„Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”

Nie mam żadnego tomiku poezji Wisławy Szymborskiej. Jej poezję znam ze szkoły, trochę z biblioteki i przyznaję się, że rzadko czytywałam i czytuję poezję. Ale kiedyś kupię sobie jakiś jej tomik wierszy, bo są piękne, bo sztuką jest w kilku zdaniach oddać mądrość, smutek, wiedzę, niewiedzę, miłość, rozpacz, cynizm…

W swoim odczycie noblowskim powiedziała: „W języku poezji, gdzie każde słowo się waży, nic już zwyczajne i normalne nie jest. Żaden kamień i żadna nad nim chmura. Żaden dzień i żadna po nim noc. A nade wszystko żadne niczyje na tym świecie istnienie.”

Warto dzisiaj o niej wspomnieć, bo to już rok minął odkąd jej nie ma. Niesamowicie ciepła, skromna i pełna dystansu oraz humoru kobieta. Zwyczajna ale niezwykła. Myślę sobie, że chciałabym mieć taką babcię….

We fragmencie wywiadu w tv dzisiaj, jaki widziałam powiedziała, że jak po śmierci trafi do piekła będzie pisała dedykacje na książkach wszystkim potępionym, albo prasowała im koszule (ale tylko rękawy) :) Ciekawe czy to piekło czasem odwiedza ;-)

Fantastyczne zdjęcie, prawda?

images

Tu leży staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy.
Wieczny odpoczynek  raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę” („Nagrobek”. W.Sz)
Reklamy

203 uwagi do wpisu “„Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”

  1. Ja ją po prostu kocham: i jako człowieka, i jako poetkę. Uwielbiam jej poczucie humoru, celną zwięzłość jej wierszy, niewymuszony, pełen mądrego dystansu i autoironii sposób bycia. Nie obchodzą mnie jej młodzieńcze potknięcia polityczne, za które tak wielu nienawidzi ją do dzisiaj: nikt mędrcem się nie rodzi, a młodość ma to do siebie, że jest naiwna, niewprawna, pogubiona i łatwo daje się omamiać, szczególnie ładnie brzmiącym ideom. Szymborska godnie potrafiła przyznać się do swojego niedoświadczenia, a nawet entuzjastycznej głupoty tamtych młodych lat – bez czarowania, bez fałszywego udawania, zwyczajnie. Mnie to wystarczy.
    Mam kilka jej tomików, wiele wierszy znam na pamięć. Kiedy jeszcze byliśmy z mężem narzeczonymi, kupiłam mu na prezent urodzinowy „Dwukropek”, bo oboje polubiliśmy wiersze z tego tomiku, wtedy właśnie wydanego – a tylko ja go miałam – i czytaliśmy sobie Szymborską przez telefon głęboką nocą :) Teraz, kiedy mamy wspólną bibliotekę, na półce z poezją mam dwa egzemplarze i kiedy na nie spojrzę, przypominają mi się tamte miłe chwile :)

    Polubienie

  2. Tak, to niesamowita kobieta. Ja nie jestem aż tak obeznana z jej poezją, żeby znać jej wiersze na pamięć czy jakos przesadnie się fascynować. Owszem, fascynująca była jej osobowosć,.. chętnie kiedys poczytałabym sobie jakąś biografię.

    A wspomnienie z mężem rzeczywiście bardzo miłe :)

    Polubienie

  3. Jak zwykle, poezja, gros komenciów…

    Jabłuszko,
    podpisuje się pod Twoim komenatrzem. Mnie wręcz słabo się robi, widząc że Szymborską chce się koniecznie grać tak, jak kolejnym argumentem politycznym. Takie szukanie „haków”, grzebanie z intencją jak można zdeprecjonować sukces. Wypomina się jej „poglądy młodości”, a przecież na tym polega kolei rzeczy. Ja też jeszcze zledwie kilka lat temu byłem święcie przekonany, że kapitalizm jest ideologią elastyczną (dobrą?)…
    Dla mnie Szymborska była osobą „staroświęcką”, ale w taki dobry sposób, wydaje mi się, że ona nawet specjalnie dla swojego pokolenia wydawała się „staroświecka”. O dystansie wspomnialaś i trzeba podkreślić, że doskonale się nim posługiwała, nie tylko w poezji, ale też w życiu. Stroniła od bycia na afiszu, mogła żyć „głośno”, a jednak unikała wikłania się bezpośrednio w teraźniejszość.

    Tak już u Nas jest, szuka się w jej życiorysie jakiś chorych potwierdzeń dla swoich tez, szuka się również w życiorysie jej męża rzeczy być może jeszcze gorszych. Jak widzicie, zostawiła mnóstwo pieniędzy na rzecz społeczeństwa (a nie musiała), a cześć społeczeństwa tego nie chce zobaczyć.

    Przytoczony wiersz jest idealnym testamentem :)

    Jabłuszko, ostatnio Ty mnie przywracałaś do pionu więc tym razem ja Cię wzywam, nie rozromantyzywuj się tak (szczególnie publicznie)! Ja po prostu zazdraszczam ;) Rozmarzyłem się, jak mnie jakieś dziewczę nieczyste podaruje Herberta, okaże serca i wezmę za żone, a co tam! ;)

    Polubienie

  4. Krzysiek, właśnie takich skromnych ludzi najbardziej chyba żal jak odchodzą….I zupełnie nie rozumiem tego grzebania w życiorysach, przypisywania win, oceniania.. Może ja też jestem jakaś staroświecka. Faktem jest że kobieta była niezwykła.

    Luiza
    Ale nieprzekonana do Szymborskiej czy do poezji w ogóle? :)

    Polubienie

  5. Krzysiu, skromność Szymborskiej jest już chyba wręcz legendarna: wystarczy wspomnieć jej stosunek do Nagrody Nobla, czyli „tragedii sztokholmskiej” jak sama mówiła. Pamiętam jej wypowiedzi z tamtego okresu: skrępowanie, przerażenie, chęć ucieczki, wycofania się z całego tego medialnego szumu dominowały, nie było żadnego samozadowolenia, buty innych nagrodzonych. Zresztą, na co dzień też taka właśnie była: życzliwa, zainteresowana, uśmiechnięta, chociaż, nie powiem, łatwo i chętnie dystansu nie umiała przełamywać (a pewnie i nie chciała). Mnie to nie przeszkadzało, bo mam dokładnie tak samo :), ale wiem, że ludzie i to, bywało, mieli jej za złe. Cóż, taka po prostu była. I do tego niepospolicie mądra.

    Grzebanie w życiorysach, czyichkolwiek, dla wydobywania haków, uważam za rzecz ohydną. Nie znam nikogo, kto w swoim życiu nie zrobiłby przynajmniej raz czegoś takiego czy nie zachował się w taki sposób, aby po latach, na samo wspomnienie, nie odczuwać wstydu i niechętnie wracać myślą do minionych wydarzeń. Oczywiście, są czyny czy postawy, które na rozliczenie jak najbardziej zasługują: trzeba o nich pamiętać, trzeba je wyjaśniać. Są to jednak kwestie różnych skrajności, które bezdyskusyjnie podlegają moralnym osądom. To, że się upada, błądzi, bo jest się za młodym na doświadczenie, za głupim na rozumienie, nie ma przy nas nikogo, kto objaśniłby otaczającą rzeczywistość, wytłumaczył, wskazał alternatywy – jest etapem każdej młodości. Za kompletną bzdurę i niezwyczajną durnotę uważam nękanie kogokolwiek za błędy młodości przez całe życie. I w taki sam sposób postrzegam wzywanie do odpowiedzialności za grzechy innych.

