od dawna wiadomo, że upał szkodzi ;)

Desktop7

Dzień dobry… także ten….

Mam na imię Mary i jestem książkoholikiem ;)

Reklamy

28 uwag do wpisu “od dawna wiadomo, że upał szkodzi ;)

  1. A ja właśnie dziś kupiłam sobie (w ramach prezentu urodzinowo-imieninowego) cztery książki z tej serii: http://tudorowie.pl, a niedawno obejrzałam jeszcze serial „The White Queen” na podstawie jednej z powieści Gregory. I postanowiłam, że do targów książki w październiku spróbuję się powstrzymać:).

  2. Elenoir
    To wydawnictwo i ogólnie seria tzw. królewska bardzo mnie kusi… chciałabym :) Słyszałam różne opinie ale generalnie mówi się, że to bardzo rzetelnie napisane książki, a już szczególnie G.J. Meyera (jego Tudorowie i Borgiowie podobno świetne)
    ps. nie wiem kiedy masz imieniny i urodziny ale skoro wspomnialaś, to najlepszego życzę :)

  3. „Muminki”, „Pippi” i „Dzieci z Bullerbyn”! – wielkie miłości mojego dzieciństwa, młodości i wogóle życia literackiego <3 O! I ile kostiumowych! Co prawda nie przepadam za Tudorami, ale poczytam chętnie o samych powieściach :)

  4. Bombeletta a ja uwielbiam czytać o Tudorach, w ogóle o wszelkiego rodzaju dynastiach, rodach itp… :) a te z dzieciństwa.. też właśnie kocham szczególnie że takie ładne wydania. Muminki to narazie część druga, poluję w outlecie jeszcze na część 1 bo liczę że w Ravelo się pojawi, zawsze to pól ceny mniej :)

  5. Ja już mam w dwóch wersjach wszystkie tomy – pierwszy to jeszcze rodziców z dzieciństwa, a drugi to pełne odnowione wydanie sprzed kilku lat <3 Uwielbiam!
    A moją epoką jest Oświecenie, szczególnie francuskie :)

  6. Mary, dziękuję za życzenia:). Oba „święta” wypadają jutro.
    Zapomniałam dodać, że kupiłam wspomniane książki po 20 zł za sztukę w Dedalusie w Krakowie:). Cena z okładki to chyba około 60 zł – dziś było gorąco, ale nie aż tak, żebym wydała naraz 240 zł:).

  7. Elenoir
    20 zł ???? oj po niedzieli lece do Dedalusa :) zobaczę sobie co mają, bo faktycznie książki z Astry to około 50-60 zł. Tyle że ja tego mojego Dedalusa nie lubię – strasznie ciasno i nie wiadomo co gdzie jest, ale dzięki za cynk :)

  8. „Witaj, Mary” odpowiedział chór ;). Nawet nie wiedziałam, że czytasz coś takiego jak Pihlippa Gregory :). Choć w sumie… kiedyś po Twojej recenzji przeczytałam „Emancypację Mary Bennet”, także nie wiem czemu się dziwię. Może dawno takiej literatury nie było :).

  9. „Krystyna…” Undset – jedna z moich ukochanych książek. Mam stare wydanie, PAX-owskie z 1966 roku, takie w zielonym płótnie (no, teraz, po latach to już mocno wyblakły zielony, prawie szary) i je uwielbiam, całą trylogię czytałam dwa razy i przeczytam na pewno jeszcze przynajmniej raz, bo to dla mnie literatura najwyższej próby, kwintesencja Skandynawii w każdym calu. Bardzo, bardzo, bardzo polecam!
    P.S. Twoje wydanie, to chyba, jeżeli dobrze widzę, dwutomowe jest. To całość, czy brak tomu 3? (albo sobie sprawdzę zaraz :) )

    Zaszalałaś z Philippą, ale to dobrze: jak już kupować jakiś cykl, to najlepiej od razu kompletować go w miarę szybko, żeby można było sobie sensownie czytać – takie moje zdanie. Na świeżo przynajmniej wie się, co się już ma i nie trzeba przekopywać półek dla uniknięcia dubletów, a to może być problematyczne w powodzi zalegających książek.

