Wojciech Lewandowski „Przez pustynie na ośnieżone szczyty…”

okladki ostWojciech Lewandowski jest geologiem, podróżnikiem i alpinistą, który wspinał się już właściwie wszędzie. W tej książce opisuje swoje wyprawy do Ameryki Łacińskiej, bo ‚ubzdurało’ mu się zdobyć wszystkie najwyższe szczyty państw Ameryki Łacińskiej (a sporo ich jest, niektóre nawet takie co mają ledwo tysiąc parę metrów :)).

…..tajemnicze wulkany, bezczelnie zielone góry tropikalne, wspaniałą i wciąż dziką przyrodę, przyjaznych ludzi, ciekawe zwierzęta czy legendy” – to wszystko spotkać można w tej książce. Jak mówi autor „ zbieranie gór w Ameryce Łacińskiej to nie tylko świetna zabawa, ale także pasjonująca przygoda turystyczno-geograficzna”. Faktycznie tak jest, bo opisywane tu wyprawy w krótkich rozdziałach bywają i zabawne i ciekawe i pełne przygód. Na końcu każdego rozdziału dostaniemy wszelkie niezbędne informacje, rodem z przewodnika, o każdym kraju, ale skondensowane w krótką notkę – w sam raz dla osób, które chciałyby się wybrać na wycieczkę do któregoś z krajów. Przydatne.

W książce jest wiele ciekawostek, na przykład przyrodniczych: niesamowite zwisające z drzew porosty w Kostaryce, zwane „brodami starców” (dobrze, że w książce jest mnóstwo fotografii, bo dzięki nim można popatrzeć na takie cuda), mamy też najpiękniejszego ptaka świata : Quetzala herbowego (można wyguglać, a warto bo faktycznie jest przepiękny), mamy tukany, papugi, żmije, pająki, egzotyczne motyle, dziwne rośliny przypominające Hatifnaty z Muminków – to wszystko udokumentowane fotografiami.

W Wenezueli mamy jedną z piękniejszych gór stołowych: szczyt Roraima, nieopodal Salto Angel, najwyższy wodospad świata. W Ekwadorze, prawie sześciotysięcznik, wulkan Cotopaxi, zdobyty przez autora w dniu swoich urodzin (łatwo nie było, bo nawet w okolicy równika, na tej wysokości warunki są iście alpejskie).

Cotopaxi – ładna nazwa. „Uchodzi za jeden z najbardziej urodziwych wulkanów świata, będąc dla wielu symbolem wulkanu doskonałego. Jego uroda sprawia również, że jest bardzo znany. Wielki i samotny, stoi prawie na równiku, przypominając z daleka dobrze wyrośniętą, bogato lukrowaną lodowcami babkę wielkanocną. Jego nazwa w języku keczua oznacza „kołnierz księżyca”.

Ważna jest też wyprawa na Aconcaguę w Argentynie (prawie 7000m) z charakterystyczną drogą przez Lodowiec Polaków, ale to trzeba przeczytać…. Wiele odniesień do polskich wypraw organizowanych przez polskich alpinistów lata temu. Warto.

Autor ma poczucie humoru. Pisze lekko i naturalnie. Rozbroił mnie cytatem z wyprawy do Kolumbii:

Po byle jakim śniadaniu radośnie wyruszyliśmy zwiedzać okolice i spróbować się czegoś dowiedzieć w sprawie wynajmu mułów i przewodnika. Chodząc po rozrzuconej po wzgórzach wsi, poczuliśmy się nagle jak bohaterowie filmu fantasy. Byliśmy w jakiejś zupełnie nierzeczywistej dekoracji do czegoś w rodzaju „Władcy Pierścieni”. Okolice podobne były do kalendarzowo-szwajcarskich, słodkich w kolorystycznej przesadzie, idyllicznych landszaftów. Szumiąca rzeka, wielkie iglaste drzewa, małe, kryte trzciną domki, spokój i ład a na dodatek snujące się zwierzęta i malowniczo ubrani Indianie. Czuliśmy się jak w jakiejś baśniowej krainie Niziołków” (chichotałam z tych Niziołków i landszaftów :))

Każdy rozdział w sumie ma takie swoje smaczki. Każdy mógłby też być dużo dłuższy, bo z pewnością można byłoby te historie rozwinąć, ale wtedy książka musiałaby mieć z 600 stron a nie 300 kilka.

