„Na samym dnie” Günter Wallraff

273375-155x220Günter Wallraff to przedstawiciel najbardziej radykalnego dziennikarstwa niemieckiego. Tak o nim mówią, i on sam uważa, że jeśli nie wejdzie głęboko w opisywane społeczeństwo, to reportaż nie będzie szczerym odzwierciedleniem tego, o czym ma być. We wstępie do książki, Lidia Ostałowska napisała właściwie wszystko to co najważniejsze:

„Ja, Ali. Podwójna tożsamość to istota reportaży Wallraffa. I zapewne największy trud. Towarzyszy mu konieczność utrzymania napiętej uwagi, wysiłek, by nie wypaść z roli, lęk przed zdemaskowaniem. Zmęczenie, zniechęcenie. Konflikty moralne, bo kłamstwo, akcje podstępne, działania z ukrycia są piętnowane. Reporter, który z uczciwych powodów wciela się w inną osobę, nieustannie stąpa po linie. (…) był Alim, mógł zadać każde pytanie. Bo Alego traktowano jak idiotę, rozmówcy nie mieli się przed nim na baczności. W swoich łgarstwach szli na całego, bez trudu dało się je rozszyfrować. Gdyby wystąpił w roli reportera, uraczono by go półprawdami, mową-trawą. W „Na samym dnie” Wallraff obnażył grzechy niemieckiego społeczeństwa: zachłanność, obłudę, gotowość do naruszania kodeksów i ludzkiej solidarności, powszechną pogardę dla obcych, chamstwo, skłonność do klasowej i rasowej segregacji, sentyment do czasów nazizmu. I społeczeństwo uważnie go wysłuchało. Bo był swój. A jak by zareagowało, gdyby podobną książkę napisał Ali, Abdullah lub Karim? Łatwo sobie wyobrazić. Wcielenie w poniżonego nie pozwoliło poniżonemu przemówić. Reporter zrobił to w jego imieniu.”

Günter Wallraff wciela się w różne role. W swoich reportażach był Somalijczykiem, poddawał się torturom w więzieniu by lepiej poznać system więzienny, walczy samotnie z system i ustrojem kapitalistycznym. W książce „Na samym dnie” wciela się w Alego, Turka, obcokrajowca, by sprawdzić, jak w jego ojczystym kraju – Niemczech – naprawdę traktuje się imigrantów. To, do czego dochodzi w swoich spostrzeżeniach i to co odczuwa na własnej skórze przyprawia o dreszcze i wręcz przytłacza. 

Jako Ali, zatrudnia się w niemieckich zakładach przemysłowych, takich jak fabryka Thyssena, gdzie obcokrajowcy pracują wręcz niewolniczo w środowisku, które zagraża ich zdrowiu. Pyły żelaza, rtęci czy ołowiu ( a właściwie ich sprzątanie wiele godzin dziennie, bez przerwy, bez ubioru ochronnego) wpływają destrukcyjnie na zdrowie pracowników. Mało tego – pieniędzy za tą ciężką pracę wielu nie widzi, bądź też dostaje je w niewielkich częściach, nie za wszystkie przepracowane godziny. Kiedy Ali awansuje na stanowisko kierowcy właściciela fabryki, Adlera, dopiero wtedy widzi kombinacje kierownictwa i powiązanych z nim ludzi na stanowiskach. Wykorzystać pracownika to jedyne o co chodzi w tym biznesie. Wykorzystać, poniżyć, zgnębić. Oczywiście Niemcy pracują legalnie, z dodatkowym ochronnym wyposażeniem. Turkowie są traktowani jak Żydzi podczas wojny. Czy w kapitalistycznych Niemczech nadal pokutują nazistowskie poglądy? Najwidoczniej tak. Obcokrajowcy się nie liczą. Turkowie są traktowani jak śmieci, upodlani, skazywani wręcz na śmierć, a przynajmniej na utratę zdrowia przy pracy w tak szkodliwych warunkach. 

