[o ksiazkach]

Peter May „Czarny dom”, „Człowiek z wyspy Lewis”

Stornoway_HarbourPrzepiękne miasteczko Stornoway na wyspie Lewis jest największym miastem wyspy, a jednocześnie jej stolicą. Sama wyspa jest północną częścią najbardziej na północ wysuniętej i największej wyspy, należących do Wlk. Brytanii (Szkocji) Zewnętrznych Hebrydów. Krajobrazy surowe, piękne, czyste, przestrzeń i te malutkie domki w miasteczkach,  kilka zabytków m.in. neo gotycki zamek Lews Castle640px-Scotland_Lewis_Stornoway_castle, okolice miasteczka Ness i wsi Crobost, gdzie dzieje się akcja obydwu książek Petera Maya, torfowiska, morze Hebrydzkie skąd praktycznie niedaleko do Arktyki.. Mogłabym tam żyć, kocham takie miejsca, północ Europy od zawsze mnie fascynuje: Skandynawia, Wyspy Owcze, Islandia, Szkocja …

Peter May jest szkockim pisarzem, dziennikarzem, za trylogię z Finem Macleodem otrzymał wiele nagród m.in. Grand Prix des Lecteurs – wcale się nie dziwię, bo to REWELACYJNE książki od których nie można się oderwać, przenoszą czytelnika w świat, z jakiego nie chce się wyjść, mimo, że czasem bywa brutalnie. Przyznaję, że już nie mogę się doczekać trzeciej „Jezioro tajemnic”, która dopiero w …. październiku (ech).

Główną postacią łączącą trylogię jest były policjant Fin Macleod. W „Czarnym Domu” jeszcze pracuje jako policjant w Edynburgu, choć ta praca nie jest i nigdy nie była jego pasją (stąd późniejsza rezygnacja). Fin pochodzi z wyspy Lewis, z okolic Crobost – tutaj dorastał, uczył się, pierwszy raz się zakochał w dziewczynce z blond warkoczykami o imieniu Marsaili, tutaj zginęli jego rodzice, tu również stał się jednym z tych odważnych, którzy raz do roku udają się tak zwaną skałę, na ‚rzeź’ ptaków (głuptaków). To akurat dość emocjonujący i ważny element „Czarnego Domu”.

guguBy wyjaśnić powiem, iż należy zabić około 2000 młodych piskląt, żeby nie dopuścić do rozrostu populacji. Jest to również tradycja ale też sprawdzian i w sumie obowiązek dla młodych chłopców (droga do dorosłości): ciężkie 2 tygodnie na skale w surowych warunkach to test dla odważnych. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia sławnej wyspy Sula Sgeir (w książce nazwanej An Sgeir) oraz tak zwanych „hunters of gugu” – jak potocznie nazywa się tych, co polują na głuptaki (gugu), które uwędzone są przysmakiem nie tylko Szkotów. Należy je zabić, oskubać, wypatroszyć i uwędzić – wszystko na skale, śliskiej, pokrytej guano, przy szalejącym wietrze, w spartańskich i niebezpiecznych warunkach.

300px-Sula_Sgeir_from_the_South_West

p00dcbyb_640_360

W „Czarnym Domu” wszystko zaczyna się od morderstwa niejakiego Angela Macritchiego. Powieszony w starym hangarze z wnętrznościami na wierzchu Angel, okazuje się człowiekiem z przeszłości Fina. Dorastali razem, chodzili do tej samej szkoły, dokuczali sobie. Fin w Edynburgu miał do czynienia z podobnym morderstwem przed paru laty, dlatego wezwano go na wyspę Lewis, podejrzewając, że być może działa tu ten sam, nie złapany wtedy morderca. Fin rozpoczyna śledztwo. Cofa się do swojej przeszłości, by zrozumieć sytuację, przypomnieć sobie dawne relacje,  ale przede wszystkim aby oswoić się bardziej z powrotem na wyspę, z którą łączy go wiele, niekoniecznie dobrego. Wspomina zatem…

Peter May bardzo płynnie przechodzi z przeszłości Fina w aktualną sytuację i odwrotnie, rozdziały idealnie się uzupełniają, wszystko co przychodzi w danej chwili policjantowi na myśl jest natychmiast konfrontowane z jego przeszłością. Bardzo żywa i obrazowa jest relacja z jego dzieciństwa, dorastania, każda osoba (a jest ich sporo) pojawiająca się we wspomnieniach coś wnosi, scala puzzle ze sobą, jest uczestnikiem historii wyspy i wpływa na życie Fina. A gdy Fin spotyka swojego dawnego przyjaciela Artaira i jego żonę, którą okazuje się Marsaili wówczas akcja nabiera tempa i „powala” konsekwentnie aż do ostatniej strony.

