„Nowohucka telenowela” Renata Radłowska

ImageZwięzłe i krótkie opowieści o pięknych, mądrych, często rozczarowanych, pełnych marzeń ludziach – to właśnie „Nowohucka telenowela” Renaty Radłowskiej. Nowa Huta, dzielnica Krakowa, budowana w latach 50-tych dla pracowników kombinatu, traktowana była wówczas jak odrębne miasto, wręcz raj.

Wielu ludzi wyjechało z pobliskich, choć nie tylko, wiosek, za chlebem właśnie do Nowej Huty – budować ją, tworzyć od podstaw,  bo obiecywano mieszkania, godne i dobre życie, pracę – zupełnie jak teraz kiedy ludzie wyjeżdżają zagranicę , bo mają nadzieję na lepsze życie.

Książka Radłowskiej to nie cukierkowa telenowela (jak sugerowałby tytuł), to też nie jest stricte reportaż – to piękne opowieści o ludziach, zwykłych, prostych, kochających, lekko naiwnych ale pełnych marzeń i nadziei. Wielu z tych bohaterów już nie żyje, ale ważne, że to prawdziwi ludzie, nie wymyślone postacie, prawdziwi, którzy niosą bądź nosili w sobie piękne historie, nieco przyprawione smutkiem i goryczą. Wielu z nich walczyło o swoje, ale potem doznali wielkiego rozczarowania. Włożona w budowę bloków siła, czas, nadzieja, były często zbyt wielkie, w porównaniu do rezultatu, bo jak w historii Franciszka bez umiaru zakochanego w swojej Zosi : „dostał przydział, ale nie ten wymarzony. Nie na Willowie. Do pokoju bez kuchni i bez łazienki; do prowizorki pod dachem, kilkaset metrów od domu, który budował. Parę nocy nie przespał, parę dni nie jadł. Podanie napisał – jak to tak? jak to możliwe, że go oszukali? mówili przecież, że ludzie sami budują sobie szczęście, więc jak to możliwe, że szczęście budują, ale nie sobie?”.

Tak przy okazji Franciszka i Zosi – piękna to miłość była – taka prosta, ale głęboka (bo taka chyba najsilniejsza) : „Niedawno sprzedawczyni ze sklepu warzywniczego (od tysięcy tygodni kupują w nim jarzyny, które sprawiają, że rosół to rosół) opowiedziała Franciszkowi historię, od której zakręciło mu się w głowie. 

Historia: jest grudzień, tuż przed świętami. Zofia przychodzi do sklepu i prosi o mandarynkę, pietruszkę, marchewkę, pół kilo cytryn i paczkę rodzynek. A na koniec wyciąga z torebki jabłko – jeszcze świeże, jeszcze jędrne, pewnie jeszcze słodkie. I mówi do sprzedawczyni, że takie jabłka chce. Kilo ich. Ale takie muszą być, a nie inne. Bo takie, a nie inne mężowi smakowały. Kupiła je trzy dni temu, a to – wyjęte z torebki – ostatnie jest. 
I co ona teraz zrobi, jak tych jabłek nie będzie?”.  Drobiazgi a jak wiele pokazują.

Kolejna historia – inna Zofia, zbierająca klepsydry – dziwne hobby prawda? ale jak wiele mówi o człowieku i w ogóle o ludziach:  „Bo cały świat może zupełnie nie wiedzieć, że jakiś człowiek istnieje; może go nie być przez całe jego życie, ale kiedy umiera, to świat się o nim dowiaduje. (…) A że ona zabiera te klepsydry – oczywiście już po tym jak ludzie wyczytają je do końca i będzie po pogrzebie – to jej obowiązek. Bo nie wyobraża sobie, żeby słowa o ludziach, których stracił świat, latały w powietrzu, wpadały do kałuż albo wisiały przez długie tygodnie na przykościelnych tablicach ogłoszeniowych. I drażniły żywych”. Czy ktoś zainteresuje się jej klepsydrą, gdy umrze? Wątpliwe.

Wiele osób przewija się w tych króciutkich historiach : Talia (wróżka przepowiadająca przyszłość wszystkim w Nowej Hucie), Janusz (piszący książki a la harlequin), Edek (ratujący wszystkim życie), Maria (łudząca się iż cały czas jaki włożyła w budowanie Nowej Huty odpłaci jej wysoką emeryturą – gdzie tam, minimalna… sprawiedliwe?), Elżbieta (której dom zburzyli, bo stał na drodze budowy Nowej Huty), Halina (której mąż częściej dotyka nowo zakupioną syrenkę niż ją), Gienia (od patrzenia na cmentarz, bo ten mogilski ma 5 m od okien – męczy ją to, gdzieś gniecie, zamienia mieszkanie na dalsze, ale i tak sięga po lornetkę by patrzeć na groby). 

