[o ksiazkach]

„Gawędziarz” Mario Vargas Llosa

gOd czasów mych nieudanych prób napisania jakiejś historii o gawędziarzach maczigueńskich na początku lat sześćdziesiątych temat ten jest  wciąż za mną chodził. Wracał co jakiś czas niczym stara, niewygasła miłość, ponownie wybuchająca płomieniem. Nieustannie notowałem pomysły, zapisywałem całe zeszyty, by je następnie drzeć”. Mario Vargas Llosa

W końcu chyba Llosa nie podarł notatek i książka powstała. Płynnie poprowadził narrację, do tego dwutorowo. Pierwszy tor,  to opowieść narratora (być może samego autora, gdyż łączy ich wiele m.in. dziennikarstwo, pochodzenie peruwiańskie…) a drugi, to słowa gawędziarza wypływające z jego ust niczym rzeka wiedzy o odległych czasach: mitach i wierzeniach (i niczym rzeka, słowa te są życiodajne i ważne dla Indian zamieszkujących selwę).

Przyjaciel narratora, Saul Zuratas ze szpetnym znamieniem na twarzy, odrzucany przez społeczeństwo ze względu na swoją brzydotę, przezywany Maskamiki, ogromny pasjonat etnologii, walczy o zachowanie naturalnej kultury plemienia Macziguengów. Jest człowiekiem, który gdyby tylko mógł, najchętniej zamieszkałby w dżungli wraz z Indianami, żył w zgodzie z naturą porzucając współczesną kulturę Zachodu, która jak uważa, wszystko zniszczyła. Wszystko, czyli m.in. harmonię i spokój, a wprowadziła niepewność bytu i zniewolenie. Jak walczy? Próbuje przekonać nie tylko narratora do swoich racji, jest w tym dość zaciekły i broni jak lew tej odrębności kulturowej, której już na świecie tak niewiele.

„Tacy już są i powinniśmy to uszanować. Bycie właśnie takimi pomogło im przeżyć setki lat w harmonii ze swoimi lasami. Możemy nie rozumieć ich wierzeń, niektóre z ich zwyczajów mogą nas szokować, ale nie mamy prawa zniszczyć ich całkowicie”.

„Przeżyli, bo ich zachowania i zwyczaje posłusznie dostosowały się do rytmów i wymogów świata naturalnego, bez zadawania mu gwałtu, bez wprowadzania głębokich zmian poza tymi, które okazywały się niezbędne, bo oni samu nie zostali przez ów świat zniszczeni. Wprost przeciwnie niż nasza cywilizacja, marnotrawiąca wszystkie te elementy, bez których zwiędniemy jak pozbawione kwiaty wody”.

Czy należy zmuszać dzikie plemiona do zaakceptowania zachodniej kultury? Maskamiki uważa, że „te kultury należałoby uszanować. […] a można to zrobić, jedynie pozostawiając je w spokoju. Nie zbliżać się do nich, nie tykać. Nasza kultura jest za silna, zbyt agresywna. Czego dotknie, wszystko pożera. Trzeba zostawić tych ludzi w spokoju. Czy nie udowodnili, i to aż nadto, że mają pełne prawo bycia nadal tym, kim są?”

Przypomniał mi się od razu film „Misja”. Ingerencja, manipulacja, nacisk – nigdy nie są dobre, bo rezultat, jaki się osiąga to jedynie nienawiść i zniszczenie tego co w sumie istnieć powinno. A ludziom selwy „w środowisku w jakim żyją, w warunkach, w jakich żyją, ich kultura całkowicie im wystarcza. A ponadto mają głęboką i wrażliwą wiedzę, o tym wszystkim, o czym my już dawno zapomnieliśmy. Na przykład o związkach człowieka z naturą. Człowiek i drzewo, człowiek i ptak, człowiek i rzeka, człowiek i ziemia, człowiek i niebo. A także: człowiek i Bóg. O owej harmonii pomiędzy nimi a wszystkim, co ich otacza, nie mamy nawet pojęcia, bo zniszczyliśmy ją na zawsze”.

Llosa mocno akcentuje w książce też wg mnie bardziej ogólny problem: ten kto jest oryginalny, nietuzinkowy, inny, nie ma racji bytu. Taki ktoś powinien się dostosować do tego co narzuca większość, stać się jednym z milionów szarych ludzików, żyć zgodnie z machiną napędzającą świat. Nie ma w naszym świecie miejsca na inność. Inność zawsze będzie w mniejszości a mniejszość  trzeba gnębić, nawracać, zmieniać na siłę. W osobie Saula, Llosa zawarł takiego Don Kichota, który walczy z wiatrakami, nie poddaje się, a w końcu… decyduje się na odwrócenie swojego życia o 180 stopni (przemianę) i .. znika (podobno wyjeżdża do Izraela).