    Jurgielewiczowa! :))) W ogóle masz ten stos prima sort! :)

  10. Bombeletta – też lubię francuskie Oświecenie chociaż wałkowaliśmy je zbyt mocno na studiach (studiowałam romanistykę) i szczerze mówiąc miałam go lekko dosyć. Szczególnie Voltaire’a ;)

    Tommy – o dzięki za informację :) zapowiada się ciekawie
    A Mantel mnie też bardzo już od dawna…

    Jabłuszko :) co do Krystyny to wydaje mi się że to 2tomowe wydanie. Nie znalazłam nigdzie informacji, że jest jeszcze 3 tom lub jakikolwiek ciąg dalszy. Te dwa są dość grube i małą czcionką, więc mam nadzieję, że to całość (w Arosie się opłacało). Gdzieś czytałam recenzję, że nudą wieje z tej książki, że pisana tak jednym tonem, jakby bez emocji ale nie sugeruję się – kiedyś podczytałam fragment w bibliotece i jakoś pamiętam, że mnie emocjonalnie siekło i stwierdziłam, że kiedyś to muszę przeczytać. Nie składało się jakoś, a i zapomniałam o tym tytule – dopóki nie przeglądnęłam ostatnio oferty Arosa. I tam wlaśnie wpadło mi to w oko….Bo przy okazji tam kupiłam jedną książkę Mantel też dość tanio.
    A z Philippą to część z allegro za jakieś 11, 14 zł za tom (lekko podniszczone, czego nie widać na zdjęciu) a dwie bodajże w empiku bo była obniżka o 30% chyba, no i dwie z outletu w Ravelo (podobnie jak Mantel z outletu za 20 zł.. lekko naderwana okładka w jednej i pognieciona w drugiej) :) Aaa i jeszcze zakupiłam „Wichrowe Wzgórza” wydane przez Znak ale mi na fotce się nie zmieściły ;)

  11. Gia
    A no właśnie, rzadko czytam takie książki a bardzo lubię – ale to dlatego, że zbyt dużo jest wszystkiego… Mnóstwo różnych gatunków też w sumie mnie interesuje, czasem jak wpadnę w reportaż – to czytam tylko reportaże, jak w powieści to powieści… i tak to jakoś leci.. :) A ta „Emancypacja…” to chyba pamiętam slabo mi do gustu przypadła… jakoś nie utkwiła na dłużej w pamięci. Ale np Jane Austen czy Ch. lub E. Bronte – wielbię… :)

  12. Mary, rzeczywiście, „Krystyna…” napisana została właśnie takim pozornie bezemocjonalnym, surowym stylem, ponieważ główna bohaterka, czyli Krystyna właśnie, jest kobietą na pozór chłodną, zdystansowaną, zamkniętą w sobie. Ale to tylko pierwsze wrażenie, bo w książce Undset od uczuć i emocji wszelakich aż kipi, a pod typowo skandynawskim opanowaniem, ukryte są wspaniałe namiętności. Ja taką prozę wprost uwielbiam, bo nie przepadam za bohaterkami, które kochają cały świat i swoją żywiołową serdecznością gotowe są obdzielić każdego, a autor książki wybitnie im w tym dopomaga, serwując czytelnikom język przeładowany egzaltacją. Dla mnie „Krystyna…” jest opowieścią o dwojgu samotnych ludziach, stworzonych dla siebie i nie potrafiących jednocześnie być ze sobą, dzielić wspólnej samotności, o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, ale przede wszystkim o wspaniałej, mądrej, silnej kobiecie, która nie boi się iść przez życie własną drogą. Krystyna jest trochę podobna do Diny z „Księgi Diny” Wassmo, tylko że Dina niesamowicie mnie irytowała, bo w moim pojęciu sama nie wiedziała czego tak naprawdę chce i jakaś taka niezborna była, rozdygotana, a Krystynę polubiłam od początku, chociaż obu bohaterkom los nie szczędził smutków i różnorakich zawirowań.
    Wiesz, to jest taka proza, a Norwegowie potrafią tak pisać, że historia niby płynie swoim wolnym nurtem, a w nas emocje zapamiętale się kotłują i kiedy przychodzi koniec (a finał ma „Krystyna…” bardzo dobry), to się odkłada książkę z przekonaniem o obcowaniu z arcydziełem.
    Nie nowina to dla mnie, że są czytelnicy, którym nudą wieje z powieści Undset, bo prawdę mówiąc, nie jest to książka dla każdego i (dobra, niech mnie linczują, bo znów dzielę czytelników na mądrych i głupich :) ) nie każdy ją zrozumie i doceni w dobie przelewających się na blogach zachwytów nad nieskomplikowanymi, ale „życiowymi” podobno, obyczajówkami dla kobiet. Jakbym miała gdzieś poszukiwać jakichś wzorców na życie kobiety, to „Krystynę” i „Księgę Diny” wskazałabym bez wahania, z zastrzeżeniem, że wzorzec Diny nie do końca mnie przekonuje.