Miłośnikom górskich wędrówek, pasjonatom wspinaczek i ogólnie wszystkim górołazom, książkę polecam. Ładnie wydana, ciekawa, pełna fotografii i informacji z pierwszej ręki, czasem bardzo osobista, czasem mniej i….  mnie się podobało. Po prostu.

Wojciech Lewandowski „Przez pustynie na ośnieżone szczyty…”, Wyd. Muza S.A. 2013.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Wojciech Lewandowski „Przez pustynie na ośnieżone szczyty…”

  1. Kiedy już kupiłam i przejrzałam, to od razu pomyślało mi się, że i Tobie się ta książka spodoba :) No i proszę :)
    Pasjonatem wspinaczek wprawdzie nie jestem, bo wolę takie sobie szwendanie się wszędzie bez planu i celu, na zasadzie „dokąd nogi poniosą”, górołazem jestem od przypadku do przypadku – już prędzej miłośnikiem górskich wędrówek ;) – ale po Lewandowskiego sięgnęłam z ciekawością. Zazdroszczę mu możliwości zobaczenia tych wszystkich miejsc, krajobrazów, dziwów, przeżycia czegoś niepospolitego. Po lekturze tego typu książek zawsze rodzi się we mnie pragnienie naśladownictwa, kłócące się zażarcie z przekonaniem, że nie tak łatwo zrobić ten pierwszy krok za próg. Mnie, bo ludziom pokroju pana Wojciecha przychodzi to jakoś tak samoistnie :)

  2. ;) też nie jestem jakims strasznymm górołazem ale kocham czytac o tych co pasjonują sie wspinaczką, górami, szanuję ich i podziwiam , uwielbiam góry, mogłabym tam mieszkać…
    Wycieczki górskie wolę od leżenia na plaży – zawsze tak było, a z tym wyjściem za próg masz rację. Mnie też brakuje wiele razy odwagi (czego ogromnie żaluje, i zła jestem na siebie o to, że czasem wynajduję sobie zbyt wiele przeszkód, dylematów, które tak naprawdę nie istniałyby gdybym ich nie wymyslała). Zazdroszczę ludziom którzy po prostu mówia tak: „chciałabym to zrobić” a po chwili „idę to zrobić” Zwyczajnie zazdroszczę.

  3. Leżenia na plaży szczerze nie cierpię i zupełnie nie pojmuję tego rodzaju spędzania czasu. I tak jak Ty mogłabym mieszkać w górach, chociaż warunkiem to nie jest i każde urokliwe ustronie (podkreślam: ustronie :) ) byłoby dla mnie dobrym miejscem do zamieszkania.
    A z tą odwagą do zrobienia pierwszego kroku do przygody mam tak samo :) Czasem nawet jestem na siebie mocno wkurzona, bo jakoś tak niezauważalnie obrasta człowiek tą swoją rzeczywistością (chociaż ja nie jestem z tych, co cenią sobie rzeczy, przywileje, majątek, a z luksusów jedynie ciepła bieżąca woda jest mi do życia niezbędna :) ) i jak przychodzi co do czego, to nie za bardzo wiadomo, jak się z tym zakorzenieniem uporać. Masz rację: są ludzie, dla których żadne ograniczenia nie są problemem, ale myślę, że mają oni ten rodzaj determinacji, który zwykłemu śmiertelnikowi jeży włos na głowie i wtrąca go w drżączkę :)

  4. MNie też się podobała, czeka na recenzję, może dziś napiszę;) A gdy ja czytałam, musiałam myślec o Tobie:)

  5. Anna
    :) ciekawa jestem Twojej :) miło że myślałas o mnie, że się tak kojarzę….

    Jabłuszko
    :) w pełnej rozciągłości się zgadzam

  6. Już napisałam kilka słów, z braku czasu, sił, energii, nie stać mnie aktualnie na więcej:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s