„Pokuta” Olle Lönnaeus

p„Konrad nie był smutny. Był wygasłym wulkanem. Przez ponad dwa tygodnie, od wieczoru, gdy Agnes nie wróciła do domu, wypluwał z siebie wrzącą lawę. Krzyczał i wył, kopał i gryzł. Płakał i zadawał pytania, miotał oskarżenia i przekleństwa tak długo, aż w końcu zabrakło mu sił. Tamtego dnia ogarnęła go pustka. Był skorupą chłopca, poruszającą się między woskowymi lalkami na scenie, nie był jeszcze świadom, że scena ta stanie się jego nowym domem”.

Smutne dzieciństwo Konrada, który po nagłym zniknięciu swojej matki, w wieku 7 lat trafia do rodziny zastępczej, w małej mieścinie szwedzkiej Tomelilla to wielowymiarowy i smutny obraz. To prześladowania małego Konrada przez przybranego brata Klasa. To również obraz szarych i smutnych postaci przybranych rodziców: Hermana i Signe, tak szarych, że prawie niewidocznych na tle innych ludzi. To także obraz tęsknoty Konrada za matką (polską prostytutką), która wyszła nagle z domu i już nie wróciła, nie wiadomo z jakiego powodu. Przede wszystkim jednak to obraz nietolerancji rasowej: Konrad od małego słyszy, że jest „bękartem polskiej kurwy”.

Przed wspomnieniami takiego dzieciństwa się ucieka, biegnie naprzód aż bolą płuca, byle dalej i byle nie pamiętać, ale z drugiej strony do takiego dzieciństwa się też powraca, bo jednak czasem aktualne wydarzenia rozbudzają pamięć o dawnych dniach, a niedopowiedzenia domagają się wyjaśnień. Tak jest i w tym przypadku. Przybrani rodzice Konrada zostają zamordowani. Dorosły już Konrad, po 30 latach nieobecności powraca do rodzinnej miejscowości Tomelilla, aby stawić czoła demonom przeszłości i walczyć o swoje dobre imię, bo póki co, to on jest głównym podejrzanym, z racji zaistniałego dość wiarygodnego motywu.

Spotyka tu dawnych znajomych ze szkoły: Svena, kiedyś prześladowanego z racji swojego homoseksualizmu, Gertrud – siostrę Svena, niegdyś kompletnie szarą myszkę, która wyrosła na piękną kobietę i ma też swoje tajemnice, Klasa – swojego przybranego brata, który terroryzował go w dzieciństwie, a teraz jest zapitym, nędznym, nienawidzącym świata człowiekiem. Pojawiają się też inne postaci, które będą mniej lub bardziej ważne.

Całe miasteczko jest nudne, mroczne i w zasadzie gdyby nie to morderstwo, a później niestety następne… nic by się nie działo.
Jak mówi Sven: „Tu w Tomelilla jest tylko zamknięta rzeźnia i jeden pieprzony dyskont, który sprzedaje szajs ludziom nie mającym pojęcia, co zrobić z wolnym czasem”.
Większość mieszkańców dawno temu, podobnie jak Konrad, wyniosła się do większych miast. Ci co pozostali, gnuśnieją i żyją z dnia na dzień, bo „to miejsce daje im poczucie bezpieczeństwa”. To co rzuca się w oczy Konradowi, to obraz mieszkańców, którzy są ”jacyś tacy rozgoryczeni i bezradni. Wszystko jest tu takie spokojne, jakby to były dekoracje w teatrze”.

Pod tym wszystkim kipi jednak nienawiść i nietolerancja. Szwedzkie społeczeństwo nie jest wcale tak otwarte jak by się wydawało, było i jest wielu faszystów i neonazistów, poza tym historia dowodzi, że wielu Szwedów służyło w armii Hitlera. I nawet tu, w Tomelilla, Konrad wreszcie zrozumie zasłyszane w dzieciństwie zdanie: „Cyganie i Polacy, jeden chuj (…). Wszyscy wiedzą, że jedni i drudzy srają po krzakach”. A tu nie tylko Cyganów i Polaków się nienawidzi…. Co poniektórzy uważają, że „wielokulturowe społeczeństwo nie działa, że jeśli wymieszać białe z czarnym, wszystko trafi szlag”.

