[o gorach] · [o ksiazkach]

„Annapurna. Góra Kobiet” Arlene Blum

AnnapurnaSouthMountain.jos.500pix

Annapurna (składająca się z wielu szczytów – na zdjęciu Annapurna I (najwyższa) na pierwszym planie) jest to pierwszy szczyt ośmiotysięczny zdobyty przez człowieka. Zdeterminowani zdobywcy, Maurice Herzog (kierownik wyprawy) i Louis Lachenal, ulegli ślepocie śnieżnej oraz poważnym odmrożeniom i tylko pomocy pozostałych członków wyprawy (wśród nich Lionela Terraya) zawdzięczają uratowanie życia. Maurice Herzog, późniejszy minister sportu, w swojej książce „Annapurna – pierwszy ośmiotysięcznik” napisał, że „są inne Annapurny w życiu człowieka”. To również Maurice Herzog napisał przedmowę do książki himalaistki Arlene Blum „Annapurna. Góra kobiet”, w której zachwyca się wartką narracją, bezpośrednim stylem, emocjami, a przede wszystkim odwagą kobiet, które powzięły decyzję o całkowicie kobiecej (w męskim świecie wspinaczkowym) ekspedycji na tą trudną górę w Himalajach, której procent śmiertelności wśród wspinających się tam śmiałków wynosi aktualnie około 40%. To piekielnie trudna góra, szczególnie w miejscu, które nazwane jest Holenderskim Żebrem (ogromne zagrożenie lawinowe, co zresztą odczuły mocno członkinie wyprawy zorganizowanej przez liderkę Arlene Blum).

hwcmhtmmiokehgjbojpn Po wielu biurokratycznych zmaganiach, udało się zdobyć pozwolenie na wyprawę do Katmandu i w 1978 dziesięć Amerykanek w składzie :  Arlene Blum, Annie Whitehouse, Joan Firey, Irene Miller, Vera Komarkova, Liz Klobusicky, Piro Kramar, Margi Rusmore, Vera Watson i Alison Chadwick-Onyszkiewicz + ekipa filmowa wyruszyły do Nepalu na kilkumiesięczną wyprawę. Kobietom udało się zebrać 80tys dolarów, głównie ze sprzedaży koszulek z kultowym hasłem wyprawy „Annapurna. Miejsce kobiety jest na szczycie”. 

Arlene Blum do podjęcia decyzji o całkowicie kobiecej ekspedycji została zainspirowana słowami Wandy Rutkiewicz, którą spotkała na 7200m góry Noszak w Afganistanie w 1972r. Wanda schodziła po zdobyciu szczytu, a Arlene wchodziła: „Weszłyśmy na 7500m. Teraz musimy wspiąć się na 8000m. – my, kobiety”.  O Wandzie Rutkiewicz jest sporo w tej książce. W ogóle Arlene wspomina polskich alpinistów, którzy w latach 70tych byli przecież w światowej czołówce, byli zdeterminowani, uciekali od szarej i smutnej rzeczywistości kraju w ośnieżone szczyty, gdzie czuli się wolni, a góry stały się ich drugim domem.

Sama wyprawa wymagała wielkich nakładów nie tylko finansowych. Najważniejsza była organizacja. Arlene, jako liderka, musiała ogarnąć logistycznie cały ten okres czasu, który został przeznaczony na trekking, dojście do bazy, potem rozplanowanie obozów I-V, przenoszenie zapasów, bagażów, sprzętu. Oczywiście bez Szerpów do pomocy nie obyłoby się (mimo, iż kobiety początkowo chciały wszystko same… w końcu miało być bez mężczyzn). Szerpowie jednak okazali się bardzo pomocni przy noszeniu ton bagaży i jedzenia, a także mocno upierdliwi w swoich żądaniach (pieniądze, papierosy, puchowe śpiwory, więcej jedzenia i ubrań). Dla nich praca na dużych wysokościach jest jedynym sensownym zarobkiem, chociaż są oni już dość cwani i wymagają nie wiadomo czego, bo wiedzą, że himalaiści i tak się na to zgodzą. 

Cała wyprawa to była wielka próba sił, charakteru, walki ze słabościami, strachem, ale także walka między sobą o przywództwo. Mimo, iż Arlene od początku była uznawana za liderkę, osobę podejmującą wszystkie decyzje, co okazało się momentami bardzo trudne – to z czasem każda z kobiet miewała „zapędy” przywódcze. Trzeba było wiele opanowania, rozmów, przemyśleń, ale też nerwów i płaczu, aby dojść ze wszystkim do ładu, pozwolić zwyciężyć rozsądkowi i nie wycofać się, chociażby ze względu na częste lawiny czy zmiany pogodowe.

„Nie próbowałyśmy silić się na heroizm – wszystkie utyskiwałyśmy, mówiłyśmy o tym, że się boimy, i byłyśmy potwornie zmęczone. Niektóre z nas postanowiły o lawinach nie wspominać wcale. Jednak kontynuowałyśmy wspinaczkę. Nie wiem, czy to, że zostałyśmy, było głupie czy chwalebne. Na pewno jednak było heroiczne”.