Narrator z kolei wyjeżdża do Florencji. To tam na pewnej wystawie fotografii widzi zdjęcie (właściwie już na początku książki jest o tym mowa) na którym Maczinguengowie siedzą wokół pewnej osoby, wpatrzeni i zahipnotyzowani jak w Mesjasza, który głosi prawdy objawione. Zasłuchani. Czy to przypadkiem nie Maskamiki jest tym, który siedzi w środku? Wydaje się, że na zdjęciu widać znamię na twarzy, ale może to jednak tylko cień? Może coś przysłoniło jego twarz w momencie robienia fotografii? Istotne jest to, że narrator w swoich poszukiwaniach informacji na temat gawędziarzy (a te przez większość powieści mają miejsce) nigdy nie trafił na żadną osobę, która widziałaby takowego. Wszystko opiera się na plotce i opowieściach. A nagle trafia się na … zdjęcie. Więc jednak On istnieje…

Podobało mi się przedstawienie roli gawędziarza w społeczeństwie Indian: człowieka, który opowiada, przypomina, wskrzesza dawne mity. Z tych krótkich rozdziałów, gdzie narratorem jest właśnie gawędziarz,  czytelnik może dowiedzieć się: dlaczego Maczinguengowie ciągle wędrują (bo boją się, że jak przestaną nigdy nie wstanie słońce, a do władzy dojdzie księżyc), skąd tak naprawdę wzięła się kometa (latający bożek z zapaloną tyczką wsadzoną w tyłek), jak okrutni byli ludzie (obcinanie głów), dlaczego kobiety czasem musiały zabić swoje dziecko. Niektóre z mitów są przepełnione okrucieństwem, są obrzydliwe, wulgarne albo wręcz idiotyczne. Ale są. Były, istnieją, nigdy nie zginą, bo gawędziarz wędruje od rodziny do rodziny, powtarza wszystko bardzo dokładnie, niczego nie uroni.

Napotkany przez narratora, pan Schneil (lingwista badacz, który wraz z żoną zajmuje się językiem Macziguengów) o gawędziarzach mówi tak : „Mam wrażenie, że gawędziarz przynosi nie tylko aktualne wiadomości, ale również te z przeszłości. Prawdopodobnie jest zarazem pamięcią wspólnoty. I spełnia funkcję podobną do średniowiecznych trubadurów i wędrownych poetów”.

Kultura zachodnia ma swoje media: telewizję, radio, prasę… a plemiona mają gawędziarza. 

Narrator powątpiewa jednak w to, że Saul, biały peruwiański Żyd, mógłby zostać takim opowiadaczem. „Mówić tak, jak mówi gawędziarz, oznacza bowiem dotarcie do odczuwania i przeżywania najgłębszych pokładów tej kultury, przeniknięcie jej do najżywotniejszych soków, dotarcie do samego szpiku jej historii i mitologii, wchłonięcie każdego tabu, odruchu, pragnienia i każdego odwiecznego lęku. To znaczy być – jak tylko można najbardziej – Macziguengą, do szpiku kości, z dziada pradziada, współplemieńcem pradawnego rodu […]”.

Przecież Saul nie jest rdzennym Macziguengą, chociaż z drugiej strony wydaje się, że jego dusza zawsze przynależała do tego plemienia, do tej „inności”. Czy zatem stał się on faktycznie tym prawdziwym i cenionym gawędziarzem? Llosa zostawia nas z domysłami, bo sam chyba nie do końca wie…  

Llosa daje do zrozumienia, że cywilizacja i postęp niszczą i wprowadzają chaos, ale… każda kultura ma swoje nawyki i nie należy ich krytykować. My, współcześni ludzie, nie przeniesiemy się nagle wszyscy do dżungli i nie będziemy biegać bez ubrań i polować na węże, ale szanujmy się wzajemnie. Jeśli istnieje gdzieś kultura inna, dzika, nie naruszona przez cywilizację, zostawmy ją w spokoju. 

Poza tym myślę, że to też ksiażka o tym, aby nie zagubić siebie i żyć ze sobą w zgodzie, starać się żyć też zgodnie z naturą, na tyle na ile to możliwe, tolerować i szanować tych, którzy wg większości na tolerancję i szacunek nie zasługują. Po prostu.

„Jeszcze nie zgubiliśmy kierunku i celu. Pewnie upór utrzymywał nas w czystości. Słońce nie opadło i wciąż nie opada. Odchodzi i wraca jak dusze, którym los sprzyja. Ogrzewa świat. Ludzie ziemi też nie upadli. Jesteśmy tutaj. Ja pośrodku, wy dookoła mnie. Ja gawędzę, wy słuchacie. Żyjemy. Wędrujemy. To jest szczęście, chyba”.

Mario Vargas Llosa „Gawędziarz”, Znak.