    Twoje plany matrymonialne przyszło mi ze zdumieniem przyjmować do wiadomości: Herberta swatem chcesz zrobić? Różne już przypisywano mu za życia i po śmierci godności, ale takiej się chyba jeszcze nigdy nie doczekał :) Swoją drogą, łatwe będzie miało to dziewczę zadanie: tu wierszem rzuci, tam rożek tomiku z kieszonki wysunie, ówdzie frazą poetycką zanęci i gotowe: kandydat na męża przygwożdżony ;) A jeszcze jak odrobinkę serca okaże, z rączki powabnej jadł będzie ;) Ależ te amory w dzisiejszych czasach błahe się porobiły! Wystarczy znajomość Szymborskiej i Herbarta, no, może jeszcze Iłłakowiczówny ;), a panny wybierać i przebierać mogą w obfitości potencjalnych małżonków ;) Za moich czasów trzeba się było jednak bardziej wykazać :)

    Mój romantyzm natomiast jest takiej natury, że, chociaż się nawet i publicznie objawi, bogactwa mojej osobowości w najdrobniejszej cząstce i tak nie wyczerpie :)

    Polubienie

  6. Mary, uwielbiała obraz „Kobieta nalewająca mleko” (albo „Mleczarka” czy „Dziewczyna z dzbankiem mleka”) Vermeera. Poświęciła mu nawet jeden ze swoich wierszy. Zawsze, kiedy odwiedzała Rijksmuseum w Amsterdamie, długie godziny potrafiła spędzić przed tym dziełem. Zresztą, sama przyznawała, że do Amsterdamu jechała tylko dla „Mleczarki” :) Ja też bardzo lubię ten obraz: i jak Szymborskiej wydaje mi się, że dopóki ta dziewczyna przelewa mleko z dzbanka do miski „nie zasługuje świat na koniec świata” :)

    Polubienie

  7. Kurcze, dziewczyno, ale Ty masz wiedzę…. podziwiam. Nie wiedziałam, dzieki za informację. Poszukam sobie tego obrazu, bo pewnie też nie znam :D Moja znajomość malarstwa ogranicza sie do twórczości Beksińskiego i kilku innych pojedynczych obrazów klilku innych malarzy:)

    Polubienie

  8. Są jeszcze jakieś świętości Jabłuszko? Jest coś jeszcze bezdyskusyjnego? Powiem przewrotnie, że jedynym rozliczeniem jest śmierć, tylko jakoś mało ludzi ona zadowala… Ja chyba w rozliczenia nie wierzę, perspektywa czasu wszystko zasypuje piaskiem niepamięci.

    A uważasz, że wycofanie się Instytutu Książki z „patronatu” nad nagrodą Włodka jest dobrą decyzją?

    Oj, Jabłuszko! Ty to od razu tak na poważnie! Z Herbertem łączy nas przyjaźn, z tuzów poezji najbliższy moim poglądom. Błahe? Czyżbyś uważała, że Herbert łatwy w odbiorze? Wyrecytować być może łatwo, ale na zrozumienie potrzeba czasu! ;) Tak, zgodze się, cieniem Twojego romantyzmu upiłbym się do nieprzytomności.

    Za Twoich czasów. :D Prosze cię, Jabłuszko, perspektywa czasu? Wróc do ostatniego zdania pierwszego akapitu ;)

    Polubienie

  9. Mera,
    „Mleczarka” dobija powoli statusu Mona Lisy, czyli statusu obrazu straconego w odbiorze.

    Polubienie

  10. Mary, Beksińskiego też lubię :) Chociaż, chyba, bardziej się go boję :) Tak czy siak, ależ on ma wyobraźnię!!! :)))

    Polubienie

  11. Krzysiu, tak: są jeszcze jakieś świętości! Bezdyskusyjnie są! I są ludzie, którzy sprawom i pojęciom status taki bez wahania nadają. Uważam, jak i Ty, że śmierć wszystko zniweluje, ale z pewnych czynów i sądów człowiek i za życia rozliczony być powinien. Wierzę, że jest to możliwe, że ostracyzm i wyraźne, głośne potępienie mogą mieć moc uzdrawiającą. Inaczej każda zbrodnia uchodziłaby bez śladu.

    Co do patronatu Instytutu… Nie, nie jest to dobre posunięcie. Myślę, że decyzja poetki powinna zostać uszanowana, a jej idea w życie wcielona. Bez personalnych przepychanek i zawłaszczania dla siebie roli opiekuna sumień. Tyle w tej kwestii.

    Herbert, jeżeli o poezję idzie, w odbiorze jest średni i trudny: zależy od wiersza. Jego teksty prozą są trudne. Czy to poezja czy proza Herbertowska, trzeba być, czytając je, mocno zakorzenionym w kulturze, bo odwołań i nawiązań tam mnóstwo, a bez takiej wiedzy interpretacji można nie podołać. Nawet na pewno się nie podoła.

    Krzysiu, bo ja poważną osoba jestem i na poważnie wszystko odbieram. Szczególnie moje w romantyzmie rozmiłowanie i Twoje nad tym studia ;)

    Polubienie

  12. Przepraszam Was na jakieś pół godzinki: muszę odejść od komputera. Odpowiem, jakby co, po powrocie :)

    Polubienie

  13. Rozumiem :) Tli się w Tobie młodość, po prostu :)))

    Decyzja IK to strzał we własną stopę. Te same Państwo, które raptem kilkadziesiąt lat temu namawiało Włodka do współpracy (ja umownie przyjmę pewne założenia, na bieżące potrzeby) dzisiaj pod postacią innej instytucji odżegnuje się od niego. Ironicznie zapytam, gdzie te świętości? Można „ostracyzmować” własne Państwo? Jabłuszko, nie odpowiadaj, ot, moje wątpliwości – niech pozostaną w takim stanie.

    :) Hehe, no tak, być może banalne, ale w skrócie masz rację – Herbert po prostu dostrzegał, że kultura, która trzyma ludzkość w ryzach, nieodpowiednio użyta, może ją rozsadzić (ludzkość znaczy :). Twoje nawiązanie do malarstwa równie dobrze komponuje się z Herbertem :)

    :))))) Wierze Ci na słowo, a wywlekać więcej nie będę, choć uprzedzam dżentlemenem nie jestem – brak mi powagi, nasza Gospodyni może ręczyć własnymi słowami ;)

    Polubienie

  14. Szkoda, że nie jesteś dżentelmenem, bo mamy ci ich w naszych czasach deficyt, a przydałoby się kilku – chociażby dla korelacji z czasami nie tak dawno przecież minionymi :) Ot, marzenia romantycznej duszy ;)

    Z tym banałem to o co innego mi chodziło: nie napisałam, że Herbart jest banalnym poetą, tylko, że banałem trąci łowienie faceta na znajomość mowy wiązanej – tak jak do niedawna prym wiódł tu sposób na stan błogosławiony ;) Chociaż, w naszej dobie powszechnego niemal niedoczytania, być może wiedza o tym, kto jest kim w liryce i znajomość wszelkich lirycznych uniesień w ogóle murowany sukces na każdej randce zapewnić może :) Ale, podobno, panowie nie gustują w kobietach zbyt inteligentnych i zbyt oczytanych, więc tu, jako pewnik, stawiałabym raczej na lotne orientowanie się w poplątanych korelacjach serialowych ;)

    Herbert dostrzegał, przede wszystkim, jak nasza kultura, w kręgu śródziemnomorskim posadowiona, przenika nasze życie i wszelkie jego aspekty. Bez względu na miejsce i czas, scala i ocala, w sposób uniwersalny przekazuje prawdę o człowieku. Trzeba mieć tego świadomość, przystępując do Herbarta. Bo czy to starożytna Grecja, czy współczesna Polska, życiem ludzi kierują te same namiętności i te same dążenia. Ślad tego pozostaje w sztuce, a Herbert w mistrzowski sposób potrafił to udowadniać. Podobnież czynili chociażby Zygmunt Kubiak, Jan Parandowski, Robert Graves czy prof. Anna Świderkówna.

    Polubienie

  15. Jeśli chodzi o życie Szymborskiej a co za tym idzie kwestie IK się nie wypowiadam bo nie jestem zbytnio w temacie, nie śledziłam, nie interesowało mnie to, nawet nie wiedziałam kto ten Włodek (sprawdziłam) (jak mówię, z poezją jestem na bakier, więc nie chłonę wszystkich informacji kulturalnych, a nawet jeśli chłonę to powierzchownie, bo najzwyczajniej w świecie musiałabym mieć łeb jak sklep). Przyznaję więc że niewiele wiem o Szymborskiej i jej przeszłości, więc cóż mogę powiedzieć.
    Podobnie z Herbertem – jestem w tym temacie zielona, więc zostawiam Wam dyskusję.
    a Krzysztofowi życzę, aby jakaś jurna dziewoja ‚zaatakowała’ go Herbertem ;;-) skoro taki mu bliski.

    Mogę tylko się wypowiedzieć na temat Beksińskiego, który faktycznie przeraża i nie trafia do wszystkich, bo jego twórczość jest mroczna, ciężka, smutna często wręcz obrzydliwa. Niemniej jednak taka wariacja na temat świata i uczuć pasuje mi bardziej aniżeli jakieś słodkawe obrazki z sielską naturą.