Trudne było również podjęcie decyzji o tym, kto ma brać udział w ataku szczytowym, bo to przecież nie zawsze jest tak, że każdy członek ekspedycji może wejść na szczyt (ze względu na kondycję, warunki fizyczne, aktualne zmęczenie). Trzeba wybierać i ktoś musi o tym zadecydować. Reszta powinna zaakceptować decyzję lidera, choć oczywiście może się z nią nie zgadzać i czuć rozczarowanie. Podobnie było i w przypadku zdobywania Annapurny. 
Szczyt został zdobyty, co okazało się ogromnym sukcesem (oczywiście całej kobiecej ekspedycji), ale z wyprawy nie wróciły wszystkie kobiety …  to ryzyko wpisane jest niestety w życie himalaistów.

Dlaczego to robią? Dlaczego się wspinają, po co? Tysiące odpowiedzi padało już na ten temat. Przytoczę cudowny fragment o przelocie dzikich gęsi nad szczytem góry, którym zakończę :

„… Dlaczego wybrały akurat tę trasę? Może dlatego, że nie było tu żadnych pokus, które odciągałyby je od celu podróży? Niezależnie jednak od powodu, wybrały trudniejszą drogę. W pewnym sensie trochę je przypominałyśmy. W tym wysokim, odizolowanym świecie, gdzie jedynymi dźwiękami były wiatr i nasze głosy, jedynym widokiem błękitne niebo, białe szczyty i jaskrawe kolory naszych namiotów oraz kurtek, a jedyne doznania to zimno lodu oraz śniegu, ciepło słońca, śpiworów i maszynek benzynowych – dopiero tutaj miałyśmy szansę przystopować i przyjrzeć się z bliska sobie i naszym celom. Dlaczego tu jesteśmy? Oto jest pytanie. Odpowiedzi znajdowałyśmy bez trudu: by zwiedzić Azję, wspiąć się na górę, poznać własne ograniczenia, poznać siebie. To prawda,ale to nie wszystko. Dlaczego jakakolwiek kobieta chciałąby ryzykować życie, żeby stanąć na szczycie góry? Gęsi przed wyruszeniem na południe okrążyły szczyt. Czy kluczyły dla widoków? Dla zaszczytów? Uśmiechnęłam się do siebie i pomyslałam: „Założę się, że robią to, bo sprawia im to frajdę”.

I pamiętać trzeba o tym, że sprawdzanie siebie w różnych trudnych okolicznościach i momentach swojego życia, to tak, jakby stanąć przed wielką górą i powoli, etapami, małymi kroczkami ją zdobywać. Często nasz wysiłek okupiony jest łzami, stresem, nerwami, strachem, ale potem jednak widzimy, że było warto. Nawet za cenę jakiejś straty….. Tak już jest.

„Annapurna. Góra kobiet” Arlene Blum, Wyd. Poradnia K, Kontrakt OSH & Agora 2014.

Reklamy

10 thoughts on “„Annapurna. Góra Kobiet” Arlene Blum

  1. O, jaaa! Ja się na tę książkę nakręciłam już, jak tu pokazywałaś jakiś „stosik”, ale po Twoim tekście jeszcze bardziej mi się do niej śpieszy! Jest coś niesamowitego w górach i w ludziach, którzy je zdobywają, nie wszystko rozumiem, ale szalenie mi imponują.

  2. Małgośka – ja już tak dawno nie czytałam nic górskiego… zdałam sobie właśnie sprawę z tego.. Aż wstyd bo przecież literatura górska to zawsze było i jest coś dla mnie ulubionego. I tak… jest w górach i ludziach oddających się wspinaniu coś co przyciąga.. imponującego.. :)

  3. Mary, ja czytałam ostatnio najnowszego Badera, ale to ma niestety niewiele wspólnego z literaturą górską :(

  4. Małgośka… Badera bardzo lubię za książki o Rosji, tej o Broad Peak jeszcze nie czytałam. Wielu tam na niego psioczy za tą książkę ale ona jeszcze przede mną..

  5. Ja Badera wręcz uwielbiam za te książki. Wszystkie, ale „Dzienniki” najbardziej.
    Tym gorzej odebrałam „Powrót na Broad Peak”, ale sama ocenisz najlepiej. A na pewno wiesz więcej o tym środowisku niż ja, więc Twoja ocena będzie sprawiedliwa :)

  6. Oglądając filmy i czytając o wspinaczce człowiek zaczyna dostrzegać, jak wielkim trudem i cierpieniem opłacone są te sukcesy. To niesamowite, ile w ludziach jest silnej woli i ambicji, aby wejść na szczyt. Od jakiegoś czasu zaczęłam się interesować tą tematyką (trochę odkąd zaczęłam się wspinać, a co za tym idzie obcować z ludźmi zainteresowanymi). Ale w tej książce emocje są tak żywe, że nie sposób się nie denerwować lub nie płakać na końcu.

  7. Małgośka – nie wiem czy sprawiedliwa czy nie.. ciężko tu kogokolwiek oceniać, jeśli nie było się na miejscu , a ja nie umiem postawić się na miejscu któregokolwiek ze wspinaczy.

    Justyna
    dziękuję, zapraszam

    Ania: dokładnie tak, zaczyna się szanować takich ludzi i podziwiać ich jeszcze bardziej. Tym bardziej Ty, kiedy zaczęłaś się wspinać.. lepiej na pewno pojąć ich emocje. A co do książki, tak… mnóstwo jest emocji w tych wszystkich górskich opowieściach.. dlatego tak bardzo lubię je czytać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s