trochę minęło od ostatniego stosu… ;)

DSCF0030-002Mam tu wśród komentujących kilku kusicieli i kusicielek, więc się kurna nie dziwcie ;) a że jestem podatna na takie zakusy to hmmm… , a i nagły przypływ gotówki wystąpił, chociaż i tak wszystko kupione z rabatami bądź z wyprzedaży czy outletu.

Aha, i pamiętajcie, że dzisiaj ma być piękny, duży (jakoś o 15% większy niż normalnie) księżyc… o ile nie będzie zachmurzenia.

Reklamy

31 uwag do wpisu “trochę minęło od ostatniego stosu… ;)

  1. Wassmo i Fallaci mam na liście „na pewno kupię, chociaż miałam już nic nie kupować, póki nie przeczytam choć połowy tych zalegających, ale jestem tak uzależniona, że nie mogę się powstrzymać, a tak w ogóle to Wassmo/Fallaci/wstaw tytuł, więc muszę”. Z Kawakami to już się w ogóle nie tłumaczę, bo to przecież Kawakami, więc muszę! A „Dziewczynę z muszlą” już mam, „Szepty lasu” takoż, Helprina też.
    Wniosek jest taki, że nie powinnam tu zaglądać, bo po pierwsze zazdroszczę Ci książek, a zazdrość to brzydkie uczucie, po drugie zaczynam liczyć zaskórniaki, bo może by jednak Wassmo, a po trzecie przypominam sobie, że mam mnóstwo nieprzeczytanych książek, a wszystkie świetne i nie wiem, kiedy to przeczytać. To by było na tyle ;)

    A tak w ogóle to piękne książki! Przyjemnej lektury :)

    Polubienie

  2. Łaaaaaaa :D :D :D Zachwycam się obsesyjnie: „Księgą Diny”, „Szeptami lasu”, „Pokojem Jakuba” (Virginia! <3), "Inshallah" (Oriana!!! <3 <3 <3) i Dziennikami Virginii Woolf, które również posiadam i są doskonałe <3 Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń po "Zimowej Opowieści" :)

    Polubienie

  3. Wcale nie czuję się winna, ha,ha,ha,ha… :) Tym bardziej, że pod wpływem Twojego przedostatniego wpisu Muminkowego wreszcie się sprężyłam i zrealizowałam od dawna odkładany zakup, a mianowicie dwie księgi „Muminków” zebranych nabyłam. Zawsze chciałam mieć wszystkie tomiki, zawsze też tego czy tamtego mi brakowało, to teraz problem za Twoją sprawą rozwiązany :) Takim to właśnie sposobem wszystko w przyrodzie się równoważy, buahahahaha… :)

    P.S. Idę zobaczyć, co to takiego ten „Biały hotel”. A księżyca nie zobaczę, bo u mnie chmury wszędzie.

    Polubienie

  4. I co ja Ci mam powiedzieć na widok takiego stosu? :D Gratulacje i życzę dużo czasu :D. Czytam teraz „Pięć okien z widokiem na Shanghaj”. Bardzo dobra książka, choć jak dla mnie dołująca. Acz naprawdę doceniam pisarza. Myślałam że jest starszy :).

    Polubienie

  5. Imponujące stosy – wiesz, że uwielbiam Twoje zdjęcia :)
    Szczególnie ciekawi mnie Margaret Lawrence i Kazuo Ishiguro – czytałaś już coś tego drugiego ?

    Polubienie

  6. Małgośka – dziękuję. U mnie jest podobnie. Mam przecież tyle książek, które czekają na przeczytanie nietknięte a ciągle kupuję wynajduję coś nowego. To uzależnienie, zresztą już wiele razy o tym mówiłam, a temat ten przewija się i na blogach. Ostatnio w modzie jest ponoć „nie kupowanie” – to niby mądre i rozsądne rozwiązanie dla mnie byłoby, bo miejsca mi brakuje ale ja z mądrością i rozsądkiem jeśli chodzi o książki mam niewiele wspólnego. Wassmo ponoć bardzo dobra jest, już od paru osób słyszałam, jeszcze zanim wypuszczono wznowienie w Polsce. Pozdrawiam :)

    Bombeletta – właśnie zamierzam się zabrać za „Zimową opowieść”

    Jabłuszko :))))))) to jeszcze sobie kup zebrane wydanie o Puchatku ;) o ile lubisz i nie masz. A ten „Biały Hotel” to w Taniej Książce (Dedalusie) znalazłam, jakoś tak za 10 zł?? nie pamiętam już teraz, ale zaciekawiło mnie.

