„Z pokorą i uniżeniem” Amelie Nothomb (znów!)

„Pan Haneda był przełożonym pana Omochi, który był przełożonym pana Saito, który był przełożonym panny Mori, która była moją przełożoną. Ja nie byłam niczyją przełożoną.
Inaczej mówiąc: podlegałam pannie Mori, która podlegała panu Saito i tak dalej, z tym że w dół hierarchii można było przeskakiwać poszczególne szczeble.
Tak więc w firmie Yumimoto podlegałam wszystkim.”

Tak rozpoczyna swoją opowieść Amelie Nothomb, tym razem nie stawia kontrowersyjnych pytań, ani nie każe zastanawiać się nad trudnymi tematami.

Zabiera nas do Japonii w lata 90, aby przedstawić życie trybików wielkiej maszyny, jaką jest pewna korporacja w  Tokio. Autorka spędziła kilka lat w Japonii i swego czasu podjęła pracę w firmie Yumimoto, która zajmowała się eksportem i importem wszystkiego co się da – począwszy „od fińskiego ementalera aż do singapurskiej sody, poprzez kanadyjskie światłowody, francuskie opony i togijską jutę”.  Przeogromna firma, stado pracowników i jeszcze więcej przełożonych. Absurd. Każdy ma przydzielone obowiązki, każdy klepie w swój japoński komputer albo japoński kalkulator zliczając niezliczone ciągi cyfr.

Amelie zostaje przydzielona do niejakiej Fubuki, pięknej, 29letniej Japonki, niezamężnej (co w tym wieku już jest wstydem, hańbą i w ogóle czymś niepojętym dla rodziny, najlepiej popełnić harakiri), która na początku miła i uprzejma, okaże się być zazdrosną i wredną zołzą. Dlaczego? Japonki nie mają łatwego życia. Bycie kobietą w Japonii to skazanie się na bycie wieczną ofiarą, nie mającą własnego zdania, robiącą wszystko tak by nie przynieść wstydu rodzinie, mężowi, i samej sobie. Dziwne to dla cudzoziemca, ale dla narodu japońskiego to norma. „Dlatego też wyrażam mój najgłębszy podziw dla każdej Japonki, która nie popełniła samobójstwa. Pozostawanie przy życiu jest z jej strony szczytnym i bezinteresownym przejawem oporu i odwagi”. Japonka nie ma prawa nawet się pocić! bo to przynosi hańbę. Tak przynajmniej uważa autorka książki. Moja znajomość  kultury japońskiej jest niewielka. W każdym razie, Amelie zajdzie parę razy za skórę niezłomnej Fubuki.

Obraz korporacyjnego życia to kompletny absurd. Amelie, mimo że chciała zostać tłumaczką, nadaje się najlepiej do robienia kawy i herbaty, przy czym i tak jest wzywana do pana Saito, bo ciągle coś robi źle. Każą jej milion razy kserować dokumenty, tylko dlatego, że tekst odrobinę się przesunął, każą jej po raz enty obliczać dokumenty księgowe, które są tak skomplikowane, że przez kilka tygodni nie udaje się Amelie tego wykonać, natomiast Fubuki robi wszystko w 20 minut. Praca w takiej korporacji to kosmos, do tego ciągle trzeba uważać, by nie popełnić jakiejś gafy, chociaż tak naprawdę jest to niemożliwe. Amelie mówi do Fubuki:

„– Ja, kiedy byłam mała, chciałam stać się Bogiem.
Bogiem chrześcijan, przez duże B. Kiedy miałam około pięciu lat, zrozumiałam, że moja ambicja jest niemożliwa do spełnienia. Spuściłam więc nieco z tonu i postanowiłam zostać Chrystusem. Wyobrażałam sobie swoją śmierć na krzyżu na oczach całej ludzkości. W wieku siedmiu lat uświadomiłam sobie, że to mi się nie przydarzy. Założyłam, z większą skromnością, że zostanę męczennicą. Trzymałam się tego wyboru przez dobrych kilka lat. Też nic z tego nie wyszło.
– A potem?
– Potem pani wie: zostałam księgową w Yumimoto. I myślę, że niżej nie można upaść.”

Można, oj można, szczególnie gdy z księgowej awansuje się na … babcię klozetową firmy Yumimoto. Dlaczego?

Pokora i uniżenie to dwa słowa klucze. Większe ambicje i chęć robienia innych rzeczy w japońskiej firmie, niż te jakie nam przydzielono, nie mają racji bytu. Jest się zwykłym popychadłem, korporacja tłamsi, nie daje się wykazać i upokarza. Ale z każdej sytuacji, nawet tej najbardziej nonsensownej, należy wyjść z tak zwaną twarzą, no i …. zawsze to lepiej mieć jakieś stanowisko w pracy, niż nie mieć żadnego….;) chociaż czy ja wiem… ;)

Polecam, bo książkę szybciutko się czyta, a jest pełna humoru, trafnych spostrzeżeń, ironii i to zupełnie coś innego, niż wszystkie inne książki Amelie Nothomb jakie czytałam.

„Z pokorą i uniżeniem”, Amelie Nothomb, Wydawnictwo Muza, 2005, stron 112.

Advertisements

10 uwag do wpisu “„Z pokorą i uniżeniem” Amelie Nothomb (znów!)

  1. Czytałam ja w zeszłym roku ‚Z pokorą i unizeniem oraz inne powieści’ wydane przez wydawnictwo Muza w 2009 r, świetna!

  2. Z przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję, bo miałam bliźniaczo podobne odczucia czytając tę książkę. :) Inteligentna, z wyczuciem absurdu, ale i zmuszająca do refleksji.

  3. bluedress, tak widziałam to wydanie, fajnie że zrobili kilka ksiazek w jednej.:)

    Lirael
    dokładnie! zreszta Amelie wg mnie ma dobre ksiażki, zawsze gdzies podszyte ironią…

  4. A mnie się nie podobała. Amelie wnerwiała mnie że hej i nie dziwę się, że Japończycy wywalili ją nach kibel :P

  5. […] zauważyłam Zamierające światło, pod Gwiazdami Smoka. Potem wróciłam do swojego biurka Z pokorą i uniżeniem. Następnie, w drodze do domu, kupiłam Greckie pomidory, czyli dom na końcu drogi ponieważ mam […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s