    Polubienie

  16. Mary, Beksiński i do mnie mocno przemawia – właśnie tym, że taki mroczny i ciężki, smutny. Obrzydliwości, o dziwo, tam nie widzę: być może dlatego, że to, co pod obrzydliwość podpadać u niego może (a widzę, że sporo może), mnie zawsze kojarzyło się z prawdą o człowieku. Bo nie uważam, że człowiek jest z natury dobry i jasny. Wręcz przeciwnie: tylko cywilizacja i wszelkie normy kultury nas przy dobru trzymają. Gdy tych zabraknie, pierwotne, zwierzęce instynkty górę biorą, a samo dobro jako anomalia (pozytywna, oczywiście) występuje. Wystarczy poczytać o czasach wojen, zawieruch, katastrof, obozów, posłuchać wspomnień takich doświadczeń. Jakbym Beksińskiego oglądała: całe to zjadanie się, rozkład. obdzieranie, strach. Jakby te obrazy ożyły.

    Polubienie

  17. Tak, właśnie o taką „obrzydliwość” mi chodziło, miałam na myśli że dla wielu widzenie świata przedstawione przez Beksińskiego jest właśnie odbierane jako obrzydliwe, no bo te wszystkie czaszki, szkielety itp. A to rzeczywiście jest prawda o człowieku.
    I te wszystkie deformacje, szkielety ukazane podczas kopulacji, wręcz sadyzm często w pewnym okresie jego twórczości nie do każdego przemawia. Zresztą nie dziwię się. Nie każdy ma taką „wrażliwość”. A mnie cała ta tematyka grozy, fantastyki czy innych symboli, jaka jawi się w jego obrazach jest bliska.

    Pamiętam kiedyś chyba przez 20 minut wgapiałam się w jego jeden obraz (u mnie w muzeum w mieście) na którym leży martwy (chyba czerwony) ptak jakoś wyrzucony przez morze na brzeg. Jego oczy tak przykuły moją uwagę…nie sposób się było od nich oderwać. Moc.

    Polubienie

  18. No i to jest ta sama moc, która Szymborską do „Mleczarki” przykuwa :)
    Ja Beksińskiego tylko z reprodukcji znam: na żywo żadnego obrazu nie widziałam. Luis Royo maluje w podobnym tematycznie nurcie, ale jego prace to zupełnie inny kaliber sztuki. Beksińskiego i Royo łączy jedynie upodobanie do takich samych lub podobnych motywów-symboli: u Beksińskiego kopulują szkielety, u Royo kobieta i robak-robot na przykład. Royo jest bardziej ku technice zwrócony (ale nie tylko, warunek to nie jest), Beksiński bardziej w głąb człowieka patrzy, jego przemijania. Ale u obydwu widzę ten sam zamysł, wyrażony tylko nieco inną wizją. Fascynują mnie obaj, każdy na swój sposób :)

    Polubienie

  19. :) Royo kojarzę mniej więcej. Coś tam kiedyś chyba oglądałam (tylko w internecie) ale nie pamiętam już za bardzo. Widocznie jakiegoś intensywnego wrażenia nie było.

    Z bardziej „żywych” w sensie kolorystyki (mniej mrocznych) uwielbiam Salvadore Dali. To taki kolejny ‚osobnik’ którego wariactwo mnie zachwyca. Te wszystkie surrealistyczne wizje, symbole… trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię. Podobnie zresztą jak mój rodzimy malarz (w sensie z mojego miasta pochodzący) Tomasz Sętowski którego wyobraźnia mnie powala.

    Polubienie

  20. Widzę, że twoja wyobraźnia ku surrealizmowi mknie jak strzała :) Dalego-malarza lubię, chociaż jakoś bałwochwalczo oddana mu nie jestem: po prostu podobają mi się niektóre obrazy. Odrzuca mnie trochę jego popularność naczelnego dziwoląga w malarstwie, te wszystkie kubeczki, notesy, serwetki, budziki obklejone jego reprodukcjami. Strasznie mnie denerwuje, kiedy kultura popularna przetwarza tę wyższą na zjadalną dla każdego papkę. Wiem, malarz nic tu nie winien, ale jakoś nie potrafię się z tym utożsamić i o nieznośny kicz zatrąca mi wszystko, co dla „ludu” zmobilizowane – nawet z tych wysokich półek. Dali taki mi się cepeliowy już zrobił. Do Dalego-człowieka przekonania jakoś nigdy nie miałam, więc w sumie istnieje dla mnie o tyle, o ile, poniekąd i mimochodem :)

    Tomasza Sętowskiego nie znam wcale. Zainteresuję się.

    Obawiam się, że ze swoim upodobaniem do starych mistrzów – włoskich i flamandzkich, czasami francuskich, czasami rosyjskich, niektórych polskich, poklasku u Ciebie nie zyskam :)

    Polubienie

  21. O, pan Sętowski to jest to! Dzięki za nową inspirację! Kolory, wyobraźnia, detale – to jest to! Trochę Breugela mi przypomina :)

    Polubienie

  22. hehe, nie no, dlaczego? Ja się po prostu słabo znam na malarstwie, ale kiedyś jeszcze chyba w liceum (czyli wieki temu ;)) zbierałam sobie takie czasopismo „Wielcy malarze” i tam byli wszyscy przekrojowo i ogólnie ale pamiętam z tamtych czasów że lubiłam impresjonistów.
    Potem się zachwycałam jednym jakimś flamandzkim (?)(ale już nie pamiętam kto to był, może i Vermeer? czy Ternier -)
    Ale to było dawno i potem jakoś zupełnie nie interesowałam się malarstwem dopóki nie trafiłam na Dalego (fakt, być może za bardzo ‚sprzedajny’ choć w sumie nie wina jego), czy właśnie dużo później na Beksińskiego.

    Polubienie

  23. Nie złość się Jabłuszko na mnie, ale co ja mam Ci powiedzieć. W dobie „postępu” bycie dżentlemenem to społeczne samobójstwo. No chyba, że nie wiążesz dżentlemeństwa z tradycją – w szerokim rozumieniu. (w co wątpie).

    Ba! Banałem trąci, bo takie czasy. Zbanalizowano poezje, sprowadzono do wierszyka, mówiąc dzisijeszym językiem, poezji robi się zły „piar”. Wspomniałaś, że trzeba znać konteksty aby móc lepiej (lub w ogóle) zrozumieć… O widzisz sama wpadasz w tony „uniesień” (to już jest dla mnie taki wstęp do poziomu „banalizowania”) – ale wybaczę Ci jako błąd w retoryce ;))))))

    O kobietach się nie wypowiadam, skręcamy w scieżki prywatne, sama może odgadnać, że dla mnie to demoniczna sfera, a serialowość to tylko jakiś tam upiększacz typu świecidełko – dla mnie czarna magia (nawiązując ironicznie do nomenklatury ;).

    Panów znam lepiej (z wiadomej racji bycia jednym z nich) i jest napewno spora liczba wartych zasięgnięcia choćby po jeden wiersz.

    Stan bogosławiony???? Kobieta w naturze ma wpisane rozwiązłość. Posłuchaj Jabłuszko czasami swoich koleżanek, tyle słów, tyle zdań, tyle korelacji (już wiem dla kogo pisane są seriale). ;D

    Herbert? Nie zgodzę się. Inaczej, bo źle to ujłąłem w poprzednim komenciu. Herbert wskazał tylko, że kultura to wspólne punkty, a prawda uniwersalna to dla mnie coś czego chyba nie jestem w stanie objąć w sens… Jest coś takiego?

    Herbert pisał o przegranych, ale też dawał do zrozumienia, że w momencie, w którym nie będzie się dopominać o nich, kultura przestanie istnieć. Sama sztuka nie wystarczy, bo co po niej, jak nie będziemy odnajdywać w niej wspomnianego przez Ciebie śladu? W tomie z „Panem Cogito” z cała swoją surowością stwierdził, że ten ślad się zaciera… i nic na to się nie poradzi. Nie jest to optymistyczna wizja, choć marnym pocieszeniem może być fakt, że nie oznacza to, że mamy nic nie robić.

    Mery,
    może to i lepiej ;) A do Beksy kiedyś wrócimy. Pod notką jest limit komentarzy, a zapawne jeszcze nie raz wspomnisz o nim :)
    A mnie lepiej życz stanu bogosłowianego, choć nigdy mi to nie groziło i chyba nie będzie grozić.