  13. Jabłuszko, dzięki :) jak mówię, mnie się (tak myślę) spodoba dlatego, że już od dawna coś mnie ciągnęło do tej książki a wystarczył kiedyś fragment… malusi.
    Wassmo jeszcze nie czytałam, chętnie porównam sobie później obydwie bohaterki.

    W każdym razie ja prozę skandynawską bardzo sobie cenię. Kończę teraz „Na Syberię” Pera Pettersona (też Norwega) – niby taka niepozorna książka, niby nic wielkiego się nie wydarza. Treść opiera się na wspomnieniach głównej bohaterki i głównie na relacji ze swoim bratem ale tu aż kipi od emocji… uczuć .. wystarczy jedno krótkie zdanie żeby odczuć na skórze setki wrażeń. Jednym słowem można by ją określić „głęboka”.
    Obyczajówki dla kobiet podobno „życiowe” mnie w ogóle nie obchodzą. Nie czytam tego typu literatury.. szkoda mi czasu :)

  14. Petterson też mi się prawdopodobnie z tą książką spodoba (czytałam już „Kradnąc konie”). On ma taki trochę poezją podszyty styl, co mi się bardzo dobrze czyta i jakoś mi z tym trafia do serca.

    Zwróć uwagę na „Baśń” Jonasa T. Bengtssona (wcześniej u nas Czarne wydało jego „Submarino”). To z kolei Duńczyk, ale styl taki, jak lubimy: pozornie obojętny, chłodny, „reportażowy”, a ładunek emocji ogromny – słowem, wszystko to, co u Skandynawów najlepsze, co stało się już ich marką.
    Jak oni to robią? Chyba jest coś w tamtejszej przyrodzie, klimacie, co nadaje ich pisaniu ten niemożliwy do podrobienia rys :) Prawdę mówiąc, gdybym kiedykolwiek zdecydowała się na stałe zamieszkanie gdzieś za granicą, tylko Skandynawia wchodziłaby w grę (a najpewniej Norwegia właśnie) :)

  15. Pettersona „Kradnąc konie” jeszcze nie czytałam, ale mam. Za to czytałam już „Przeklinam rzekę czasu” nawet coś tam skrobnęłam https://czytajodlewej.wordpress.com/2011/08/07/przeklinam-rzeke-czasu-per-petterson/ o niej. Bardzo mi się podobała.