    Zajeckitajec ;) mój teraz już też

    Gia – Tak, młody jest ten pisarz, też się zdziwiłam- nic jeszcze nie czytałam jego autorstwa a u Jarka na „Krytycznym okiem” wpadła mi w oko bardzo pochlebna recenzja. Poczeka w kolejce.

    Porta Celeste – piękny był.. gapiłam się z godzinę w niego wczoraj.

    Katarzyna :) cieszę się że coś tam dla siebie też znalazłaś

    Tommy :) Ishiguro tak, czytałam „Niepocieszonego” (dawno temu bardzo mnie urzekła) i „Okruchy dnia” o której pisałam tutaj : https://czytajodlewej.wordpress.com/2010/06/19/okruchy-dnia-kazuo-ishiguro/

    Polubienie

  7. Mary, na Puchatku w tłumaczeniu Ireny Tuwim to ja się wychowałam, uwielbiam i staruteńkie wydanie mam jeszcze z dzieciństwa, zaczytane niemożebnie, ale ukochane. Za nic się nie pozbędę, bo ile ja z tymi opowiastkami ze Stumilowego Lasu spędziłam godzin w zdrowiu i w chorobie, to nawet nie policzę! Najbardziej kochałam Kłapouchego – za ten jego wieczny smutek chyba :) I tak mi już zostało do dzisiaj, że bohaterowie pełni melancholii, żyjący jakby obok, samotni w tłumie, niezrozumiani, cisi, refleksyjni to moje ulubione typy książkowych postaci. No fakt, że nawet w życiu tzw. „dusze towarzystwa”, różne głośne, dynamiczne wesołki to ten rodzaj ludzi, którzy niesamowicie mnie męczą już po kilku minutach przebywania w ich obecności i staram się od takich osób trzymać raczej z daleka. A Kłapouchy to był dla mnie zawsze swój gość – nawet ten jego lekko gderliwy, zrzędliwy ton jakoś nigdy mnie nie odstręczał :)))

    Polubienie

  8. Inshallah prawie przeczytałam. Utknęłam pod koniec, zmęczyłam się psychicznie. Nie jest to książka którą czyta się jednym tchem. Ja musiałam robić dłuższe przerwy, ale wrócę i przeczytam do końca :)

    Polubienie

  9. Jabłuszko – o rany, jakie my podobne jesteśmy !!! ….
    I też wielbię Kłapouchego i w ogóle mamy to samo wydanie bo ja też takie stare w tł. Tuwim, taka ciemna okładka i w środku okładki obrazek… Kocham…
    „Oni zamiast Mózgów mają tylko szary puch, który przez pomyłkę został wdmuchnięty w ich głowy. Oni po prostu nie myślą.” oj jakie to aktualne…
    Wielbię i Puchatka i Muminki – stare beztroskie czasy… miło czasem powrócić. Ostatnio podczytuję.. hmmm…. Baśnie Andersena. takie stare wydanie mam… ile to też ze mną przeszło…
    ps. z innej beczki naszło mnie na Philippę Gregory (czytałam parę z blibiloteki i chyba se skompletuję bo mam gdzieś chęć ) ;)

    Kasia. – no domyślam się, że nie jest to lekka książka.. dlatego trochę się jej póki co boję ‚tykać’.

