„Biała gorączka” Jacek Hugo-Bader

Mariusz Szczygieł powiedział, że Jacek Hugo-Bader „opisuje imperium z perspektywy wałęsającego się psa: chwyta mechanizmy myślenia, zachowań, procesów i na dodatek szczura za ogon”.

Książka „Biała Gorączka” składa się z dwóch części. Pierwsza to zapis z podróży z czasem już mocno zdezelowanym łazikiem po Rosji, od Moskwy do Władywostoku, która zajęła mu 55 dni i 12 698 kilometrów, druga to reportaże publikowane wcześniej w Gazecie Wyborczej.

Całą opowieść stanowią napotkani ludzie, nacje które już prawie są na wymarciu, szaleńcy Ewenkowie, którzy zapijają się na śmierć, albo popełniają samobójstwa pod wpływem delirium tremens czyli właśnie białej gorączki wywołanej ciągiem alkoholowym, żyjący w tajdze w 40stopniowych mrozach.  To także szamani i szamanki, jak ta kobieta na okładce –  Ułu- Chan (Wielka Szamanka) z narodu Tuwinów, która przepowiedziała śmierć Stalina. To ludzie, których Hugo- Bader zabiera ze sobą by ich podwieźć kawałek dalej: szukający bliskich, śmierdzący biedą i brudem, osierocone dzieci. To też kobiety, które utraciły swych mężów i synów – górników w wybuchu gazu w kopalni na Zasiadce, to koczujący ludzie na dworcu w Leningradzie, inteligenci i dyrektorzy, towarzysze biznesmeni – każdy ze swoją historią.

Ogrom nieszczęść i biedy widziany oczami autora poraża. Szczególnie ciężko czytało mi się o notorycznym  piciu alkoholu, spirytusu technicznego wspomaganego lekami, samogonu. Pije się każdego dnia, szczególnie w świętowany bardzo uroczyście Dzień Mężczyzny, kiedy to każdy mężczyzna, chłopiec musi się zalać. W Dzień Kobiet chlają również. Tak już jest. Kulturowy rytuał picia, ale też życiowe problemy.
Z wywiadu z Lubov Passar tzw. szamanką od pijaków ze wschodniej Syberii wynika, że rdzenne narody Rosji piją więcej niż sami Rosjanie. „Aborygeni” czyli na przykład Ewenkowie, Udehejczycy, Nanajowie żyjący na Północy mają „genetyczne predyspozycje do alkoholizmu. Od tysięcy lat żyjemy na terenach, na których niewiele rośnie” – mówi Lubov. Wskutek odżywiania głównie rybami, mięsem i nabiałem narody te wykształciły w sobie białkowo-tłuszczową przemianę materii, podczas gdy ludzie mieszkający w warunkach ‚normalnych’ mają tą przemianę białkowo-węglowodanową. Z tego powodu organizmy rdzennych narodów nie metabolizują alkoholu jak na przykład nasze organizmy. „Wódka robi z nami co chce” – mówi Lubov, stąd agresja, otumanienie, a wreszcie plaga samobójstw. Wszechobecna jest śmierć: strzelenie sobie w piersi, w głowę z karabinu, położenie się na torach, spalenie,  a nawet zwykłe zamarznięcie w stanie upojenia.

„Udomowili tę śmierć jak psa albo renifera. Mieszkają razem w jednym namiocie, razem piją, śpią i jadają. Nawet razem chodzą się wysrać”.

Dlaczego tyle śmierci? Brak perspektyw, narzucanie pewnych reguł życia rdzennym narodom. To tak jakby zwierzę zmusić do życia w klatce. Wspomniane narody potrzebują przestrzeni, wolności, do tego są przyzwyczajone od wielu lat, a jeśli próbuje się je ukierunkować, zamknąć w blokach, osiedlach i zmusić do pracy, to oni z braku pomysłów na powrót do własnych korzeni mówią „no to napijmy się” – jakby czekając, że rozwiązanie samo przyjdzie. Smutna rzeczywistość, bardzo okrutna.

Wstrząsające. Wszystko. Hugo-Bader opisuje postsowiecki świat włóczęgów i degeneratów, narkomanów i prostytutek, biedoty i patologii. Pokazuje życie, które zupełnie inaczej wygląda w „Reportażu z XXI wieku”, (radzieckiej wizji przyszłości z 1957 roku) z którym Hugo-Bader podróżuje dla porównania. A co mamy? Kontrast za kontrastem.

Ludzie żyją tak jak potrafią, jedni cieszą się z tego co mają, inni borykają się z trudnościami i mają też własne marzenia. Jedni tęsknią do lepszego życia, inni to życie marnują albo kończą w zupełnie popaprany sposób. Mamy obraz Rosji po upadku ZSRR utkany z pojedynczych historii i tragedii. Obraz, gdzie polityka jest tylko tłem. To zwykli (niezwykli) ludzie tworzą ten patchwork. Wystarczy przeczytać o Mołdawii,  nieco o Jałcie, o koniaku, korupcji i całym tym pozostałym syfie… czasem nóż się w kieszeni otwiera.