„Wydaje się człowiekowi, że pył jest nie do wytrzymania, a to dopiero początek. Dostaję do ręki dmuchawę na sprężone powietrze i mam tym usunąć grube na palec warstwy pyłu leżące na maszynach i w ich zakamarkach. W mgnieniu oka zapylenie wzrasta do tego stopnia, że nie widzę własnej ręki podsuniętej pod oczy. Człowiek nie tylko wdycha ten pył, ale też go połyka i zjada. Pył dusi. Każdy oddech jest męczarnią. Próbuję wstrzymywać od czasu do czasu oddech, ale nie ma ucieczki, trzeba przecież robić dalej.”

„Na górze dmie lodowaty wicher, prawie odmrażający uszy, a palce grabieją z zimna w roboczych rękawicach. Żaden z robotników Thyssena nie musi przy takiej temperaturze harować na powietrzu, w całym budownictwie są pieniądze za przestój, my musimy. Wielkimi kilofami dobieramy się do pierwszej zaskorupiałej warstwy, co chwilę w twarz pryskają drobne okruchy. Właściwie należałoby włożyć okulary ochronne, ale o to nikt już nie ma odwagi zapytać”.

Kolejnym zajęciem Alego jest poddawanie się doświadczeniom farmaceutycznym w znanym niemieckim laboratorium testującym nowe lekarstwa. Obcokrajowcy są niczym króliki doświadczalne, ważnym jest przetestowanie skutków ubocznych nowych leków. Dlaczego zatem ludzie się temu poddają? Ano.. dla pieniędzy, które są dość wysokie dla kogoś kto przyjechał z biednego kraju i chce się dorobić, a przynajmniej godnie żyć. Ali długo tam nie wytrzymał.

Niemcy również proponowali pracę w elektrowni atomowej, przy napromieniowaniu tak ogromnym, że osiągało one kilka dawek rocznych w ciągu kilku godzin. Biedna mała myszka dostała się do rury i trzeba było ją wyciągnąć. Oczywiście kto miał się tym zająć? przecież nie Niemiec. Werbowano Turków, tych „najbiedniejszych z najbiedniejszych”, zdrowych, oferowano ogromne jak na tamte czasy kwoty, oczywiście nie mówiąc wszystkiego. Po wykonaniu pracy Turkowie musieli zniknąć z kraju… 

Treść tej książki jest porażająca. Trzeba docenić Wallraffa za jego odwagę. A może ochrzanić za głupotę? Nie wiem. Dla mnie to przykład zdeterminowanego człowieka, który widząc niesprawiedliwość nie może się z nią pogodzić. „Jestem gotów wtedy zaryzykować wszystko” – mówi. 

Dlaczego wciela się w różne role, charakteryzuje się na przedstawiciela innych nacji?  „Uwielbiam grać. To jest potrzeba egzystencjalna, ale też gra, przygoda. Kiedy występuję w roli, jestem bardziej obudzony, kreatywny, produktywny, lepiej się uczę. Ujawnia się moja zupełnie inna strona”.

Tacy ludzie, jak Wallraff, są potrzebni w każdym kraju, walczący, stuprocentowi reporterzy śledczy, bo przecież przemysł (nie tylko w Niemczech) nadal wykorzystuje nie tylko Turków. Wyzysk jest wszędzie – przedstawiciele jednej nacji potrafią upadlać swoich własnych kolegów. To problem światowy na szeroką skalę – a wielu obywateli przecież zupełnie tego nie widzi, „wierzy rządowi, który zapewnia, że jest dobrze, bo bezrobocie osiągnęło rekordowo niski poziom”. (Bartosz Wielicki w Posłowiu).

Gunter Wallraff, „Na samym dnie” – wyd. Agora 2014, seria „Reporterzy dużego formatu. Klasyka”.

Reklamy

7 uwag do wpisu “„Na samym dnie” Günter Wallraff

  1. Kojarzy mi się z reportażami Zaremby Bielawskiego. Tylko tak plus 10 do mocy :)

  2. