sobotnio

Skończył się ten okropny tydzień, okropny pod względem intensywności w pracy. Zaszyłby się człowiek na chwilę na pustkowiu jakimś bez telefonu. Dlatego wczoraj wieczorno-nocne odreagowanie w pubie, luz i dużo śmiechu. Blogiem zajmuję się ostatnio mniej, bo i mniejsza ochota nadal, chociaż czytać zaczęłam znów. „Zamierające światło” Stuarta Macbride’a bardzo dobre, chociaż pani inspektor Steel działa mi na nerwy nieco swoim charakterem, a sierżant Logan trochę dupowaty się zrobił, ale … jestem dopiero w 1/4 książki.

W Tatrach spadł śnieg :)  u mnie zimno i słonecznie, wczoraj deszczowo. Jesień pełną gębą, lubię. Niedługo trzeba będzie czapkę zakładać, bo już poranki i wieczory dość zimne. Ale nie przeszkadza mi to, lubię czapki, szaliki, wszystko co z jesienią i zimą związane :) Marzy mi się taką porą kominek z trzaskającym ogniem….

Kupiłam sobie za pół ceny „Lustra miasta” Elif Safak, a tu już kolejna książka tej tureckiej autorki, że już nie wspomnę o nowym Cormacu McCarthy i zapowiedziach Czarnego i Muzy. O zapowiedziach mogłabym pisać długo, bo jest sporo nowych ciekawych książek, ale po co, przecież każdy sobie może wejść na strony wydawnictw i wyczyta to samo. A do tego, znajdzie akurat to co jego interesuje, a niekoniecznie musi się zgadzać z moim gustem.

No, myślę też nad kolejnym losowaniem, ale jeszcze nic nie wymyśliłam, póki co spadam na długi zimny spacer :)

Update: MacBride’a skończyłam. Wciągnęło, poszło jak burza. Piecze się jabłecznik, a ja czytam „Duklę” – zbiór opowiadań Stasiuka. Genialne. Fragment:

„Poszedłem sobie na Rynek, usiadłem na ławce i wyjąłem jednego z paczki. Był niewyraźny i wykruszony. Smakiem przypominał te wszystkie stare papierosy, które palili dorośli mężczyźni. Wawele, dukaty i giewonty w kiepskich bibułkach, w opakowaniach przypominających nieudolne sny o dalekim świecie. Podkradaliśmy je albo podnosiliśmy niedopałki. Na brzegach były trochę brązowe i pociemniałe od śliny. Dorosłość smakowała bardzo dosłownie. Nasza ślina łączyła się ze śliną mężczyzn. Bardzo możliwe, że działało to jak szczepionka, jak rodzaj egzystencjalnej homeopatii, strzegącej nas potem przed zbyt gwałtownym upadkiem w dojrzałość.”

„No więc stojąc w Żmigrodzie i wyobrażając sobie poranny handel ciuchami, widziałem swojego dziadka jak smakuje kolejne inwokacje, tak samo jak kobiety smakowały dzisiaj na tym placyku przed pocztą cuda kreacji, w które zaklęły się ich sny o wytchnieniu, o nagłej odmianie losu, o cudzie światła, czystości i blasku, który uleczy, uniesie, ukoi ich smutne ciała, zamknięte w kolistej i beznadziejnej wędrówce między czynnościami, między początkiem jednej i końcem następnej, końcem, którego nie widać”

Reklamy

2 uwagi do wpisu “sobotnio

  1. „Dukla” jest niesamowita, szczególnie jak się zna opisane miejsca. Polecam też „Opowieści galicyjskie”, na których motywach nakręcono „Wino truskawkowe”.

    P.S.
    Ja tez lubię jesień i opatulanie się szalami :)
    Mania

  2. Stasiuk jest moim ulubionym polskim pisarzem. Jak tylko przeczytałam „Przez rzekę” od razu wiedziałam, że tak własnie będzie. ‚Opowiesci galicyjskie’ kiedys czytałam i też wywarły na mnie ogromne wrażenie podobnie jak „Fado” czy „Jadąc do Badabag”. A „Dukla” ma swietne ilustracje… Nie na darmo mówi się że Stasiuk maluje prozą.
    „Wina truskawkowego” nie oglądałam.. dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s