„Doppler” Erlend Loe

Norwegia – kraj bogaty, mlekiem i miodem płynący. Chciałoby się rzec: mlekiem odtłuszczonym. „Póki ono jest – jest nadzieja”, jak mawia główny bohater książki Erlenda Loe – Andreas Doppler. Mężczyzna żonaty, dzieciaty, żyjący na dobrym poziomie, pewnego razu spada z roweru i decyduje się zamieszkać w lesie. Nie do końca pogodzony z wcześniejszą śmiercią własnego ojca, mający dość konsumpcyjnego i dość pustego trybu życia, jakie prowadzi, bierze namiot, rozbija go w norweskim lesie, ponad miastem, następnie zabija łosia a właściwie samicę łosia. Brutalnie wbijając nóż w jej głowę, pozbawia ją życia, tym samym pozbawiając matki jej dziecko, malutkiego cielaka, którego niebawem nazwie Bongo. Żywiąc się mięsem klempy, zaprzyjaźnia się z małym łosiem, gra z nim w gry obrazkowe, na tyle, o ile łosie to potrafią, chodzi z nim na spacery, prowadzi handel wymienny z pewnym sklepikarzem: mięso łosia za odtłuszczone mleko, czasem schodzi do miasta aby zobaczyć syna Gregusa albo córkę, maniaczkę Tolkiena. Doppler stawia na życie według zasady „żyj tak jak chcesz, wyzwól się”. Wybrał las, łosia za przyjaciela, wreszcie nie musi pracować, podporządkowywać się, słuchać durnych piosenek, jakich musiał słuchać w telewizorze, podczas gdy jego synek oglądał bajki. Cytat? :

„Zanim upadłem chodziły mi po głowie od miesięcy. Męczyły mnie przez całą zimę. W pracy i w wolnym czasie, i po śmierci ojca. Z tego powodu rozważałem nawet wizytę u specjalisty. Weźmy na przykład Pingu. Tego videopingwina produkcji niemieckiej, którego mój syn po prostu kocha. Baa, baa, bababa, baa, baa, bababa, baba, baba, baba, baba, baba, baba, baba, baba, baa, ba, ba, baa, BAAAA! Jakbym miał cały czas młynek w głowie. Od rana do wieczora, od otwarcia oczu do zaśnięcia. Gdy brałem prysznic, jadłem śniadanie, jechałem rowerem do pracy, szedłem na spotkania, wracałem rowerem do domu, robiłem zakupy na obiad, odbierałem syna z przedszkola i tak dalej, i tak dalej. Pingu towarzyszył mi od rana do wieczora. A w inne dni – Bob Budowniczy. O rany! Bob Budowniczy, damy radę? Oczywiście! Bam, bam, bambambambAAAM! Albo Teletubisie. Płacz i zgrzytanie zębów. Te, przepraszam za wyrażenie, popieprzone i pseudomiłe postacie, które – jak  słyszałem – zostały wymyślone przez brytyjskich psychologów, żeby zaspokoić niezbadane impulsy i ciekawość świata małych dzieci. To działa jak diabli, gdy się ma dwa lata, ale wszystkich innych osłabia. Tinky-Winky! Dipsy! La-La! Po! Teletubiś. Teletubiś. Powiedz Ha-LLO! Człowiek ma ochotę przepuścić je przez kompostownicę.”

Urocze prawda? :)

Doppler ucieka od ludzi, bo ich nie lubi, denerwują go, ale może dlatego, że nigdy nie trafił na właściwe osoby? Może trzeba mu czasu by to zrozumieć? a może po prostu takim jest typem człowieka? „Rodzimy się w samotności i umieramy w samotności” mówi. Boli go i irytuje, że człowiek jest zbyt ambitny, obmyśla sobie różne cele, walczy o nie, zatruwa się problemami,  zamiast żyć prosto i w zgodzie ze sobą.

Przez karty tej powieści przewinie się kilka postaci: zadziwiający Żelazny Roger, niejaki Dusseldorf, który również ma swoje dziwactwa, Gregus syn, córka Dopplera, żona Dopplera, szwagier Dopplera, niejaki prawicowiec, który pewnego razu pojawi się w lesie i… w nim zostanie. Czy ktoś jeszcze dołączy do Dopplera? I na jaką wojnę wyruszy nasz bohater wraz z nastoletnim już łosiem Bongo? :)

Ogromnie polecam tą króciutką, ale jakże inteligentną, podszytą ironią  historię, pełną podtekstów, celnych uwag, krytykującą, a jakże, współczesne czasy i społeczeństwo. Zabawna, sympatyczna i bardzo przyjemna lektura. Czy nie jest tak, że, każdy z nas miał kiedyś wszystkiego dość i chciał uciec, zostawić wszystko, odciąć się, wyzwolić, poczuć czym jest prawdziwe życie, nie mieć większych potrzeb jak zrobienie siku pod drzewem, albo napicie się mleka, pogłaskanie łosia po głowie, albo zrobienie .. totemu?

„Co tu dużo gadać.

„Doppler”, Erlend Loe, Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria, Seria: Terytoria Skandynawii, 2006, 136 stron.

Reklamy

8 uwag do wpisu “„Doppler” Erlend Loe

  1. Ooooo… widzę, że to kolejna już pozytywna recenzja „Dopplera”. Ta książka bardzo mi się podobała. Jest taka niewielka objętościowo, a taka bogata w treści. Wiem, że jest już nowa książka Erlenda Loe – „Muleum”, ale nie miałam okazji na nią trafić. Ale gdy trafię, przeczytam na pewno. Pozdrowienia :)

  2. „Czy nie jest tak, że, każdy z nas miał kiedyś wszystkiego dość i chciał uciec, zostawić wszystko, odciąć się, wyzwolić, poczuć czym jest prawdziwe życie, nie mieć większych potrzeb jak zrobienie siku pod drzewem, albo napicie się mleka, pogłaskanie łosia po głowie, albo zrobienie .. totemu?” Odpowiedź brzmi: TAK TAK TAK :(

  3. „Doppler” to jest genialna książka :)) cieszę się, że coraz więcej osób (mam wrażenie) „Dopplera” czyta, albo chociaż ma zamiar.

  4. liritio
    Oj, bardzo bym chciała żeby ta książka stała się bardziej popularna, bo to jedna z lepszych pozycji jakie czytałam, a w Matrasie sprzedają ją po 4.50 zł bodajże, ech…
    Perełka ! bez dwóch zdań.

    kultur-alnie
    barrrrdzo polecam!

    rr-odkowa
    O nowej słyszałam, też mam na nią ochotę, Ciekawa jestem, czy jest utrzymana w podobnym tonie…

    soul
    :)

  5. Ja ją czytałam już dawno, ale pamiętam i nawet czasem opowiadam o niej na zajęciach:) Świetna książka, chociaż trochę mnie rozczarowało zakończenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s