    Polubienie

  10. Mary :)))

    Wiesz, może się to wydać dziwne (trudno!), ale oprócz kupowania książek dla dorosłych, uwielbiam kupować książki dla dzieci i robię to regularnie, razem z zakupami tych pierwszych. Kupuję je dla siebie, zbieram te, które pokochałam w dzieciństwie czy wczesnej młodości durnej-chmurnej, a których z różnych względów nie miałam na własność wtedy. Teraz nadrabiam. Kupuję też takie, które polecają inni, a których ja wcześniej nie znałam albo ukazują się dopiero obecnie. Nie mam tu na myśli książeczek dla bardzo małych dzieci czy wręcz niemowląt, gromadzę te wszystkie, których adresatami są dzieci nieco starsze – pozostały wiernie w mojej pamięci, kiedyś zaczytywane z wypiekami. I tak sobie to wszystko zbieram na nowo, i czytam od nowa, i mam z tego zbierania i ponownego odczytywania niesamowitą frajdę. Co tu dużo mówić: czuję się szczęśliwa wracając do tytułów i autorów, których targetem wprawdzie dawno już nie jestem, ale noszę te książki od zawsze głęboko w sercu i wciąż jeszcze do mnie przemawiają. Może to starcze zdziecinnienie mnie już dopada przed czterdziestką, ha, ha, ha?! Tak czy siak, uwielbiam te resentymenty! :)))

    Philippę kupuję, tylko powoli, po jednym tomie. Też chcę całą skompletować (mam już sześć). Kiedyś kilka tytułów było w outlecie Ravelo (d. Weltbild), a kilka innych na ichniej wyprzedaży, to sobie wzięłam. Mam na myśli te bardziej historyczne, bo ona jakby dwunurtowo pisze: jedne książki skupiają się na prawdziwych postaciach i wydarzeniach z historii, inne na wymyślonych przygodach fikcyjnych bohaterów w otoczce historycznej jedynie. Ja ją lubię i taką, i taką. Ale kupić, to kupię tylko tytuły z pierwszej grupy, a te z drugiej to z biblioteki poczytam.

    Polubienie

  11. P.S. Zapomniałam: zastanawiam się nad serią „Czarny Wygon” Stefana Dardy. No, jakąś mam taką chęć ;)

    Polubienie

  12. Jabłuszko :) nie, to wcale nie jest dziwne. Ja na przykład ostatnio kupiłam sobie „Dzieci z Bullerbyn” – uwielbiam! Jak byłam mała bardzo dużo czytałam, zawsze wolałam książeczki od lalek. czytałam nawet książkę dziadka którą nawet mam jeszcze o powojennej warszawie „Bruki Warszawy” – chłonęłam wszystko co mogłam w tamtych czasach czyli latach 70-80. Też tak mam że przed 40 chyba dziecinnieję nieco i chcę jeszcze trochę uszczknąć z tamtych dawncyh beztroskich czasów :) To sprawia niesamowitą frajdę. Gdzieś w antykwariacie znalazłam też „Ten obcy” uwielbiałam tą książkę :)
    Co do Philippy też wolę te historyczne. Ostatnio właśnie w Ravelo upolowałam „Dwie królowe” w outlecie. Będę wypatrywać innych :)
    A ten Darda to chyba jakaś fantastyka? nie znam… :)

    Polubienie

  13. Mary, aż mnie zatkało, kiedy przeczytałam, że kupiłaś ostatnio „Dzieci z Bullerbyn”, bo… właśnie jutro odbieram z poczty paczkę z tą książką, zamówioną kilka dni temu :))) Serio, serio. Wydanie wzorowane na tym starym, na okładce dzieci lecą na miotłach. Specjalnie je zamówiłam, bo identyczne czytałam w dzieciństwie i dokładnie takie samo chciałam mieć.
    Pamiętam, jak kiedyś na Mikołaja dostałyśmy z Siostrą słodycze i lalki. Siostra się cieszyła lalką, a ja się popłakałam, bo liczyłam na książkę i nawet miałam jedną upatrzoną. Mama, wzruszona moim smutkiem, kupiła mi wtedy te upatrzone „Baśnie ludów Północy”, dwoma lalkami bawiła się Siostra, a ja książkę czytałam tyle razy, że umiałam ją prawie na pamięć. Do dziś mam ją u siebie i pamiętam jedną z bajek, a wtedy miałam może siedem, osiem lat.