Autor książki, który przecież przez 20 lat był dziennikarzem jednej ze szwedzkich gazet „Sydsvenska Dagbladet”, piszącym o sytuacji politycznej w Szwecji i ogólnie w Europie, zręcznie wplata w swoją opowieść kryminalną wątki społeczne, a głównie rasowe. Dzięki temu, to nie jest zwyczajny kryminał, tylko mądra historia, dająca do myślenia, ukazująca, że istnieje problem, nawet w tym pozornie idealnym szwedzkim społeczeństwie. Wystarczy impuls, czyjaś manipulacja, by człowiek (lub cała masa) przekształcił się w obojętnego, ziejącego nienawiścią potwora. A życie w tłumie takich potworów jest bardzo trudne, bo z reguły kończy się zbyt szybko. Konrad „nigdy nie bał się tłumu. Niepokoiło go co innego. Bał się chwili, w której zaciera się granica między jednostką a kolektywem, kiedy masa ludzi ulega jednemu impulsowi albo gorzej – kiedy wszyscy pogrążają się w obojętności”.
Walka Konrada ze zbiorowym milczeniem i obojętnością będzie ciężka, ale w końcu spadnie maska i czytelnik dowie się o jakiej pokucie mówiła przybrana matka Konrada: „Dobrze wiesz, i my też doskonale wiemy, że dźwigamy na barkach grzech, za który trzeba odpokutować”.

W powodzi tych wszystkich skandynawskich kryminałów z wątkami społecznymi to taka moja perełka. Mówi się, że to debiut lepszy od trylogii Larssona i tu się akurat zgadzam. Zamiast trzech opasłych, rozwlekłych tomów (które mnie zmęczyły) mamy zaledwie 380 stron ( i nie ma tu nic zbędnego!) na podstawie których, można byłoby też nakręcić bardzo dobry film. W Taniej Książce za jedyne 9 zł.

Olle Lönnaeus „Pokuta”, Wyd. Rea 2011, stron 380.

Reklamy

10 uwag do wpisu “„Pokuta” Olle Lönnaeus

  1. Świetna recenzja, bardzo mi się spodobała :). Zabawne, wczoraj w Taniej Książce patrzyłam na inną książkę tego autora, ale pomyślałam – po co kupować, jak takich raczej nie czytam? ;) Ale zaciekawiłaś mnie i chyba chętnie przeczytam :).

  2. Luiza – no dla mnie perełka, wszystko pasuje, nie ma żadnych zbędnych wątków, każda postać jest dobrze wprowadzona, nie ma jakichs udziwnień, fajna intryga, dobrze się czyta, w zasadzie jednym tchem a o to chyba chodzi.

    Gia – mam też dwie pozostałe ksiązki, jakie zapewne oglądałas, Nie wiem czy będą podobne ale mam taką nadzieję, że równie dobrze będzie się czytało :)

    Goska – dziękuję, wzajemnie – wg mnie to tez swietna książka, nie miałam się do czego doczepić

  3. Przepłaciłaś ;) Ja kupiłam za 5 zł. Skoro taka dobra jak piszesz, to długo nie poleży i ją migiem przeczytam.

  4. a mi się średnio jakoś podobało… jakoś średnio sprawdziła się książka jako kryminał.. bohater jakiś nieudolny był jeśli chodzi o wyjaśnianie sprawy i często miałem wrażenie jakby zapominał, co miał robić.. ot takie moje przemyślenia..

  5. a bo trudno od niego wymagać bóg wie czego w końcu zaden z niego komisarz czy inny policjant, zresztą w tych skandynawskich książkach z reguły wszystko dzieje się dosc powoli zeby tło mogło trochę pograć. tak myslę :)

  6. ano, możliwe, że jeszcze za malo tych skandynawskich przeczytałem.. ale trochę tego kryminalnego czegoś w kryminale mi brakowało ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s