[o ksiazkach] · [pierdy]

takie tam

Tak sobie w niedzielny wieczór obmyślam strategię, jakby tu się zmobilizować. Fakt, że prawdą jest że „pracujesz po to by żyć, a nie żyjesz po to żeby pracować”. Ostatnio o tym zapominam. Stąd mój brak skupienia i zmęczenie… Trzeba nieco odkręcić hierarchię. I przestać się zamartwiać i skupiać na tym co nie warte jest mojej energii. Aż takiej.

„(…) życie podobne jest do halucynacji, bo nic z tego, na co się spojrzy, nie jest takie , jakie jest.” („Dukla”, Stasiuk)

No właśnie. Niepotrzebnie wytwarzam sobie problemy. To też dodatkowa kwestia, którą muszę ogarnąć. Podczytując „Kruchy lód” Anny Wojtachy reporterki wojennej, wbijam sobie do łba, że na świecie są gorsze rzeczy, w których ja na szczęście nie muszę i nie biorę udziału. Przykładowo:

„Jeroen nadal nie wierzy w śmierć przyjaciela i woła go. To jest wstrząsające. Adrian stoi niedaleko z włączoną kamerą. Nagle Jeroen odwraca się i wali pięścią w obiektyw. Jest wściekły, że filmujemy moment, kiedy dowiaduje się o śmierci partnera. Potem będzie nas przepraszał. Piotr chwyta go pod ręce i razem z sanitariuszami prowadzi do kostnicy. Jeroen od razu podbiega do betonowego stołu, na którym ułożono ciało Stana. Wyje. Wyje jak ranione zwierze i tuli przyjaciela. Przytula jego głowę do swojej piersi i powtarza jego imię. Całuje go po twarzy i płacze. Zakrywam twarz dłońmi. Krzyk Jaroena przeszywa mnie na wylot. Dopiero po chwili rozglądam się po kostnicy. Nieduże wybetonowane pomieszczenie. Żadnych lodówek, półek na ciała. Tylko ten jeden betonowy stół na środku. Wokół ciała rzucone jak zepsute lalki z otwartymi ustami i brzuchami. Stoję w drzwiach kostnicy i nie mogę przestać patrzeć, jak Jeroen przytula głowę martwego Stana. Za plecami słyszę jednak poirytowany głos faceta z karetki, który przepycha się obok mnie, niosąc kolejne ciało. Kolejną lalkę z otwartym brzuchem. Kolejnego człowieka, którego imienia nawet nie znam. Jego ręka, wystająca sztywno, dotyka mojej nogi. Rozpoczyna się kolejny nalot. Chcę do domu.”

A ja, przecież jestem w domu. Bezpieczna. Nic mi nie grozi. W obliczu w/w cytatu wydaje się to najważniejsze. Życie mam w sumie zwyczajne, staram się nim cieszyć, na tyle na ile mogę, czerpać z niego tyle ile mogę, po swojemu. Więc ?? 

… Puknij się w łeb babo, ogarnij i wyluzuj, kopnij w dupę wszelkie obawy. Ot, taka oczyszczająca notka (potrzebne mi było takie lekkie wywnętrzenie się).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s