    Polubienie

  24. „Wielkich malarzy” też zbierałam: mam ich do dzisiaj, chociaż brakuje mi kilku numerów. Nawet segregatory do tych zeszytów później wypuścili, ale denerwował mnie sposób wpinania, więc zrezygnowałam i mam luzem. Dobra rzecz ze względu na reprodukcje, bo treści tam wiele nie było – raczej na zasadzie liźnięcia tematu :)

    Może Turner? ;) Był taki malarz, ale na pewno nie flamandzki :)

    Mam swoich ukochanych malarzy, których twórczość cenię, i która do mnie trafia w całości. Ale są też i tacy, co zachwycili mnie poszczególnym konceptem: na tej zasadzie lubię „Madonnę ze szczygłem” Rafaela, „Zwiastowanie” Giotta, niektóre obrazy Goyi, Wrubla, Leonarda da Vinci, czy np. Fragonarda, którego pantofelek, ciśnięty w powietrze z nóżki huśtającej się damy, jest dla mnie kwintesencją wielkości i figlarności sztuki. Lubię takie detale: żarty, światłocienie, mrugnięcia okiem :)

    Polubienie

  25. Od poezji do malarstwa. Bardzo lubię malarstwo choć paradokslanie powiem Wam, że czasami mnie przeraża mnogość symboli i nie do opisania szczegółowość.

    Beksiński ma „ostry przekaz”, wyraźna symbolikę, ale obrazy to sztuka, która najlepiej zaczynać od źródła, czyli bez kontekstów dopiero później można ja dobudowywać licznymi odniesieniami.

    Mary wie, to wspomnę w obowiązku kronikarskim, mnie uwiódł ostatnio Schulz. Uwiódł – to słowo wręcz szalenie pasujące.

    Polubienie

  26. Krzysiu, ostatnią rzeczą, jaką zrobię kiedykolwiek w gościnie u Mary, będzie złoszczenie się na Ciebie: cóż, czasami się po prostu nie zrozumiemy i stąd, zapewne, takie a nie inne wrażenia :) Doprecyzować swoje myśli przy pomocy klawiatury nie zawsze się udaje.
    Kiedy pisałam o uniwersalizmie odniesień kultury myślałam dokładnie o tym, co Ty „wspólnymi punktami” określasz :) Może i popadam we wzniosłe tony (na pewno tak jest, mam świadomość winy), ale są sprawy, o których pisać innym tonem nie mogę, a są i inne, gdzie bez problemu językiem ulicy pooperuję ;)

    O kobietach w ogóle, obiecuję, nie będę do Ciebie pisała: znam się dobrze tylko na sobie :)

    A Herbert? Cóż, dla mnie to przede wszystkim moralista z jednej, a poszukiwacz uniwersum z drugiej strony.

    Polubienie

  27. Krzysztof- no baa…. Albumy lubię. Od dawna choruję na jakiś ciekawy album w/w lubianych przeze mnie malarzy. Nie mam przecież okazji bywać na wystawach itp. a to jeden ze sposobów „chłonięcia” sztuki, który nieco zastąpić można albumem

    Polubienie

  28. Schulza wolę czytać. Malarzem (rysownikiem?) był dla mnie takim sobie. Plus mu dam za baśniowość i symbolikę, ale kreskę miał jednak słabszą.

    Polubienie

  29. Merka,

    odnośnie książki pierwszej, musiałbym zobaczyć, a to cieżko dostępne :)
    odnośnie Schulza, mam z SOTu Księge Obrazów, nie widzę sensu dublować, tym bardziej, że „Księga” wydana rewelacyjnie, i w jakości wykonania, i w obfitości materiału.

    Polubienie

  30. Mery,
    no pewnie. Tylko mnie boli to, że u nas albumy wydaje się w megalomańskiej wielkości (co pociaga za sobą cenę), a niekiedy bywa, że reprodukcje w tych megalomańskich gabarytach są marnej jakości :)

    Od lat poluję na jakiś dobry album, wybór niby jest, ale właśnie – albo cena, albo rozbicie na kilkanaście tomów (bez rozbicia ceny :D).

    W ogóle chyba malarstwo to u nas jeszcze bardziej elitarna rzecz niż książka, nie sądzicie? :D

    Polubienie

  31. No albumy wyd Arkady są okropnie drogie. Od dawna poluję na album „Szczyty Świata” Stefano Ardito wydany właśnie przez Arkady. Fakt że cena około 90 zł może nie jest zbyt wygórowana ale z racji kupowanych hurtowych ilości książek przeze mnie ostatnio ;) wolałabym aby był tańszy :D niemniej jednak jest piękny…

    A co do malarstwa, cóż, chyba to faktycznie bardziej elitarne… ale nie siedzę w tym temacie zbyt mocno, więc ciężko mi ocenić. Nie wiem jak to wygląda.

    Polubienie

  32. Jabłuszko,
    wybaczam Ci. W listopadzie Wrocław żył troche Szulzem i tak zostałem porażony, bo o ile prozę jego znałem, o tyle obrazów żadnych.

    Ale jestem spokojny, mogę zrozumieć, że kobieta nie widzi tej kreski – wybaczam każdej – bo wiem, że dla wielu ważniejsza kreska pod oczami np.

    Polubienie

  33. Mery,
    z tego co ja widziałem namacalnie i naocznie, takie 90 zł to jest dolny przedział w kategorii albumy :D
    Podobała mi się jedna seria (nie pamiętam jak się nazywała), ale wydana epokami i było chyba z 10-15 tomów, tyle tylko, że cena coś chyba 70 zeta za tom :D

    Polubienie

  34. Nie no Mercia, Jabłuszko dała Schulzowi plusa, jam tylko dla równowagi wyrównał minusem (tkzw. kreską) ;)

    Polubienie

  35. No ja wiem, że 90 zł to niewiele w porównaniu do innych cen, mówię tylko, że póki co dla mnie to sporo.Wiem, wiem, wystarczy zrezygnować z fajek przez jakiś czas i się uzbiera, ale wiesz jak jest ;DDD

    Polubienie

  36. Hehe, ale ja nic o fajkach nie mówiłem! :DDDD Choć racja, lepiej żeby Ci zókł papier w albumie niż skóra, ale gdzie Ty mnie tam usłuchasz ;)

    Polubienie

  37. Wiesz co Mercia?
    Drogie Jabłuszko…

    Zabawne, wyszliśmy od poezji, a skończyliśmy papierosami. W tle wiele tematów. Piękna klamra, w której i sama Szymborska się odnajdywała. Wszak poezja i papieros to nieodłączny element jej bycia tutaj na ziemi :) Jedno uleciało z dymem, drugie pozostało… Cała Szymborska ;)

    Polubienie

  38. Nie palę, wiec cóż ja o papierosach wiem i o ich związkach z poezją? ;) Konsumuję ją bez dymka, tak mi smakuje najlepiej :) W czasach, kiedy sama pisałam, na papieroska byłam za młoda.

    Polubienie

  39. Dzięki,
    i Tobie J. za błogosławieństwo (związków),
    i Tobie M za poczęstunek

    Dobrej nocy, pełnej impresjonistycznych symboli życzę :)

    Polubienie

  40. E, w tym to co drugi jest mistrzem ;) A bywają i takie dni, że gdzie się nie obejrzysz, tam sami pozatruwani ;) Oryginalną się chciało być, co? ;)

    Polubienie

  41. Mary, może jutro się uda :) Niedziela jest wyśmienita pod tym względem. Zawsze ją za to lubiłam :D

    Polubienie

  42. Niedziela to najgorszy dzień tygodnia: gnuśna, nijaka, wlokąca się, po brzegi fałszywą religijnością wypełniona. Jak niedziela w kalendarzu nastaje, to dla mnie dzień armagedonu przychodzi. W niedzielę najlepiej się doły pielęgnuje i nowe wyhodowuje, więc jak ulał pasuje do piętrzenia problemów – tych wyimaginowanych też :) Czego Ci nie życzę, oczywiście, ale jak Ci potrzeba – masz jak znalazł ;)

    Polubienie

  43. No i obróć się tu, człowieku, z dobrą chęcią, to zaraz „dziękuję, nie skorzystam” ;) A później w świat idzie, że człowiek nieużyty, że babka babkę w łyżce herbaty utopi prędzej niż ku niej z dobrym słowem pospieszy ;) Co za naród! ;)

    Polubienie

  44. Zmykam, dobrej nocy życzę, znośnej niedzieli – mimo wszystko – i głowy nie nabitej żadnymi problemami :) Może miałko to brzmi, ale prawda jest taka, Mary, żem Ci życzliwa, więc z serca życzę :) Bywaj.