    Jurgielewiczową uwielbiałam, „Ten obcy” był jedną z moich pierwszych nastoletnich książek w ogóle, czytaną na długo przed tym, zanim trzeba było to zrobić w ramach zapoznawania się ze szkolnymi lekturami. Ulę, bohaterkę książki, bardzo polubiłam i bardzo się również z nią utożsamiałam.
    I chociaż ukochaną książką pisarki była i pozostanie dla mnie „O czterech warszawskich pstroczkach”, to „Ten obcy” okupuje niezmiennie miejsce drugie :) Nie wiem, czy wiesz, ale ostatnią książką Jurgielewiczowej były jej wspomnienia z młodości „Byłam, byliśmy” – gdzieś ją mam na półkach, czytałam dwa razy i szczerze polecam. Pisarka była kobietą niezwykłego formatu, walczyła w Powstaniu, przeszła przez oflag. Mam dla niej ogromny szacunek, ponieważ była – to się zresztą także mocno czuje we wszystkich jej książkach – człowiekiem niewzruszonych zasad, bezwzględnie stojącym po stronie przyzwoitości i dobra. Zawsze mi tym imponowała.
    Za jedną z najważniejszych książek w swoim życiu uważała „Łaskę śmierci” Marguerite Yourcenar, opartą na prawdziwej historii opowieść o wielkiej namiętności. Od lat mam ją w kolejce do przeczytania i ciągle czeka, ale chyba już niedługo.
    Swego czasu mocno mnie Irena Jurgielewiczowa interesowała, a że nie było jeszcze wtedy Internetu, to szperałam w prasie wszelkiego formatu, szukając jakichś wiadomości o pisarce. Pamiętam, jak natrafiłam na informację o jej setnych urodzinach (nawet gdzieś mam w którymś z licznych notatników tamten wycinek) i pomyślałam sobie, że, no jasne!, prawy człowiek to i życie długie. A na fotografii przy tym artykuliku wyglądała prawie jak moja Babcia :)

    Darda, z tego co się orientuję, to takie połączenie horroru z elementami fantastycznymi. Ja lubię, w charakterze odstresowujących przerywników, ha, ha, ha… :)

    Polubienie

  14. Jabłuszko, kurcze zupełnie nie wiedziałam tego o Jurgielewiczowej o czym piszesz. To wszystko bardzo ciekawe… Poszperam za tą jej książką „Byłam byliśmy”, bo warto na pewno, zresztą tak ciepło o niej piszesz a na Twojej opinii zawsze polegam.

    A tej książki o „pstroczkach” nie znam kurcze :)) Hmm…

    „Dzieci z Bullerbyn” mam dokładnie to samo, żółta okładka i dzieci na miotłach :) (niezły zbieg okoliczności :D)
    Nigdy nie miałam swojego egzemplarza, tylko z biblioteki szkolnej pamiętam, nie chciałam go oddawać i wymyśliłam sobie że przyznam się, że zgubiłam, byle tylko go zatrzymać, ale nie miałam odwagi tak kłamać i z żalem oddałam spowrotem, Teraz mam swój, pachnący nowy :)
    Tak a propos jeszcze powyższych komentarzy : w przekładzie Ireny Tuwim widziałam dzisiaj bodaj „Mary Poppins” wyd. Jaguar. Też cudne… ech. Ale ceny… ! uch..

    Aaaa i w outlecie Ravelo 2 księga Muminków za 28 zł :) oczywiście zamówiłam, czekam teraz az sie pojawi pierwsza :D bo Muminkow w ogóle nie mam, jakieś pojedyncze gdzieś stare bardzo części, ale nawet nie wiem gdzie i czy w ogóle (być może że komuś dałam już, jakiemuś dziecku w rodzinie).Stwierdziłam, że zamówię sobie to zebrane wydanie, bo ładne i wszystko w jednym :) Spapugowałam po Tobie :D