„Człowiek z wyspy Lewis” jest bardzo podobną książką i w formie i w sposobie prowadzenia akcji. Na torfowisku wyspy Lewis, przy kopaniu torfu, który od lat służy ludziom, znalezione zostają bardzo dobrze zakonserwowane zwłoki młodego mężczyzny z tatuażem Elvisa Presleya. Praktycznie niezniszczone ciało (torf zadziałał jak dobre zabalsamowanie) można rozpoznać, ale może to zrobić jedynie człowiek, którego DNA zgadza się z tym pobranym od denata. Sęk w tym, że jest to ojciec Marsaili – Tormod, który cierpi na demencję. Pojawia się zatem problem, bo mimo, iż czytelnik powoli poznaje historię Tormoda i wie, w przeciwieństwie do policji i Fina, który już tylko pomaga w śledztwie, że on rozpoznał denata (zastosowany jak poprzednio, zabieg autora cofania się do przeszłości w osobnych rozdziałach) to rozmowy z chorym na demencję człowiekiem są bardzo trudne, a przedostawanie się do skrawków pamięci jest ogromnie ciężkie zarówno dla Fina jak i dla samego Tormoda, a i w pewnym momencie wszystko nagle bierze w łeb, bo….

Bez tytułu

To są bardzo dobrze opowiedziane historie. Bardzo zaskakujące i bardzo wnikliwie ukazujące życie małej społeczności wyspiarskiej, która kryje wiele mrocznych tajemnic, ale również bardzo dogłębnie analizujące postawy i zachowania pod kątem psychologicznym. Rewelacyjnie napisane i rewelacyjnie się je czyta. Polecam z czystym sumieniem.

I taki cytat jeszcze na koniec: „Kiedy stykasz się tylko z najmroczniejszą stroną ludzkiej natury, sam zaczynasz ją w sobie dostrzegać. I to jest przerażające”.

Peter May „Czarny dom” „Człowiek z wyspy Lewis”, Wyd. Albatros 2014

(zdjęcia pochodzą z różnych stron z internetu, głównie wikipedia)

Reklamy

11 thoughts on “Peter May „Czarny dom”, „Człowiek z wyspy Lewis”

  1. Prawda, że świetne ?! Ja właśnie skończyłem „Człowieka z wyspy Lewis” i autor znów mnie nie zawiódł. Przyłączam się do oczekujących na „Jezioro tajemnic”.
    pozdrawiam !

  2. tommy – no jak dla mnie rewelacja… Kompletnie nie znałam autora… a tu taka niespodzianka, stąd mój entuzjazm :) Pozdrawiam oczekując na październik :D

  3. O matko! Wyczekiwałam Twojej recenzji i czułam, że będzie pozytywnie :D Tak, tak – przeczytam tego lata na pewno :D

  4. Bombeletta
    :) no polecam mocno :)

    tommy
    :) tak pytałam tylko , spoko

  5. Ooo, i kolejna książka w koszyku – bo też bardzo lubię północ. I te pustkowia, i ten surowy krajobraz, i te wsie dechami zabite (tylko ten nieszczęsny szkocki akcent…).
    Stornoway to też nazwa bardzo fajnego zespołu jest – jak na ironię, jego członkowie nie tylko stamtąd nie pochodzą, ale nawet ani razu tam nie byli przed założeniem kapeli :)

  6. portaceleste :) no to kup od razu dwie części. Przyroda gra niemałą rolę w tych książkach.. :) Zespołu nie znam, ale może założyli sobie, że jak się tak nazwią to tam pojadą ;)

  7. Świetny blog, Uważam że więcej takich miejsc byłoby, gdyby ludzie inwestowali w OZE.

    Pozdrawiam
    Norbert
    SunAge

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s