„Opowieści galicyjskie” Andrzej Stasiuk

„Chmury nad Żłobiskami dalej kreśliły swoje zawijasy. Chwilami ich krawędzie przypominały ogniste trzaśnięcia z bicza. Ale czasem, zwłaszcza o zachodzie, gdy słońce zapada już za horyzont i światło zgarnia z ziemi wszystkie domy, drzewa, martwe pegeery, dawne więzienia, przechodniów i pijaków, krowy, motocyklistów i żółty pekaes z Dukli, gdy ukośne promienie porywają jak magnes wszystkie widzialne rzeczy – wtedy chmury są lustrem świata i można w nich zobaczyć wszystko jak na wielkim ekranie, jako na ziemi, tak i w niebie, lecz trwa to tylko mgnienie, bo czas ma barwę szarą i postać ptaka o przejrzystym ciele: jedno muśnięcie skrzydeł i zaczyna się zmierzch.”

Pod takimi chmurami pewien nieznajomy wysłuchuje mieszkańców niewielkiej popegeerowskiej wioski w Beskidzie Niskim. Można by pomyśleć, że to koniec świata, skąd już nie ma drogi powrotnej, gdzie centralnym miejscem jest knajpa duszna i zadymiona, pachnąca ropą z ciągników, przepoconymi ubraniami, znoszonymi butami, a nawet krwią. To tam spotykają się wszyscy: sierżant, naprawiacz kaloszy, ksiądz, mężczyzna pracujący przy wyrębie lasu, biedny Kościejny, który później już w postaci ducha bez ciała zasiada w ciemnym kącie tęskniąc do ludzi, a najbardziej do świniobicia (to przecież robił najlepiej  całej wsi), kelnerka o smutnych oczach.

Czasy, gdy nastaje „chaos kapitalizmu” powodują zagubienie i nostalgię. Niektórzy próbują oswoić nowy system, inni tęsknią za starym. Taki Józek traktorzysta niezmiennie w swojej starej maszynie, aż do ostatniego oddechu. Władek z kolei zakłada własny biznes i jest niczym zwiastun i posłaniec nowego; on nie chce stać w miejscu, za długo czekał. Jest też kowal Kruk – człowiek opowieść, którego nie sposób nie słuchać – dygresja za dygresją, przeplatanie wątków, to jego sposób na pokazanie własnego życia – najlepiej przy niejednej flaszce. Jest też Babka – pomarszczona starowinka, z gromadą dzieci i wnuków, ale bez męża, której dom niszczy piorun, a ona z żalem wykrzykuje że „Bóg jest chłopem”.  Dlaczego?

Każdy tu wiedzie swoją własną egzystencję, czasem powolną, niespieszną, częściej intensywnie zakrapianą alkoholem, traktując dom jak miejsce dla zostawienia kilku groszy z wypłaty. Baby, żony dadzą przecież radę oporządzić gospodarstwa. Mężczyźni muszą ŻYĆ. Bo niebawem nastanie starość.

„Starość w pewien sposób unieważnia noc i dzień. Pory wysiłku i odpoczynku następują po sobie w szybszym rytmie. Może to życie po prostu się spieszy”.

W świat przedstawiony przez Stasiuka wchodzimy niczym gość zaproszony pod strzechę starej chałupy. Siadamy, słuchamy, czasem możemy o coś zapytać, czasem lepiej się nie odzywać. Można wychylić głębszego, albo po prostu wyjść w noc.

„Być może Księżyc jest jeszcze ten sam. Wisi nad miejscem po Wołoskiej Bramie i ma żółtawą barwę knajpianych szyb”.

To ballada. Piękna ballada. O innym niż nasz, świecie. Nie oceniajmy go.

W skład zbioru wchodzi 15 opowiadań: Józek, Władek, Kowal Kruk, Janek, Miejsce, Kościejny, Lewandowski, Knajpa, Babka, Rudy Sierżant, Noc, Maryśka, Spowiedź, Noc druga, Koniec, które cyklicznie ukazywały się w Tygodniku Powszechnym, a na podstawie tej książki powstał polsko-słowacki film „Wino truskawkowe”, który chyba nawet gdzieś mam, ale nie oglądałam jeszcze. Stasiuk mówi, że w filmie dodatkowo „chyba udało się pokazać niewidzialne”.

„Opowieści galicyjskie”, Andrzej Stasiuk, Czarne 2008, stron 128.

Reklamy

12 uwag do wpisu “„Opowieści galicyjskie” Andrzej Stasiuk

  1. Pamiętam z tej książki tylko tyle, że się podobało, nic więcej :) Trzeba odkopać.

  2. Tak, widzisz, wszyscy zaglądają,a jak Stasiuk wjeżdża to cisza… Idę poczytać 303 serię kryminalną… ;)
    Może zapytaj czy ktoś zagląda do Stasiuka??? (bo do Ciebie wiemy, że tak) :)

  3. Również zachęcam do filmu (a jak ja antyfilmowa bestia zachęcam do obejrzenia filmu, to znaczy, że jest co najmniej bardzo dobry). Nie wiedziałam, że Opowieści galicyjskie to opowiadania, sądziłam, że powieść. Teraz pewnie się skuszę na ich przeczytanie.

  4. opowiadania chociaż wokół tych samych postaci i miejsc. dzięki za polecenie filmu.. kiedys grali go u mnie w kinie studyjnym ale niestety nie udało mi się pojsc, bezwstydnie go sciagnelam skąds teraz muszę odszukać. może w weekend sobie obejrzę. :)

  5. moja przyjaciółka kiedyś złapała Stasiuka na stopa :) daaawno temu. machała rozpaczliwie w ulewie gdzieś na szosie dukielskiej i akurat on się zatrzymał.
    „Wino truskawkowe” fajne, ale najfajniejszy jest sam Beskid Niski. jakby inny kraj, inna planeta. ludzie, sarny, cerkwie, pastwiska… można stracić głowę.

  6. eeeee! nieee! Wystarczy mi moja własna twarz, równie skrępowana (codziennością), ale niestety, nie seksu :P

    Ekhm, dyskusji nie rozwijaj (dzieci tu som!) :D

  7. Uwielbiam pisanie Stasiuka! Książka jest świetna, a film obejrzyj. Choć nie przepadam za bardzo za ekranizacjami ta jest dość udana, mimo że prozę Stasiuka przenosić na ekran to dość karkołomne zadanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s