    Polubienie

  15. Nie ma to jak wzajemna inspiracja: potem zawsze miło się rozgrzeszyć, że nie ja, tylko ona ;):)

    Tobie żal było oddawać biblioteczne „Dzieci…”, mnie „Emilkę ze Srebrnego Nowiu” Montgomery, moją ukochaną książkę swego czasu (wolałam i nadal wolę ją od Ani). Ale oddałam, jak i Ty, bo też nie miałam odwagi tak kłamać w oczy bibliotekarce-staruszce, która mnie lubiła i zawsze pozwalała wybierać więcej książek niż można było. Potem, po jakimś roku chyba, znalazłam tamto wydanie „Emilki” razem z pozostałymi dwoma częściami w antykwariacie za jakieś grosze i szczęśliwa kupiłam. Za nic nie zamieniłabym jej na to współczesne wydanie, gdzie dawną „Emilkę na falach życia” wznowiono jako „emilkę szukającą swojej gwiazdy”, brrrr… :)

    Zobaczę to wydanie „Mary Poppins”, a z Muminkami miałaś szczęście! Koniecznie poczekaj na pierwszą księgę, bo pięknie są wydane!
    Ja dziś w outlecie zamówiłam „Źle urodzone” Springera (bo marzyłam o nich od dawna, ale ta cena…), „Wojaka Szwejka” w jednym tomie dwa (wprawdzie czytałam już, ale swojego nie miałam i chcę przeczytać ponownie), „Pasję według Einara” Cherezińskiej (bo mi tylko tego tomu brakowało), „Zbyt głośną samotność” Hrabala (bo go kocham miłością wielką, powoli gromadzę i jeszcze mi tylko trzech tytułów brak, a czytać go mogę po wielokroć) oraz jeden tom „Felietonów” Kisielewskiego (z takich samych, co Hrabala, względów). Rzuciło mi się w oczy kilka innych książek, ale na trzy paczki z Arosa czekam, to na razie fajrant :) Jakby co, to mają w outlecie najnowsze wydanie „Wichrowych Wzgórz” – warto dla jego urody nabyć kolejny egzemplarz :)

    Polubienie

  16. P.S. A, zapomniałam: „Pstroczki” polecam z całego serca – to taka ciepła opowieść o czterech warszawskich wróblach (tytułowych pstroczkach właśnie) ze Starego Miasta. Wróbelki przeżywają liczne przygody, a czytelnik się uczy, co to znaczy przyjaźń, wierność, oddanie, odwaga. Jakbym miała wskazywać naj, naj, najbardziej ukochaną książkę mojego dzieciństwa, to byłaby właśnie ona. Tylko dramat miałam wtedy, bo nie można jej było nigdzie kupić, ale miała ja moja koleżanka, która w ogóle jej nie czytała. I wyglądało to tak, że co chwila ją od niej pożyczałam, czytałam po raz milionowy, oddawałam, a za tydzień znów pożyczałam. I tak w kółko – a dać mi jej lub sprzedać nie chciała ta Nina :) Po wielu, wielu latach na Allegro nabyłam swoje własne „Pstroczki” i każdemu mogę tę cudowną książeczkę rekomendować. W ogóle uważam, że książki Jurgielewiczowej powinny być lekturą każdego dziecka, młodszego i starszego, bo są wyjątkowo mądre i po prostu dobre z literackiego punktu widzenia. Pisarka, obok polonistyki, ukończyła również pedagogikę i mariaż tych dwóch dziedzin pięknie w jej książkach się odzwierciedla.

    Polubienie

  17. Jabłuszko… Springera widziałam – pomyślę, bo kurcze opłaca się, ale nie wiem jak ja to wszystko ogarnę :) Co do innych tytułów Twoich to faktycznie dobre pozycje..
    Do mnie dzisiaj przyleciała ta wspomniana 2 księga Muminków z outletu – lekko tylko nadgnieciony róg a pół ceny niżej, normalnie cena przecież poraża, ale faktycznie wydanie cudne. Podobne jest to „puchatkowe” :) Podobają mi się, jak będę mieć urlop to poczytam wreszcie więcej, bo teraz czasu brak.
    A „Pstroczki” to faktycznie przemiła i mądra bajka musi być :)
    Ja z dzieciństwa pamiętam bardziej takie przygodówki bo lubiłam Pana Samochodzika albo coś takiego jak „Dzika Mrówka i tam tamy” :)) kilka częsci było, albo „Czarny parasol” Bahdaja.. ooo i poluję na „Przygody Tomka Sawyera” uwielbiałam! :)

    ps. 3 paczki z Arosa, matko bosko :D

    ps. a gdzie jest KRZYŚ??? :)