Bardzo to wzruszające opowieści, świadectwo robotników i budowniczych tej dzielnicy Krakowa, tych, którzy wierzyli, że ich „bloki będą tak wysokie, że nic tylko otworzyć okno i szarpać chmury”, a którzy gorzko się rozczarowali. Polecam bardzo, bo to magiczne opowieści, pełne sporej czułości wobec bohaterów, spisane w ciepły sposób, wręcz poetycko.

„Nowohucka telenowela”, Renata Radłowska, Wyd. Czarne, 2008.

Reklamy

9 uwag do wpisu “„Nowohucka telenowela” Renata Radłowska

  1. Zabawny ostatni akapit: “[…] bloki będą tak wysokie, że nic tylko otworzyć okno i szarpać chmury” – obecnie buduje się bloki (czyt. wieżowce) jeszcze bliższe chmur… tylko okien otworzyć nie można. Ot, poetycki paradoks.

    Obok Kazimierza, nowohuckie przestrzenie są magnetyzujące. Tyle mogę powiedzieć z autopsji i całkiem możliwe, że to zasługa historii.

    Polubienie

  2. Stara Nowa Huta ma swój klimat. Niektórzy starsi jej mieszkańcy nadal myślą o niej jako o odrębnym mieście i kiedy wybierają się do centrum, mówią, że jadą do Krakowa. Ta książka jest chyba właśnie o nich.

    Polubienie

  3. Krzysiek – ja po tej książce nabrałam ochoty na zobaczenie tych miejsc na własne oczy.

    A co do paradoksu o jakim wspomniałeś… tak, to prawda.. dla mnie to przerażające.. a wtedy,w tamtych czasach, to było coś… tylko że z tego ‚szarpania za chwmury’ rzadko coś wychodziło.

    Elenoir
    :) tam też byla taka jedna opowieść o mężczyźnie, którego żona pracowała w centrum Krakowa a on nawet nie chciał słyszeć o Krakowie, tylko Nowa Huta i Nowa Huta… Tak mi się teraz przypomniało, jak napisałaś o tym, że starsi traktują ją jak odrębne miasto To chyba tak działa właśnie.. gdy się coś od podstaw tworzy, buduje, zakorzeni się w tym miejscu, pokocha..

    Polubienie

  4. Mary, jeśli rzeczywiście chciałabyś kiedyś zwiedzić NH, to najlepiej zrobić to latem, kiedy zazielenią się liczne w tej okolicy skwerki i alejki. No i ludzi jest wtedy w Krakowie mniej:).

    Polubienie

  5. Ten fragment o Zofii zbierającej klepsydry coś chyba we mnie poruszył i czuję się zaintrygowana. Naczytałam się ostatnio fantasy sporo, więc może warto na chwilę przenieść się w jakieś bardziej realne klimaty? Może właśnie do Nowej Huty?

    Polubienie

  6. uwielbiam NH :) marzę o zamieszkaniu w okolicach Placu Centralnego, ale szczerze wątpię, czy w tym życiu będzie mnie na to stać. a Kombinat jest fascynujący, koncerty w nim to niezapomniane doświadczenie.
    tam w ogóle – nawet w nowszych blokowiskach – świetnie się mieszka. jest bardzo zielono, wszystko, co potrzebne, ma się pod nosem, łącznie z dwoma teatrami, komunikacja rewelacyna. mój chłop rezyduje tam prawie całe życie, donikąd by się nie wyprowadził i twierdzi, że nie ma najmniejszej potrzeby bywać w centrum (czyli w tzw. Krakowie – tak, on też tak mówi).

    Polubienie

  7. elenoir
    kiedyś może się uda :)

    porta celeste
    no tak, Tymieszkasz w Krakowie też, podejrzewałam że się wypowiesz w tej kwestii. Musiałabym zobaczyć NH żeby coś w tym temacie powiedzieć więcej, ale nie wątpię że mieszkańcy mają takie własnie podejscie jak Twój chłop :)) Fajna to kurcze faktycznie musi być dzielnica…

    milvanna
    z mojej strony bardzo polecam.

    kotowato
    ojej ojej :))) Już widziałam gdzieś info, chyba na fejsie :) Ale dzięki, że o mnie pamietałaś :D Wiem że to jakiś długi dziwaczny tytuł :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s