    „Baśń” zwróciła moją uwagę, tzn właściwie to nawet nie wiem czy już tego gdzieś nie mam na półce pt. „Submarino” właśnie.. musiałabym poszukać. Ja uwielbiam skandynawski styl i pisania i wystroju wnętrz i nawet meble z Ikei mi się podobają :D Generalnie marzę o podróży tam.. Szwecja i Norwegia najbardziej mnie kręcą – nawet te kryminały przecież czytuję. Nesbo wielbię , Mankella… Te kraje mają coś w sobie. Podobnie jest z muzyką… skandynawskie surowe brzmienia (podobnie jak z Islandii też..) mają niesamowity klimat magii, tajemnicy, urokliwe to wszystko. Choćby i Muminki…. :) Wszystko …

  16. Mnie się meble z Ikei też podobają, szczególnie te bardziej tradycyjne w kształcie, no, ale zwolenniczką nowoczesnych wnętrz i ich wystrojów nigdy nie byłam i nie będę. Niemniej Skandynawowie umieją łączyć nowoczesność i tradycję w ciekawe, fajne kombinacje, wnętrza sprawiają wrażenie lekkich, nieprzytłaczających, świeżych.
    Podoba mi się również styl angielskich wiejskich domów, ale to już zupełnie inny biegun. Te boazerie, kominki, wykuszowe okna, miękkie meble, obicia, zasłony, drobiazgi na półkach, obrazy i obrazki – takie ciepłe, przytulne, bezpiecznie swojskie wnętrza. W swoim mieszkaniu poszłam właśnie w tę stronę, chociaż starałam się unikać metody tysiąca i jednego drobiażdżków stłoczonych na niewielkich przestrzeniach, bo klaustrofobicznego zagracania mieszkań wszystkim, co jest pod ręką, bez ładu i składu, byle postawić, byle było, po prostu nie cierpię i źle się w takich składowiskach gratów czuję.

    Tak z zupełnie innej beczki: cały dzień chodzi dziś za mną „Plastusiowy pamiętnik”, bo uświadomiłam sobie nagle, że chociaż czytałam tę książeczkę tyle razy, wciąż jej nie mam. Mam za to wreszcie trochę czasu, to sobie poszukam tego jedynie słusznego wydania :)
    A kupiłam sobie cały cykl o Zosi (dotąd wyszło pięć książeczek) autorstwa Agnieszki Tyszki i Kjersti Annesdatter Skomsvold „Im szybciej idę, tym jestem mniejsza”, bo ktoś na blogu opowiadał o niej tak, że musiała być moja :)

  17. Hmm nie znam tego cyklu o Zosi… Plastusiowy Pamiętnik pamiętam, chociz bardziej w formie bajki w tv. Lubiłam…
    Narazie nic już nie kupuję, bo ostatnio poszalałam i trochę martwi mnie już kompletny brak miejsca, a moje warunki mieszkaniowe zbytnio nie pozwalają na jakieś szalenstwo… jest po prostu ciasno.
    Styl angielskich domów równiez mi się podoba. Zresztą.. w mieszkaniu musi być tak, żeby człowiek się czuł dobrze. Jesli ktos lubi daleko sięgającą nowoczesnosc i dobrze się z tym czuje to okey (ja nie mogłabym, dla mnie musi być w pewien sposób przytulnie, nie sterylnie.., ale napaćkanych drobiazgów ‚od czapy’ też nie znoszę.

  18. Cykl o Zosi to:
    1. Zosia z ulicy Kociej
    2. Zosia z ulicy Kociej na tropie
    3. Zosia z ulicy Kociej na wakacjach
    4. Zosia z ulicy Kociej na zimę
    5. Zosia z ulicy Kociej na wiosnę.
    Pisałam, że jestem w fazie kupowania książek dla dzieci, ale dla siebie :)

  19. Tommy – mam to w takim starym rozpadającym się wydaniu ale jeszcze nie czytałam – ponoć to kanon norweskiej literatury więc myślę, że warto ….

  20. A ja się zastanawiam godzinami, bo chcę kupić tylko cztery tytułu :)
    Pomagasz mi w podjęciu decyzji :)

    Pozdro :)
    Grzesiek

  21. Grzesiek – jak ja bym się tak zastanawiała to pewnie nic bym nie kupiła ;))) a tak pełen spontan a potem przestrach ze względu na pustki w portfelu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s