    Polubienie

  45. :)))))) a propos wczęsniejszego: no nie skorzystam no nie chcę mieć gnuśnej i nijakiej niedzieli :P Jutro zamierzam poczytać więc trzeba się nastroić na przyjemny dzień a nie na jakieś armagedony :)
    A Ciebie i tak lubię więc mi tu nie marudź że chcę Cię w łyżce herbaty topić. Wiesz, mam w tym swój cel, jak Cię utopię to kto mi tu będzie komentował? ;-))) :P

    a propos ostatniego: dziękuję CI serdecznie i wzajemnie :))) Bywaj

    Polubienie

  46. Jak to kto? Niezawodny Pan K.! ;)

    No to miłej lektury niedzielnej :)))

    P.S. Jezu, ale ten Dedalus ma książki! Już 18 nabrałam do koszyka :D

    Polubienie

  47. Widziałaś? andrew-vysotsky.blogspot.com/2013/02/debiutant-pozywa-recenzenta.html
    Ręce opadają.

    Polubienie

  48. Jabłuszko – tia widziałam. Z tego co zauważyłam, śledząc kiedyś dyskusje w necie na temat polskich książek, większość „recenzentów” (blogerów) boi się pisać o debiutach z racji takich własnie oszołomów, którzy krytyki nie przyjmują wcale a wcale i myślą, że jak już wydali książkę to wszyscy będą piać z zachwytu. Wystarczy wytknąć błędy,albo zwyczajnie napisać że się nie podobało i widzisz… przerośnięte ego i zero kultury i dystansu.

    Polubienie

  49. Mary, mnie się już na ten temat nawet nic pisać nie chce, bo wszystko od dawna wiadomo. Tyle tylko, że po raz pierwszy spotkałam się z bezczelnym wmawianiem kłamstwa i za kłamstwo to straszeniem sądem. Niby wiem, że małych ludzi jest wśród nas zadziwiająco sporo, ale tu przekroczono już wszelkie granice. Jak sobie pomyślę, że ktoś jest zdolny do takich zagrywek, to mi się odruch wymiotny nasila. Jezu!

    Polubienie

  50. Krzysiu, czasu by nie wystarczyło na wymienianie poszczególnych tytułów. Powiem tylko, że za 157 PLN nakupiłam 18 książek, w tym jedną, której poszukiwałam od dawna :)

    Polubienie

  51. Mary, ja takich postanowień nie robię, bo wiem, że nie dotrzymam, a kac moralny to nie jest to, co takie jak ja jabłuszka lubią najbardziej ;) Postanowiłam sobie tylko większą dbałość o rozrzut finansowy w moim kupowaniu książek, bo perspektywa codziennego jedzenia chleba z keczupem przez 3/4 miesiąca jakoś mi się nie uśmiecha :)

    Polubienie

  52. Jak się będziesz pozbywać to wiesz gdzie pisać :)

    Hehe, zawsze jak chodzi o wojenki i szabelkowanie, to pierwsze co przychodzi odruch wymiotny. Jabłuszko, lepiej czytać :)

    Ano tak, u Ciebie Dedka nie ma :)

    Polubienie

  53. Hehe, chleb z keczupem. Od razu mi te zdjęcie stoi przed oczętami. Kromka a na niej napisane keczupem SER :DDD

    Polubienie

  54. Krzysiu, prędzej się mojej szafy ciuchów pozbędę – bez żalu, niż obcym na żer wydam choć jedną z moich książek! :) Mam jeszcze trochę sreber rodowych i biżuterii z kamyczkami, więc w głodowej chwili te oddam lichwiarzom ;)

    A, że lepiej czytać, to wiem: i czytam :) Tyle tylko, że nie zawsze teksty pokrzepicielskie ;)

    Polubienie

  55. A ja ci mówię Jabłuszko, uruchom Tivi, i ciekawiej, i wygodniej. I tanio, sam premier zachęca do niepłacenia abonamentu! A w tivi jest jeszcze ten niespotykany w książkach element uspołeczniania się :)

    Sprzedaj księgi, kup plazmę :)))))

    Polubienie

  56. O, przepraszam! Chleb z keczupem jadł regularnie przez dwa miesiące jeden z moich kolegów ze studiów, który rodzicielskie apanaże na życie i opłaty (m. in. na akademik) z fasonem na książki przepuszczał :) Nie ma to jak ułańska fantazja w hołdowaniu własnym namiętnościom! Niestety, kobietą będąc wprawdzie, odkryłam czasu swego, że i ja mam jej we krwi sporo :)

    Polubienie

  57. Tak, tu się zgodzę ułańska fantazja o romantycznym zabarwieniu, czy to związki jodu tak działają?

    Polubienie

  58. Sardoniczny Krzysztofie: duch czasu ma we mnie wyjątkowo opornego piewcę – plazma mnie nie interesuje i jako przedmiot pożądania, i jako zaspokajacz moich intelektualnych ambicji. He, he, „sprzedaj księgi” – do kogo ta mowa?! Kiedy, młodymi pacholętami będąc, decydowałyśmy się z siostrą na sprzedaż podręczników szkolnych, zawsze ona musiała dzieła dokonywać, bo ja, ze wstydu, pod punktem skupu zostawałam: jakoś tak zdolności do handlu mam mizerniutkie, niestety :)

    Polubienie

  59. Ale ja ci nie wróg, na TVP kultura leci program „Czytanie w wannie”, i oko zaspokoi i umysł ;) A miałaś przerwy w czytaniu? Poza studiami, bo na studiach nikt nie czyta :D

    Polubienie

  60. No to podrzucę tytuł: „Sonnenschein” Dasa Drndić :) Mnie takie rzeczy interesują, to może komuś też się przyda :)

    Polubienie

  61. Nie, nie miałam. Czytam zawsze – od zawsze :) Więcej: bez książek dla mnie życia nie ma. No to masz dowód, żem prawdę rzekła ;)

    Polubienie

  62. Mary, to jest właśnie ta książka, której szukałam, a którą udało mi się właśnie w Dedalusie nabyć – jako jedną z tych 18 :) W wydaniu, o którym piszesz.

    Polubienie

  63. Krzysiu, mąż mój ma dokładnie tyle samo kochanek dookoła, więc rozumie jak nikt i oko przymyka :)

    Polubienie

  64. Mary, ani mi się waż zostawiać mnie samą z Panem K. w jakimś wydzielonym miejscu! ;) Dobra koleżanka tak nie postępuje ;)

    Polubienie

  65. Jabłuszko, oj właśnie dobre by były z Was koleżanki, identyczne podejście do pewnych spraw, żeby nie powiedzieć osób.

    A Merce dawano mówiłem, żeby mnie zbanowała, bo moje komentarze ani nie są przenikliwe, ani krytyczno-literackie, ani nawet prywatne, sam sardonizm wycieka :D

    Polubienie

  66. Krzysiek – żaden sardonizm, czy inna ironia :) po prostu tak mi się wymskło :P

    Jabłuszko – :))))))))) nie bój się, nie zostawię :DD będę Cię bronić nawet , jeśli chcesz ;)

    Polubienie

  67. No jakbyś dociekała, to już by był poważny zarzut w stosunku do męża. Ale wiesz, my z Mera zawsze Cię wysłuchamy.

    Przepraszam za żywiołowość, muszę se odreagować wojenki :)

    Polubienie

  68. Mary, wiedziałam, że z Ciebie ekstra babeczka jest! :))) Jakby co, to ja za Ciebie też Krzyśkowi lanie spuszczę ;)

    Polubienie

  69. Do wszelkich zajęć poza-zawodowych innych od wlewania w siebie tekstu i wyciskania areobowych granic, nie ma talentu – ku Twojej uciesze ;)

    Polubienie

  70. I same widzicie dlaczego kobiety nie powinny pochłaniać celulozy. I tak po lekturze zawsze zdajecie raport mężczyźnie! :P

    Polubienie

  71. Szczerze Wam powiem, że czasami mam ochotę rzucić książkę w kąt. Nie wiem, czy to może dobór lektur?

    W tivi kurcze przynajmniej emocje są :D

    Polubienie

  72. Jabłuszko : oooo tak, kiedys ta książka (Wyjątek) chodziła po ponad 50 zeta na allegro, ale w dedku jest tanio za chyba 5-8 zl. Nie wiem czy to jakis unikat był swego czasu ale wiele osob mi ją polecało jako genialne studium psychologiczne rodzącego się zła w człowieku. Ogólnie ponoć bardzo warto, kupiłam ją kiedys tylko jeszcze nie przeczytałam. Troszkę nieporęczny format ma :) ale zakup na pewno dobry, przynajmniej wg opinii

    Polubienie

  73. No, ja właśnie na opinię o niej trafiłam i bardzo mnie zaciekawiła. W Dedalusie nie kupię, bo już paczka jedna skompletowana, a na Allegro trafiłam po 8 zł :) Z kosztami będzie tyle samo, co w Dedalusie.