    Polubienie

  18. KRZYŚ? Pewnie na wakacyjny podryw gdzieś wybył :) Nurkuje sobie w jakimś jeziorku i dziewczyny za nogi łapie, to książki mu nie w głowie ;)

    Nienackiego i Bahdaja też czytałam, Niziurskiego, Maya, Szklarskiego, Szenica, Twaina również. Wszelkiej maści „chłopackie” książki na równi z „dziewczyńskimi” przewijały mi się przez ręce. W ogóle nie ma dla mnie znaczenia kto jest domniemanym odbiorcą książki danego gatunku: najważniejsze, żebym odnalazła w niej to, co mnie zaciekawi, ujmie, z czym się zidentyfikuję, co uznam za swoje. Tyle dla mnie książka warta, ile w niej siebie odnajdę, a reszta mnie nie obchodzi – czytam praktycznie wszystko, oprócz książek kulinarnych (bo mnie nie interesują i nienawidzę gotować), ckliwych, przewidywalnych romansideł (bo mam alergię na robienie z czytelnika durnia) i większej części tzw. literatury obyczajowej dla kobiet (bo moja wizja kobiecości opiera się na całkowicie innych założeniach). Wszystko to, co nie kwalifikuje się do wymienionych, prędzej czy później przeczytam :)

    O, jak chcesz, to Ci polecę świetną książkę (skończyłam dzisiaj czytać): John Irving „Hotel New Hampshire”. Wiem, to znany autor, ale jakoś się dotychczas mijaliśmy i właśnie teraz przyszło mi odkryć mądrość ukrytą w jego książkach. Mam właśnie zamiar zabrać się za „Regulamin tłoczni win” :)

    Polubienie

  19. P.S. (po kilku godzinach, ale nie mogę się po prostu powstrzymać, ha, ha, ha…)

    Czytam sobie od jakiegoś czasu potyczki pewnej blogerki kosmetycznej z nieuczciwą firmą. W skrócie: firma zorganizowała konkurs, bolgerka wzięła w nim udział, zajęła pierwsze miejsce i otrzymała zawiadomienie o nagrodzie. Ponad miesiąc z okładem bezskutecznie na nagrodę czeka, wywiązała się korespondencja z firmą, ta stale blogerkę zwodzi różnymi głupimi tłumaczeniami, a nagrody jak nie było, tak nie ma. Jest żal, zawód, pomstowanie z jednej strony i mataczenie z drugiej. Blogerka robi skany potyczek i zamieszcza na blogu. Czytam sobie dzisiaj jedną z wypowiedzi firmy, a tam następujący ustęp (interpunkcja oryginalna): „zdajemy sobie sprawę, że blogerki i blogerzy, wraz z dziennikarzami stanowią czwartą władzę…”. Buahahaahaha…
    No, Mary, władzuchno kochana, to już teraz wiem, skąd u Ciebie te królewskie iście obyczaje w doborze słowa pisanego! :)))

    Polubienie

  20. :)) Krzyś w jeziorku.. :))) rozbawiłaś :) Kto go wie, zamilkł, obraził się czy jak :) Krysiu Krzysiu!!! hophop!

    Mam podobnie z książkami, rozwalają mnie teksty typu „kobieca literatura”, a zwykle pod tym kryją się ckliwe romansidełka albo inne rozlewiska czy tam pensjonaty na wsiach gdzie znikąd przybywa przystojny listonosz tudzież mechanik samochodowy i zaczynają płonąć ogniska wiecznej i nieskazitelnej niczym na tle zielonych lasów i łąk miłości ;)
    Ja ogólnie lubię książki w których znajduję coś co mnie przyhacza, wywołuje jakieś emocje, trafia i przenosi w inny swiat – czyli dokładnie tak jak Ty. Jesli mnie coś nudzi – nie czytam.

