„Kuchnia Franceski” Peter Pezzelli

Książka Petera Pezzelli „Kuchnia Franceski” amerykańskiego pisarza o włoskich korzeniach to pierwsza jego powieść z jaką miałam do czynienia. Wiem, że na pewno sięgnę po następne, choć zupełnie nie wiem jak należy je czytać, czy jest jakaś kolejność? bo wydawnictwo chyba publikuje je troszkę nie po kolei. No ale nieważne :)

Książka to bardzo ciepła i pogodna, w sam raz na wakacyjny ciepły wieczór. Ambitna może nie jest, ale wywołuje uśmiech na twarzy i najzwyczajniej w świecie sprawia ogromną przyjemność.

Tytułowa kuchnia Franceski to symbol pasji i ciepła a zarazem miejsce przytulne i pełne zapachów, jednoczące i pozwalające odkrywać zapomniane przyjemności. Pani Franceska Campanile z Rhode Island to samotna starsza kobieta, lubiąca w życiu, mimo swojego wieku, coś robić, mieć pasję. Kobieta tęskni za rodziną, gdyż jej dzieci i wnuki mieszkają w dużej odległości od Rhode Island, próbuje wynajdować sobie różne zajęcia, uczy się wietnamskiego (ot, bo ma taki kaprys), przesiaduje w bibliotece z sąsiadkami czytając książki, ale…. do szczęścia brakuje jej poczucia „bycia komuś potrzebną/przydatną”. Przypadkiem poznaje samotną młodą matkę dwójki dzieci – Lorettę, pracującą w kancelarii prawniczej, siedzącą po godzinach, wiecznie zmęczoną, niewyspaną, która poszukuje opiekunki do swoich dzieci. Franceska odwiedza jej  zaniedbane mieszkanie, z pełnym zlewem brudnych naczyń, zamrażarką pełną gotowych niezdrowych dań, rozpieszczonymi i leniwymi dzieciakami. Jak zmieni się życie Loretty pod wpływem Franceski? Powiem tylko, że bardzo …. :)

„Wkładając klucz do zamka, wyczuła atmosferę napięcia i niepewności. Zupełnie tak, jakby ten dom nie do końca wierzył w siebie. Dlatego wchodziła z powoli i z szacunkiem, dając mu czas, by przywykł do jej obecności”.

Czy  rumieńców nabierze też  życie Franceski? a może jeszcze kogoś?

Serdeczna, nie przesłodzona, bez nadmiernego epatowania pozytywnymi przesłankami (jak szeroko opisywane kiedyś „Stokrotki w śniegu” Evansa), ciepła, pełna życzliwości i …. cudownych włoskich potraw (mimo, iż akcja dzieje się w Stanach) i przepisów (sic!) opowieść o tym jak dobro i pasja potrafią umilić życie i pokazać pewnym osobom dobry kierunek w celu odnalezienia własnej definicji szczęścia.

…………..

Dodatkowo jestem zakochana w okładkach książek Petera Pezzelli:

 

W tym miesiącu ukaże się kolejna książka „Dom w Italii” nakładem Wydawnictwa Literackiego oczywiście. Przekierowanie na opis książek po kliknięciu w okładkę.

…….

„Kuchnia Franceski” Peter Pezzelli, Wydawnictwo Literackie 2010, stron 380.

Reklamy

13 uwag do wpisu “„Kuchnia Franceski” Peter Pezzelli

  1. No i proszę, mam książkę, kupiłam jakiś czas temu i chyba ją komuś pożyczyłam, bo jej nie widzę… Trzeba będzie poszukac i się rozerwać. Nie wiem dlaczego myślałąm, że jest to kolejna książka o pensjonacie!

  2. :) no taka przyjemna prosta lektura, naprawdę sprawiła mi ogromną przyjemnosć, bardzo pogodna. Może wydać się banalna ale te proste rzeczy poprawiaja samopoczucie często bardziej niz jakies wydumane i ambitne. Lubię takie książki. Mam jeszcze „Lekcje włoskiego” i na pewno niebawem do niej sięgnę. No i po następne też. A z racji tego, że autorem jest mężczyzna nie ma tu jakiegos przesadzonego emocjonalnego rozchwiania i ‚przeżywania’ .

  3. cykl Literackiego z przepięknymi okładkami od razu wprawia w dobry nastrój. Póki co kolekcjonuję na półce i czekam na „moment”. Do własnych książek zawsze najdalej. A skoro książkę polecasz to może warto uzupełnić i nadać priorytet „wysoki” książkom pana Pezzelliego. Pozdrawiam, A.

  4. Okładki to takie wciągające słodziaki jak z folderu turystycznego, które obiecują mile spędzony czas, relaks,pogodę ducha.
    Czy łączą te powieści bohaterowie?

  5. dokładnie, takie zadanie chyba mają te okładki. Po pierwszej przeczytanej książce się nie zawiodłam. Natomiast co do bohaterów, zadawałam sobie pytanie czy te książki należy czytać po kolei, ale jednak chyba nie – bo nie ma tutaj wspólnych bohaterów. Przynajmniej tak wynika z opisów jakie zlinkowałam pod okładkami.

  6. też długo czekałam na moment, ale że od wczoraj mam jakąs hustawkę nastrojów to chciałam cos optymistycznego i lekkiego przeczytać, no i dobrze sobie wybrałam… Bardzo chciałabym miec taką babcię jak pani Franceska..
    pozdrawiam

  7. Okładki cudne – muszę zacząć zbierać te książki. „Villa Mirabella” chodzi za mną od jakiegoś czasu. ;)
    Ładny szablon.

  8. :) nie wiem czy akurat wszystkie częsci są ok. Ale mam zamiar przeczytać wszystkie, wyrobię sobie opinię. A szablon? dzięki, nie wiem czy ładny, ale prosty a jakos mnie naszło na zmianę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s