    Polubienie

  74. Noo to spoko. Pamiętam jak jej szukałam kiedyś i jak własnie wtedy była w necie cholernie droga i wchodząc do dedalusa kiedys od razu zobaczyłam ją na półce :) i aż wybałuszyłam gały że tam taka cena…
    ps. no trochę zle w miękkiej tym bardziej że to taki format zbliżony do A4

    Polubienie

  75. Mnie się zdarzyło w takich właśnie okolicznościach kupić kiedyś Dana Simmonsa „Terror” :)

    Polubienie

  76. O matko! No to, faktycznie, formacik pierwsza klasa :D Dziwne tym wydawcom czasem do głów pomysły przychodzą. A potem się krzyczy, że czytelnictwo kuleje ;)

    Polubienie

  77. Dla mnie najlepszym formatem i sposobem wydania jednocześnie (szycie!) są Czytelnikowskie książeczki z serii Nike: te stare, i te nowe. Uwielbiam takie maleństwa :) szkoda, że zbiorków poezji już się w takich rozmiarach nie drukuje. Kiedyś to była norma.

    Polubienie

  78. Mary, bo, prawdę mówiąc, nie wszystkie książeczki z serii Nike są interesujące: przynajmniej w moim odczuciu. To raczej wymagająca literatura jest, ale, nierzadko, również zwyczajnie nudnawa, z na siłę dorobioną filozofią. Trafiają się jednak perły i to mi się w tej serii podoba: nigdy nie wiesz, co znajdziesz wśród kartek :)

    Polubienie

  79. Krzysiu, nie gniewaj się. Niczyim zamysłem tu nie jest wyżywanie się na kimkolwiek. Traktuję te nasze przekomarzanki jak śmiechu pełne kuksańce: nic, cokolwiek tu piszę, nie ma kogokolwiek obrażać. Dobranoc :)

    Polubienie

  80. Rozczula mnie i przeraża jednocześnie Twoja dogłębna znajomość upodobań Krzysztofa, Mary ;D

    Polubienie

  81. No, no ;)

    Mam już dość tej kampanii, rozpętanej wiadomym artykułem. Na blogach – mobilizacja, odsądzanie autorki artykułu od czci i wiary (a nawet od kompetencji naukowych), protesty, nawoływania do pracy u podstaw w szerzeniu bakcyla czytelnictwa, oburzenie przeplatane z receptami na godne i dumne trwanie przy swoim.
    Przeczytałam artykuł pani Małochleb: kilka celnych obserwacji, garść trafnych wniosków. Pod tym podpisałabym się sama. Z drugiej strony, odnoszę wrażenie, że pani nie do końca pojmuje charakter zdecydowanej większości książkowej blogosfery, a przynajmniej motywy, które są podwaliną jej istnienia. Tak czy siak, widać, że artykuł wstrząsnął, poranił i powpędzał w kompleksy jednych, innych zaś uskrzydlił i umocnił w obranej metodzie blogowania. A nawet namaścił na prężnych kapłanów blogosfery. Efekt: prawie wszędzie huczy jak w ulu, gotuje się i kotłuje. Kosy na sztorc osadzone, powszechna ruchawka, rogi na wymarsz grają. Do obrzydzenia monotonnie.
    Nie jestem blogerem, tekst pani Małochleb mało nie obchodzi, w ogóle nie dotyczy. Nie spodziewałam się tylko, że w braci blogerskiej tyle jest kompleksów, które w obliczu – średniego merytorycznie wprawdzie, ale jednak – odsłonięcia (bo nie chcę jakoś pisać, że zdemaskowania), nie zechcą znaleźć ujścia w wysiłku chłodnej, nieuprzedzonej refleksji. Że się z tego artykułu zrodzi taki gwałt i rwetes, a cała energia rozejdzie się w kierunku natarczywego przekonywania, jak bardzo pani autorka jest do blogosfery uprzedzona, niekompetentna do podejmowania tego rodzaju analiz i lansująca, przy okazji nieusankcjonowanego niczym krytykanctwa, swojego własnego bloga.
    Czy naprawdę nikt nie zastanowił się choć trochę nad tym artykułem? Ja wiem, że gros osób piszących blogi jest przekonanych do swoich racji, z których najważniejszą jest chyba ta o niepoddawaniu własnej działalności żadnym wpływom, a własnej pasji żadnym ocenom. No, ale może ten artykuł pani Małochleb porusza jednak pewne kwestie, które należałoby wziąć pod rozwagę?
    Przepraszam, że Ci tu zaśmiecam bloga taką pisaniną, ale całe to pospolite ruszenie blogosfery, te nagle obudzone szlachetne porywy, to mobilizujące wysiłek zjednoczenie się we wspólnym froncie przeciwko wątpliwej jakości doktoratowi pani krytyczki, ciemnościom spowijającym domostwa i umysły nieczytających – dorosłych i dziatek, których ignorancją ojczyzna sponiewierana, bo jako obywatele tejże bez żadnej dla niej są, książki za nic mając, wartości – to dla mnie za wiele :)

    Polubienie

  82. Boski tekst, uwielbiam Cię, podpisuję się ręcami i nogami pod nim!!! :)))
    TOTALNIE się zgadzam. Nie zabrałam nigdzie głosu w tej sprawie bo by mnie gawiedź blogowa uwielbiająca swe dzieci blogi po porstu zjadła, zakrzyczała i w ogóle nic by z tego nie wyniknęło. A własnie wystarczyło troszkę refleksji i dystansu!

    Polubienie

  83. No, ja też Ci się przyznam do czegoś: też nigdzie głosu nie zabrałam z tego samego, co Ty, powodu. Tutaj, u Ciebie, wiem, że wszystko (he, he) mogę pisać i najwyżej mi odpiszesz, że się nie zgadzasz ;)
    A z „ruchawki” to się nie śmiej: naprawdę warto, zapewniam, poczytać nieco prozy historią wspartej :)

    Polubienie

  84. A ja się podpisuje pod komentarzem Merki ;)

    Jabłuszko, mnie szczerze przeraża taki rodzaj mesjanizmu. Naprawdę, te odsądzanie od kompetencji to już jakiś niebezpieczny wstęp, za chwile będą widły…
    A mnie to też trochę bawi, jedna i druga strona czytająca, więc jakiś wspólny język, podwaliny pod komunikację (skuteczną lub mniej) powinny być.

    Bierz pod uwagę też szerszy kontekst, na blogach dot. kuchni, dizajnu – identyczne podchody są robione.

    Rozwaga to dobre słowo. Przykre, że tak sporadycznie używane. Może i masz rację, bloga nie warto prowadzić :)))

    Polubienie

  85. Co do zabierania głosów, to musisz się pilnować, bo jest wiele przestrzeni gdzie zabieranie głosu jest odejmowaniem sobie minut, które mogłyby być lepiej wykorzystywane.

    Polubienie

  86. Krzysiu, ależ warto bloga prowadzić! Nigdy nie twierdziłam, że to nic nie warte zajęcie – sama nie prowadzę, bo czasu dla niego nie miałabym tyle, ile trzeba. Po prostu myślę, że do swojego bloga trzeba mieć zdrowe podejście: żadne tam „dziecko”, żadna tam misja, żadna kombinatoryka z wydawnictwami. Pisanie bloga traktuję jako swego rodzaju rozmowę z podobnymi sobie w upodobaniach i dyskusję z tymi, którzy na to samo co ja patrzą inaczej. Blog ma być miejscem spotkań, a nie wychuchanym cacuszkiem, na którego świętokradcze zamachy trzeba siekierą mścić.