    Kulinarnych nie mam w ogóle chociaż gotować lubię :) i nawet czasem polookam se na bbc na jakieś kulinarne programy :) ot, tak, widzę jaką ludzie mają pasję gotowania jak potrafią z niczego zrobić pyszne danie. Kreci mnie to, ale też nie jest to dla mnie coś za czym przepadam jakoś szczególnie. Jedyne książki związane z jedzeniem, to te z Czarnego z serii Dolce Vita :)

    Co do blogerek… ja to nie pojmuję tego typu sytuacji. Po co to tak rozwlekać na forum? jakby to bóg wie co było… robi se laska statystyki i tyle :))) Ale fakt, info co do tego, że blogerzy to władza (trzecia, czwarta czy któraś) słyszę nie pierwszy raz.. ale żadna tam ze mnie władza. Sama widzisz, komentarzy jest niewiele, nie wiem ile osób w ogóle czyta moje wypociny… Piszę to bardziej dla siebie , żeby pamietac o danej ksiażce nie dla jakiejś popularności a że przy okazji parę osób zachęcę do przeczytania czegoś to super :)

    Polubienie

  21. ps. Irvinga kompletnie nic nie czytałam… wiem, że ma sporo książek, ale nigdy do mnie nic nie trafiło. Może kiedyś z biblioteki…. :)

    Polubienie

  22. Wiesz, komentarzy masz niewiele (no, poza sytuacją, kiedy się do Ciebie z Krzyśkiem jak rzepy przyczepimy i, Jezusie!, odpisywać mus, a ci ciągle swoje, ha, ha, ha), ale ludzie czytają i jednak dają temu wyraz. Można zauważyć, że Twoje pisanie jest lubiane :)
    Ja się odzywam na przykład tylko wtedy, kiedy chcę Ci coś powiedzieć, niekoniecznie z daną książką związanego, bo nie zawsze tę opisywaną przez Ciebie czytałam, więc na jej temat nie pogadam. A czasami ktoś przede mną napisze to, co napisałabym sama, to ja już milczę.

    Ha, ha, ha – ogniska wiecznej miłości płonące na tle zielonych lasów. Żeby Ci się przypadkiem jakiś przystojny strażak znikąd do bloga nie dobrał ;):) Bo będziesz tu miała takie rozlewisko, że hej! ;)

    Polubienie

  23. A ja właśnie najbardziej lubię te sytuacje o których mówisz, o tym przyczepianiu się jak rzepy – cudne są te nasze dyskusje. Uwielbiam :)
    Swoją drogą miło że tak myślisz, że moje pisanie jest lubiane – mam szczerze taką nadzieję.

    Rozlewisko ze względu na dzisiejszy upał by mi się faktycznie dzisiaj przydało ;)
    ps. kupiłam se „Pippi” z Wyd. Naszej Ksiegarni Astrid… cudne wydanie jak Muminki :)

    Polubienie

  24. Jezu, Mary, dzięki za wspomnienie o Pippi! Na Ciebie zawsze można liczyć, jeżeli trzeba sobie za książką pochodzić :D A jaka subtelna zachęto-podpowiedź z tymi Muminkami! :)

    W ramach rewanżyzmu:
    1) Adriana Szymańska „Taja z Jaśminowej”. W dzieciństwie wprawdzie nie znałam, ale po notce Kasi Sawickiej z bloga „Moja Pasieka” nabyłam czas jakiś temu. No i się zakochałam w tej książce, mając jednocześnie poczucie, że jako dziecko tylko straciłam, nie będąc świadomą istnienia tego cuda. Na marginesie: wydanie WAB przepiękne!

    2) Wszystkie „Powiastki” Beatrix Potter: na tę to książkę zrujnowałam się już doszczętnie. Ależ ja ja chciałam mieć! :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s