„Twardziel z Säffle” Maj Sjöwall, Per Wahlöö

„Od godziny i czterdziestu dwóch minut był trzeci kwietnia tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego roku. Sobota. Na razie nie wydarzyło się nic szczególnego”.

To już siódma część, w której sztokholmski oficer wydziału zabójstw Martin Beck musi rozwiązać zagadkę brutalnego morderstwa. Tym razem zostaje zamordowany komisarz Nyman, przebywający akurat w szpitalu z podejrzeniem raka. Nie jest to strzał w głowę, uduszenie a … dźgnięcie bagnetem w tak precyzyjny sposób, że jednym ruchem większość organów wewnętrznych zostaje przeciętych.

Martin Beck, z długim już stażem w policji, błyskotliwy i wymagający od swoich współpracowników skupienia, kultury i efektywności – to spec od obłąkanych psychopatów, bardzo dobry w swoim fachu, nie pozbawiony intuicji, taki pierwowzór Wallandera – mężczyzna po rozwodzie, lubiący wieczorem posłuchać muzyki, poczytać. Lubi obserwować społeczeństwo, martwią go problemy kraju i kryzys. Martwi go nieufność społeczeństwa w stosunku do policji, ale widzi doskonale jej powód, czyli tuszowanie spraw przez kolegów, przykładanie nadmiernej wagi do tych spraw, w których cierpi lub ginie policjant, a tam gdzie chodzi o zwykłego człowieka – nie ma komu pracować… Nic dziwnego, że  obywatele wręcz nienawidzą policji i na każdym kroku ją krytykują.

W sprawie morderstwa Nymana, Beck będzie miał nie lada zagwozdkę, gdyż okaże się, że zamordowany był postrzegany inaczej przez rodzinę, inaczej przez kolegów z pracy, a jeszcze inaczej przez zwykłych obywateli. Człowiek o wielu twarzach, o którym większość mówi, że był twardzielem z Säffle – miejscowości w której się urodził. Dlaczego tak go nazywano? I kto go zamordował? Domyśliłam się dzięki jednemu małemu szczegółowi, a upewniłam się potem dzięki drugiemu, a potem trzeciemu.

Beck w duecie z Lapończykiem Rönnem, oraz przy pomocy znanych z poprzednich części kolegów: Kollberga i Larsson’a a także Melandera (sieroty „który jako jedyny puka do drzwi wlasnego pokoju” :)) ) będzie musiał nieźle się nachodzić, aby rozwiązać sprawę, ale intuicja go nie zawiedzie.

Mimo, iż akcja jest niespieszna, jest za to owiana typowym skandynawskim klimatem, który teraz przewija się w każdym współczesnym kryminale pochodzącym z Północy. Wszyscy miłośnicy tego typu literatury powinni poznać postać Martina Becka, powinni sięgnąć po książki tego szwedzkiego duetu by poznać, jak narodziła się kategoria „kryminału skandynawskiego”. To przecież na tych książkach wzorowali się najbardziej popularni teraz pisarze : Mankell, Larsson. Różnica polega jedynie na tym, że oni rozbudowali bardziej swoje historie i postacie, oraz umiejscowili akcje w czasach, w których żyją, a u Sjöwall/Wahlöö mamy lata 60-70, nie są to opasłe tomy, nie ma też tak ogromnego napięcia, co nie znaczy, że nie ma go w ogóle…. No i sporo miejsca mimo wszystko, poza intrygą kryminalną, zajmuje warstwa społeczna. W „Człowieku z Saffle” wyraźnie widać krytykę policji. Tutaj przestępca to ofiara walcząca ze złym i niesprawiedliwym systemem. Odważnie jak na tamte czasy.

Z mojej strony bardzo polecam.

O wcześniejszych książkach tego duetu pisałam tutaj:

1. „Roseanna”,
2. „Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu”,
3. „Mężczyzna na balkonie”,
4. „Śmiejący się policjant”,
5. „Wóz strażacki który zniknął” (lub „Jak kamień w wodę..”)
6. „Morderstwo w Savoyu”

 Maj Sjöwall, Per Wahlöö, „Twardziel z Säffle”, Wydawnictwo Amber, 2011, stron 224.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “„Twardziel z Säffle” Maj Sjöwall, Per Wahlöö

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s