czas, a nie ‚tracić’ go na książki. Nie przetłumaczysz, inny swiat, kosmos, inny język. W każdym razie nie mam nawet komu pozyczac tych książek. Może kilku znajomym, ale generalnie bywa to tak, że kolezanka ktorej ewentualnie moglabym lub chciałabym cos pozyczyc jest zazdrosna (zupelnie nie rozumiem) o to że mam tyle książek, że je kupuję… że nie pozycza ode mnie. tak na przekór jakos. Kosmos, mówię ci.
    Poza tym w pracy nikt nie czyta książek również z tego co wiem, a nawet jesli nie wiem, to nie jestem z nimi w takich zażylosciach aby cos pozyczac albo gadac o tym ze piszę bloga na temat ksiazek na przykład. heh tez by nie zrozumieli.. :)
    Pozdrawiam serdecznie, odpoczywajmy

  6. O tak, Llosa mnie coraz bardziej do siebie przekonuje. Pamiętam że kiedys nie rozumiałam zbytnio jego fenomenu. I choć nie znam jeszcze wszystkich jego książek, to te kilka które czytałam dały mi obraz mądrego, potrafiącego pisać wielopoziomowo człowieka. Porusza i te trudne polityczne tematy i prostsze (choć może niekoniecznie) dotyczace miłosci, erotyki… A jego przemowa po otrzymaniu Nobla bardzo mi zapadła w serce :) Pozdrawiam również

  7. Jak dobrze znana sytuacja! Dlatego już dawno przestałam się spotykać ze znajomymi, którzy właśnie tak spędzają popołudnia i weekendu, przy piwku, w klubie czy podobnie. Niestety ani ja ani oni nie mieliśmy o czym rozmawiać…
    Jednak życie obdarowało mnie cudownym chłopakiem z równie mocną pasją do czytania i kupowania książek.

    Przecież książki to najwspanialsza rzecz na świecie!

    Pozdrawiam!

  8. mam znajomych, dla których przeczytanie 2-stronicowego tekstu już jest kłopotem, bo za długie to. nie czytają i to słychać – w słownictwie, w nieumiejętności wyrażania myśli.
    mimo to sądzę, że to sprawa równowagi – przeginanie w żadną stronę nie jest dobre, czasami chyba zdrowo zamienić książkę na tę flaszkę i serial :)

  9. no tez mam takowych…
    w każdym razie racje masz równowaga jest potrzebna, przeginanie w jedną czy druga strone mogloby byc faktycznie niezdrowe, zarówno jesli chodzi o alko jak i o nadmierną ilosc ksiazek ;D

  10. Żyłam ja sobie spokojnie i bezpiecznie bez księgarni Matrasu w pobliżu, aż tu wracam po wakacjach, a Matras drzwi w drzwi obok mojej pracy… Dzięki Tobie wiem, że warto tam wchodzić, i wiem co mi grozi;) Ale co tam, wreszcie będę małpować niektóre Twoje stosiki;)

  11. heheheh a małpuj, bardzo proszę i pozwalam ;d Tylko wiesz, matras w pobliżu pracy grozi katastrofą finansową ;))) wiem,bo u mnie tez niedaleko pracy jest… ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s