Hugo-Bader odwiedza wiele dziwnych miejsc, ale tak jak Wszechświat jest nieskończony i nie do ogarnięcia, tak każdy kraj ma w sobie niezliczone tajemnice i niezliczone ludzkie historie, o których można byłoby napisać jeszcze wiele książek. Podobało mi się, że autor jest wnikliwym obserwatorem, ale też sam zadaje pewne pytania, chce zrozumieć, chce pokazać nam rosyjski świat własnymi oczami, ale też dać nam wskazówki dla jego lepszego zrozumienia, dla (być może) zachęcenia do odwiedzenia tych stron. W te miejsca nie skieruje nas żadne biuro podróży, takie miejsca się omija, kto by chciał zresztą jechać do wioski zabitej dechami, gdzie mróz poniżej 30 stopni i gdzie rozpala się ognisko pod samochodem, aby go ogrzać. Oczywiście, jeśli w aucie nie ma żadnego łatwopalnego materiału, bo zdarza się i tak, że wielkie, wypasione landrovery dostosowane niby do jazdy w ekstremalnych temperaturach i warunkach spłonęły na rosyjskich drogach. A najgorzej, gdy wypadek/awaria/brak paliwa przytrafią się w nocy – wiedzcie, że nikt się wtedy nie zatrzyma. Tak już jest. Ludzie się boją. Wówczas jest się zdanym tylko na siebie, na własne siły i na własną wytrzymałość. Do temperatury organizm się powoli dostosuje, gorzej z psychiką. Co wrażliwsi nie wytrzymają (ani takiego wyjazdu ani tej być może lektury tej książki)  – takim proponuje się plażę z drinkiem i parasolką lub też wakacyjne czytadło z rodzaju „kupiłam dom w Grecji i mam oliwki w ogrodzie”.
A świat to nie tylko to. 

Jacek Hugo-Bader „Biała gorączka”, Wydawnictwo Czarne 2009, stron 399.

Reklamy

14 uwag do wpisu “„Biała gorączka” Jacek Hugo-Bader

  1. Podobne odczucia miałam po przeczytaniu Dzienników kołymskich. Ja chyba należę do tych, co to wolą dom i oliwki – świat to nie tylko to, ale nie lubię epatowania biedą, przemocą i innymi negatywnymi zjawiskami. Książka ma mi sprawić przyjemność, a nie dodatkowo dołować.

  2. :) każdy ma własne podejscie i do zycia i do książek. Mnie interesuje ta bardziej mroczna i nędzna strona życia. Jest o wiele ciekawsza chociaż fakt, dołująca, ale… tak już mam. Zdobywanie wiedzy w taki sposób zaspokaja również moją ciekawosć swiata i niejako paradoksalnie taka książka daje przyjemnosc.
    Poza tym taka jest też po częsci natura reportażu. „Dzienniki kołymskie” też przeczytam.

  3. Czytałam tę książkę w zeszłym roku wracając z wakacji (drinków z palemkami nie było, bo to wakacje w Kudowie). Bardzo mi się podobała, bo, może to jakieś zboczenie, lubię czytać takie ekstremalne historie. Mnie, chyba podobnie jak Tobie, takie książki rzeczywiście dają przyjemność.

  4. A ja myślę, że dobrze jest od czasu do czasu poczytać podobne historie, bo to działa na człowieka trochę trzeźwiąco.

  5. Książka bardzo fajna. Pokazuje zupełnie inny świat niż wspaniała, słoneczna Toskania/Grecja/Katalonia/Burgundia. Takich „słonecznych” czytadeł musiałabym zabrać na wakacje całe tony, a u Hugo – Badera są prawdziwi ludzie, którzy mają bardzo przyziemne problemy.

  6. ja to wiadomo, kocham się w nim ;) zwłaszcza odkąd powiedział, że reporter to właściwie grzebie w śmieciach.
    poza tym on ma jeden cudowny talent – jest przezroczysty. pozwala mówić swoim bohaterom, nie ma ‚ja, mnie, moje’, a to jest grzech bardzo wielu reporterów. również tych wielce znanych, bez nazwisk ;)

  7. Ze „słonecznych” czytadeł polubiłam np. „Moje życie we Francji” Julii Child (dzisiaj 100 rocznica jej urodzin), ale to była afirmacja czerpania przyjemności z życia takim, jakie jest, a nie ubarwiania sobie życia na siłę („kupiłam dom w Grecji i mam oliwki w ogrodzie”). Lubię czytać Badera, bo nie ukrywa brzydkiej/zwykłej strony życia.

  8. jeszcze dodam, że w ostatnim Newsweeku jest dobry i bardzo a propos felieton Mellera – o polskim niedocenianiu reportażu, który w prasie już właściwie nie istnieje. a autorów mamy przecież fenomenalnych.

  9. portaceleste
    dzięki za info :-)

    lisksiążkowy
    :)) mnie jakos zaczeły irytowac te wszystkie Francje, Toskanie, cos tam czytałam, podobała mi się nawet Penelope Green i cos tam kiedys jeszcze ale nie pamiętam nazwiska. Generalnie te wszystkie ciepłe kraje to troszkę nie moje rejony, jakby ktos napisał taka letnią ksiazke o Norwegii , Islandii – wow, ale tam to tylko albo kryminały albo thrillery:D które zresztą bardzo lubię :)

  10. Nigdy specjalnie nie interesowałam się Rosją, co najwyżej rosyjskimi klasykami literatury. Myślę, że książka raczej nie dla mnie :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s