    Mnie przeraża nie mesjanizm blogerów, tylko ich pozytywistyczne zacięcie. Jak czytam, że ktoś, kto nie czyta książek jest dla ojczyzny swojej utrapieniem i wstydem, to mi się wyć chce. A co to? To już wszyscy MUSZĄ czytać? Od kiedy czytanie przestaje być kwestią wyboru, a staje się narodowym nakazem? To już może wszystkich, którzy nie czytają i są ojczyzny zakałą na Madagaskar przesiedlmy, żeby nam, praworządnym, wstydu zaoszczędzili.

    Polubienie

  87. Pewnie, mnie jeszcze bardziej przeraża na w blogerach to, że często są lamenty, że nie czytają ludzie, że ja (jako bloger) robię dużo w kwestii propagowania, Patrze wstecz i widzę, że dużo notek na tym blogu jest napisanych o robieniu jak ja dobrze się staram, a mało o samych książkach.

    Lubię jak się konfrontują opinie, ale dzisiaj każdy od czci odsądza kanon.

    Polubienie

  88. „Pisanie bloga traktuję jako swego rodzaju rozmowę z podobnymi sobie w upodobaniach i dyskusję z tymi, którzy na to samo co ja patrzą inaczej. Blog ma być miejscem spotkań, a nie wychuchanym cacuszkiem, na którego świętokradcze zamachy trzeba siekierą mścić.” z ust mi wyjęłaś. Właśnie dlatego piszę bloga.
    Widzisz, nie chucham nie dmucham, nie mam miliona linków, tagów, kategorii, kolorków wypasionych, logotypów wydawnictw – po ciula mi to?? To nie jest właśnie żadne moje dziecko, to miejsce które sobie (owszem) stworzyłam, ale w którym mam się czuć fajnie, dobrze bez zadęcia na gwiazdę blogosfery albo kapłana wyświęconego jak napisałaś gdzieś wyżej… no :)

    Polubienie

  89. Właśnie, widzisz u Merki mogę powiedzieć, że te 3-4 notki na rok są na poziomie i Merka mi nie wbije wideł w plecy, co najwyżej kuksańca ;)

    Polubienie

  90. No właśnie: jakby rozmowom o książkach poświęcano tyle energii co rozpamiętywaniu wszelkich głosów krytycznych i podejmowaniu górnolotnych deklaracji typu „ja a sprawa kaganka oświaty”, to idea zakładania bloga o książkach nie uległaby takiemu jak obecnie wypaczeniu i nie meandrowała ku grotesce. I, śmiem twierdzić, inne byłyby głosy z zewnątrz, do blogowania się odnoszące. Że już nie wspomnę o takiej możliwości: ktoś, przypadkowo, blog odwiedza i pod wpływem autora czy komentujących, sięga po (daną) książkę.

    Polubienie

  91. Mary, dlatego lubię u Ciebie bywać: bo tu ciśnienia nie ma wcale, można swobodnie o wszystkim pogadać, pośmiać się, tematów bez liku poruszyć – jak w fajnej kafejce, gdzie nikt nikogo nie wygania za zbyt długie siedzenie nad jedna szklanką herbaty :)

    Krzysiu, ode mnie zaraz drugiego kuksańca otrzymasz, boś Mary potężnie obraził! :D

    Polubienie

  92. Oj tam obraził :D Merka wie o co kaman :) By się wręcz obraziła, jakbym napisał, że każda jej notka to arcydzieło krytyki literackiej i na insynuacje i na moją lichą ironię w tym przypadku ;)

    Polubienie

  93. A mnie tam się wydaję, że Wy ostatnio zamiast popijać herbatkę to dużo słodkości zajadacie :D

    Polubienie

  94. Krzysiu, to ci z zewnątrz, jak praktyka pokazuje, mają przepotężny wpływ na blogi, na większość z nich. Inaczej, jak sądzisz, byłyby takie hucpy z krytyką? Na tych z zewnątrz blogi wpływ mają taki, że kreują pewne mody w czytaniu, podpowiadają ciekawe książki, przestrzegają przed gniotami, odnotowują pewne zjawiska na rynku wydawniczym, czyli, ogólnie mówiąc, są kopalnią wiadomości dla niezorientowanych, ciekawych, poszukujących. A czasem bywa i tak, że się na blogu kilku ludzi zgada i dobrze się ze sobą poczuje, czyli wykreowują przestrzeń dla wymiany myśli.

    Polubienie

  95. Więc skąd te wojny, szabelkowanie się? Czemu jedni drugich chcą wykluczyć? Ja w swym małym móżdżku nie mogę pojąć gdzie jest punkt zapalny?

    Polubienie

  96. To już patologia jest, kiedy ktoś komuś dobre słowo powie i natychmiast słodkim ciachem dostaje, Krzysztofie!!! :D ;)

    Polubienie

  97. Jedni i drudzy mają jakieś spaczone patrzenie o sobie. Krytyk musi krytykować (w tym negatywnym znaczeniu) a czytelnik oddawać tylko bezwiednie emocje (po lekturze)?

    Polubienie

  98. Oj no – chyba rywalizacja jak wszędzie. Trochę to blogowanie zaczyna być jak sport, kto pierwszy kto więcej kto lepiej.. a na mecie okazuje się że dobiegłeś ale nie sam, bo oprócz ciebie jest wielu podobnych.

    Polubienie

  99. No nie wiesz co Jabłuszko, czasami gorzka herbata jest dobra :))))) Szczególnie na zasłodzenie żołądka i bóle z tym związane ;-)
    A czytała Pani mejla, Szanowna Jabłuszko???? :D

    Polubienie

  100. No właśnie Mera w sporcie to są duże pieniądze, to mogę zawiść zrozumieć, oszukiwanie, przekonywanie (ot, choćby ostatnio Armstrong). Rywalizacja dobra, ale nie na zasadzie zniszczenia wrogów, tylko jak pewien sposób na umiejscowienie się w swojej rzeczywistości. :)

    Polubienie

  101. Jabłuszko fajnie że lubisz bywać. Ja sobie założyłam że blog to ma być miejsce właśnie do fajnych rozmów, spotkań. Nie rajcują mnie komentarze zdawkowe , zresztą i tak chyba gros ludzi się boi u mnie coś napisać bo wiedzą (co poniektórzy) że pierdy mnie nie obchodzą i mam je w nosie. Lubię rozmawiać, na różne tematy a nie tylko „oo fajny stosik, zazdroszczę” albo „oo ksiązka dobra, czytałam”. Takich rozmów to ja mam w rzeczywistości bardzo dużo, dlatego tutaj w tej wirtualnej rzeczywistości szukam czegoś więcej. Stąd to miejsce. Zresztą od wielu lat jestem obecna na blogu, kiedyś bardziej prywatnie teraz już tylko w taki sposób (ksiązkowo ogólny).

    A co do wpływu blogów na czytelnika – wśród moich znajomych nie znam ani jednej osoby która by czytała blogi. Jeśli ktoś chce kupić książkę (a z reguł mało takich osob bo wiekszość jednak nie czyta) to po prostu włazi na empik czy merlin. Wydaje mi się czasem że blogi książkowe czytają jedynie blogerzy książkowi. Ale może się mylę :))) No i oczywiście wydawnictwa które prezentują blogerom książki.

    Nie wątpię, że są też ludzie, czytelnicy blogów (i pewnie jest to spora część) którzy po prostu szukają jak napisałaś opinii, nowości, próbują się rozeznać bo też pasjonuje ich książka szeroko pojęta.

    Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że gdzieś tam w jakimś miejscu , np na czytajodlewej, spotka się paru fajnych ludzi, żeby pogadać o wszystkim, pośmiać się, mimo że się na oczy nie widzieli i są po całej Polsce rozsiani. To jest genialna sprawa. :)

    Polubienie

  102. Krzysiek, no rywalizacja tutaj chyba jednak bywa wg tej pierwszej wymienionej przez Ciebie zasady. Ale nie chcę generalizowac, nie znam przecież wszystkich blogów świata. Nie wiem jak jest. W każdym razie po tym całym poruszeniu po artykule pani Malochleb widzę że każdy chce być naj naj naj i spuść na kogoś słowo krytyki to święte oburzenie jakby ich co najmniej w biegu do mety zdyskwalifikowali za doping.