Reklamy

9 thoughts on “„Gawędziarz” Mario Vargas Llosa

  1. Lubię powieści Llosy, szczególnie jednak te pierwsze. Chociaż dość trudne, to jakoś zagłębiałam się w nich bez trudu. „Gawędziarz” podobał mi się, ale już nie tak bardzo. Potem na „Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki” trochę się zawiodłam i już do „Pochwały macochy” nie sięgnęłam. W „Gawędziarzu” podobały mi się snute opowieści. Bardzo.
    Miłej niedzieli. ;)

  2. A mnie zastanawia, dlaczego Llosa tak ważną dla swojej opowieści postacią uczynił właśnie Żyda? To chyba, tak mi się wydaje, nie jest kwestia przypadku. Czy to nie znamienne, że plemienia skazanego w konfrontacji z agresywną białą kulturą na zagładę broni (chroni) przedstawiciel innego plemienia: tułaczego, nie przynależącego donikąd, wędrującego przez wieki w poszukiwaniu swojego miejsca do życia, postrzeganego stale jako Inne – zupełnie jak Maczinguengowie. Poza tym, dla Żydów Słowo ma moc stwórczą (bo było na początku), życiodajną, przechowującą pamięć o pokoleniach, łączącą przeszłość z teraźniejszością, stanowiącą prawo (stąd, wywodzi się przecież, kult mądrości ksiąg w narodzie żydowskim, którego kwintesencją jest hołd oddawany najważniejszej z nich – Torze). „Gawędziarza” nie czytałam jeszcze, ale myślę, że niebagatelną w książce tej rolę odgrywa właśnie pytanie o tożsamość narodów, której świadomość, poczucie jej łączącej mocy zawdzięczają tej właśnie Dalowskiej „trwałości pamięci”. Bo gdy przepadną opowieści ją przechowujące, znikną gawędziarze, zabraknie konserwującego pamięć słowa, rozpada się wspólnota. W naszej kulturze słowa straciły swoją moc, przestały cokolwiek wyrażać, to nośniki nic nie wartych prawd, całkowicie wyjałowione z treści. To jest właśnie to zagrożenie, które dla Maczinguengów oznacza zagładę, przed którym tak żarliwie broni ich Żyd Saul, bardzo dobrze znający siłę słów.

  3. Jabłuszko
    zapewne masz rację. Saul nawet w jednym z przytoczonych mitów ukazuje jakby historię narodu żydowskiego, a nawet nadejścia Chrystusa („jestem tchnieniem Tasurincziego, jestem synem Tasurincziego, jestem Tasurinczim”), więc w penwnym sensie identyfikuje się z tym odmiennym plemieniem.

    Beatrix
    Ja bardzo lubię książki Llosy, trzeba się przekonać do jego różnorodnego pisania. Każda jest jakby w nieco innym „stylu” jeśli można to tak nazwać.. z tego co czytałam o jego ksiązkach, niektóre z nich są nawet określane mianem „czytadeł” a inne już wielowątkowe dzieła, nie zawsze do przebrnięcia :) Sama nie przebrnęłam przez np „Wojnę końca świata” – może nieodpowiedni czas.. może spróbuję innym razem jeszcze

  4. MVL
    :) spróbuję jeszcze kiedyś, bo jak powiedziałam, może trafiła na nieodpowiedni czas. Ciekawam co będzie z „Rozmową w katedrze” ;))
    Pozdrawiam
    ps. no miło że ten link i w ogóle.. :)

  5. To prawda, że tak można podzielić jego książki – ja zaczęłam od tych „nie do przebrnięcia” – i potem wydawało mi się pewnie zbyt prosto jak na Llosę… Mnie i „Wojna…”, i „Rozmowa w katedrze” podobały się ogromnie. Jeszcze „Miasto i psy”. Muszę je sobie kiedyś powtórzyć… ;)
    Tylko czasu bardzo brakuje i sił umysłowych na poważniejsze książki. ;(

  6. Z „Rozmową w katedrze” dasz radę. Skupienia może i wymaga, ale jak czytasz bez skupienia, to pojawia się efekt narkotycznego transu, moze nawet lepiej się odbiera np te przeskoki narracji, w których na trzeźwy i niezmęczony człowiek by się pogubił:).
    A „Wojnę…” myślałam, że masz już za sobą, pamiętam, że czytałaś.

  7. Filety: tak, prostuję, w sumie to można tak powiedzieć, że „Wojnę….” czytałam. Doszłam jakoś do końca, ale „nie przebrnęłam” do końca tak jak bym chciała. Chyba nie zrozumiałam jej dobrze. Widzę to z perspektywy czasu. KIedyś o niej nawet coś napisałam, na swiezo po lekturze, to prawda… ale wydaje mi się, że gdybym była bardziej skupiona nie odebrałabym jej tak pobieżnie jak odebrałam, a poza tym może nie uznałabym ją za tak trudną. Nie wiem…

    „Rozmowa w katedrze” stoi na półce, przeraża mnie jej objętość :D ale spróbuję za jakiś czas. W końcu Llosa uważa ją za najlepsze swoje dzieło, takie któremu poświęcił mnóstwo czasu i nawet mówił , że z pożaru , spośród wszystkich książek jakie ma, wyniósłby właśnie ją… :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s