„Łowcy głów” Jo Nesbo

„Jest dziwnie cicho, słyszę szum wiatru w drzewach i toczącą wody rzekę. Rękę mam zdrętwiałą, wiszę głową w dół, wciśnięty między ciało i metal. Nade mną jest podłoga, z której kapie krew i benzyna. Pode mną, na podsufitce z wzorem szachownicy, leżą nożyczki do paznokci, urwana ręka, dwaj martwi ludzie i otwarta beauty bag”.

Pierwsza książka Nesbo bez komisarza Harrego Hole’a. Jednak nie znaczy to, że jest gorsza. Jest świetna. Niech to będzie podsumowanie. Myślę, że co by Nesbo nie napisał, moją subiektywną oceną będzie „wow” albo „wielkie wow”.

Wkraczamy w świat finansów, firm rekrutacyjnych tzw „łowców głów”, biznesu, markowych gadżetów, psychologicznych rozgrywek, rozmów kwalifikacyjnych wyglądających jak przesłuchania, odbywających się wg tajemniczych 9 etapów. Czasem rekrutujący kończy taką rozmowę na pierwszym etapie, bo już wie co rekrutowany odpowie, jaki jest i dlaczego się nie nadaje. Czasem dochodzi się do trzeciego lub nawet czwartego etapu, ale… bywa i tak, że dochodzi się do siódmego, przeskakując/omijając wszystkie poprzednie, a „przesłuchującym” nagle staje się rekrutowany.

Roger Brown, jeden z najbardziej znanych, popularnych, ale niedocenianych łowców głów, opanowawszy wszystkie tajniki rozmowy z kandydatem do pracy, genialnie posługujący się mową ciała, poza piękną żoną, dawną, nie dającą się wymazać z pamięci kochanką, markowym volvo i domem o 300 m2, posiada jeszcze zamiłowanie do drogich obrazów. Nie jest jednak typowym kolekcjonerem, mimo iż jego żona ma własną galerię, której Roger jest współwłaścicielem. Podnieca go, gdy ktoś inny jest kolekcjonerem. Serce przyspiesza rytm, gdy nagle okazuje się, że jakaś niedawno poznana osoba posiada cenny obraz. I wcale nie chodzi tu o podziwianie tegoż, a raczej o zarobek. Czy uczciwy?

Kiedy Roger pozna Clasa Greve’a jego życie zmieni się o 180 stopni, zupełnie jak akcja książki, która będzie przyspieszać, zakręcać, wykręcać, zwalniać… Czytelnik może się przestraszyć bladozielonej twarzy topielca, będzie wraz z bohaterem ścigać się z czasem i nie tylko, może też wyłonić się z mroku, po to by za chwilę się w nim ukryć, a potem spojrzeć na szachownicę i postawić na niej białą królową naprzeciwko czarnego króla.

Krew, śmierć, cisza, strach, to elementy, które są zawsze obecne w książkach Nesbo. Dodajmy do tego pewność siebie, szczyptę autoironii i arogancji głównego bohatera, niesamowite zwroty akcji, napięcie nie pozwalające na odłożenie książki na później, pomysł na intrygę i już mamy bardzo dobrą książkę.

„Jestem łowcą głów. To niezbyt trudne. Ale to ja jestem królem”.

A dla mnie Jo Nesbo jest królem norweskiego (o ile nie w ogóle) kryminału.

„Łowcy głów”, Jo Nesbo, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011, stron 224.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “„Łowcy głów” Jo Nesbo

  1. :) Nesbo to Nesbo racja :)

    a zdjęcie okupione poswieceniem, tzn telepaniem się godzine w okropnej ulewie szlakiem , okupione ubłoconymi do bólu butami, spodniami, katarem i w ogole mękami bo sliski szlak… aleeeee… dla TAKIEGO widoku kiedy na Hali Boraczej przestało padac i powietrze zaczelo parowac ,,, warto było. Poczułam się jak w niebie ;D jakkolwiek to zabrzmi. Pomijam fakt że schodząc w dół znów telepałam sie w ogromnej ulewie i wygladalam jak nieboskie stworzenie po zejsciu z tego jakze w sumie prostego szlaku :D ech…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s