    Polubienie

  103. Krzysiu, nikt nikogo wykluczać nie chce – i o to właśnie chodzi. Ludzie myślą, że jak ktoś komuś gorzkie słowo prawdy ciśnie, to z zawiści to robi, z zazdrości, chce konkurencję wykosić, naubliżać i siebie w korzystnym świetle posadowić. Tymczasem, jest to działalność garstki, która po prostu musi, bo jak nie obsmaruje, to się rychło udusi.
    Podejrzewam, a daje się to zauważyć w artykule pani Małochleb też, że chodzi o coś innego: o pokazanie czegoś, co powinno wyglądać inaczej, żeby wstydu nie było i pożytki liczne niosło. Teza brzmi: piszesz bloga recenzenckiego (a niech tam, tak to nazwę), rób to dobrze, poprawnie, stawiaj na jakość swoich przemyśleń, interpretacji, bo istniejesz w przestrzeni publicznej i każdy ma do ciebie dostęp. Także ci niewyrobieni, dla których stanowisz pewien wzorzec. Chodzi o jakość blogowania, nie o fakt, że ono w ogóle w sieci istnieje i na pewno nie o to, że jest konkurencyjne wobec zawodowych czy papierowych krytyków. Tu jest właśnie ten punkt zapalny: całkowite niezrozumienie intencji. Bo, z kolei, krytyk zawodowy postrzegany jest, nie bez racji, jako ktoś zupełnie oderwany od przeciętnego, normalnego czytelnika. Uprawia on ci sztukę dla sztuki, nie licząc się w ogóle z tymi, dla których, teoretycznie, pisze. Blogerzy więc apelują: zniż się, krytyku, do ludzi, przestań abstrakcyjnym językiem opisywać książki, która przecież nie jest taka, jak ty usiłujesz wmówić. A krytycy, zamiast głosu takiego usłuchać, obrażają się na blogerów, że ci próbują im narzucać własne, niskie standardy. Nikt nikogo nie usiłuje zrozumieć, spokojnie, z namysłem wysłuchać. I tak oto rodzą się te bijatyki.

    Polubienie

  104. Ale od tego jest Jabłuszko krytyk! Od tego żeby rzetelnie namnożyć kontekstów, ja wiem czasami aż do absurdalnej przesady. Ale ja nie widzę w tekście Pani Małochleb nawoływania do super rzetelnych, fachowych recenzji. Ja widzę intencję, aby dobierać sobie lektury według własnego klucza, żeby je sobie przesączyć odpowiednio dłużej przez mózg, żeby nie gonić się z wydawnictwami i publikować 5 noetk dziennie, albo w jednej notce pisać po 3 zdania o książce z czego dwa są skopiowaniem blurba. Nawołuje do rzetelności na miarę swoich ambicji i kompetencji.

    Polubienie

  105. Mary, bo w Empiku czy na Merlinie najłatwiej, a bloga trzeba jednak poszukać, poczytać, pomyśleć nad nim. Ja wśród swoich znajomych mam tylko dwie osoby czytające, a i tak jest to czytanie tego rodzaju książek, których ja raczej do ręki nie wezmę. Sama nie inspiruję się blogami, na których opisuje się tytuły dla mnie nieinteresujące. Ale jest kilka blogów, których autorom ufam. Jak więc sama widzisz, nie tylko piszący blogi je czytają :)

    Polubienie

  106. Krzysiu, o tym właśnie pisałam wyżej. Krytykowi nie zarzucam jego pracy, wskazuje tylko mechanizmy, dzięki którym w sieci dzieje się teraz to, co się dzieje.

    Polubienie

  107. Ale Jabłuszko Ciebie nie mierzi to, że czasami bywa tak, że w notce w opinii jest więcej blurba albo większe logo niż właściwego tekstu. Ja nie wymagam wybitnych rzeczy. Tylko chce aby piekarz nie nazywał niewypieczonego chleba dobrym produktem, a i tak wiem, że tylko niewielu piekarzy potrafi zrobić dobry chleb. Oczywiście upraszczam na potrzeby komencia.

    Polubienie

  108. Krzysiu, na bogów: przeczytajże jeszcze raz to, co napisałam wyżej! :D Wszystko, o czym do mnie Ty teraz piszesz, tam właśnie zawarłam :)

    Polubienie

  109. A i jeszcze mnie bawi oddzielanie się, że ja piszę tylko opinie. To taka jakaś stereotypowa myśl, że recenzja krytyczna to sucha, miałka i niezrozumiała. Czasami się nie dziwie frustracji takiego krytyka. Bo ja czasami nie wiem gdzie przebiega granica między rzetelną opinią a dobrą recenzją krytyczną. :)

    Polubienie

  110. Ooooo, Mary, nie sądziłam, że stać Cię na taką bezwzględność! Jesteś na wskroś złem przeżarta! ;)

    Polubienie

  111. Krzysiek a no właściwie to chyba masz rację. Ja też zawsze mówię, że ja to żadnych tam recenzji nie piszę… że spisuję tylko jakieś swoje emocje, próbuję jakoś książkę przedstawić pod kątem własnych odczuć, ale czy nie na tym też polega recenzja? Sama nie wiem…:) jak nazwać te moje wypociny czasem. Często zostaję przy „wypocinach” właśnie.. :)

    Polubienie

  112. Krytycy literaccy też mają swoje typy tematyczne. No nikt nie jest alfą i omegą. I niech mnie broni rzekomy Bóg przed takimi osobnikami ;)

    Polubienie

  113. Krzysiu, ja, najczęściej czytam wszystko, co się o książce pisze i tu, i tam, a później i tak własne wnioski wyciągam, i tak :) Język opinii nie robi mi różnicy: miałki, suchy, nijaki czy bylejaki, po to mi mózg się uformował, żebym z niego aktywnie korzystała ;)

    Polubienie

  114. I proszę Jabłuszko, nie uprawiaj tu kultu Gospodyni :D Są odpowiednie narzędzia jak mejle, listy papierowe, prywatne czaty :D :P

    Polubienie

  115. Nie chcę żeby Merka za bardzo urosła, bo raz nie lubię kobiet wyższych, a dwa nie lubię się przedzierać przez nabrzmiałe ego ;-)))))

    Polubienie

  116. Nie katuję się: z bełkotu lubię się pośmiać i co soczystsze kawałki sobie wynotować – Mary świadkiem: już jej kiedyś próbkę dałam :) Purystą językowym, Krzysiu, jestem tylko dla siebie. Jak ktoś tam pisze, przejmowałam się niegdyś, kiedy wierzyłam jeszcze w nośną moc upomnienia się o prawa języka. Po kilku takich razach, kiedy mnie faulknerowska wściekłość z wrzaskiem zalała ze strony upominanego, dałam spokój i przestałam galaktykę przemierzać, tropiąc i piętnując odszczepieńców.

    Polubienie

  117. He, he… Mary, co Ci tam nabrzmiewa, że aż Krzysiek to zauważył? ;) Dla twojej wiadomości, Krzysiu: mam 178 cm wzrostu ;)

    Polubienie

  118. Oooo, to powiem Ci, że na kobiece standardy wysoka jesteś :)
    No jak chciałbym ci powiedzieć, że jestem wysokim brunetem, ale w moich ustach to zawsze będzie tylko ironią do rzeczywistości :)))))

    Polubienie

  119. Nic mi nie nabrzmiewa, chyba że mózg czasem :D co by dorównać inteligentnymi ripostami co poniektórym :P hehe
    Mam wzrost aniołkowy więc proszę się odstosunkować, jak mawiają małe ponoć jest piękne :PP hehe

    Poza tym moje oczęta już się lekko zamykają, więc się ładnie pożegnam życząc miłych aniołkowych snów i do popisania jutro (tzn dzisiaj ) ;d

    ps. trza by jakąś notkę skrobnąć bo w rywalizacji na ilość komentarzy chyba wygrywam w przedbiegach ;D

    Polubienie

  120. Krzysiu, moje standardy bardzo mi się podobają, kompleksu na ich tle się nie dorobiłam :) Lubię widzieć więcej i lepiej niż inni ;) :) Wysoki brunet? E, stereotypy! ;)

    Polubienie

  121. Jabłuszko, zdarzyło się fakt, raz, że też musiałaś to zapamiętać!!! :D

    Krzysiu – gorzka herbata lepiej mi smakuje więc wiesz.. luzik :) a i ciasto z jabłuszkami do niej też pasuje jak znalazł

    Polubienie

  122. Dobrej, spokojnej, Mary :) Z notką wyskoczysz kiedy sama zechcesz: teraz i tak z komentarzami nikt Ci nie podskoczy ;)

    Polubienie

  123. :)))) Okey, jak chcecie posiedzieć w kawiarni, to nie będę przeszkadzał, tymczasem żegnam się, całując po rękach… do napisania :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s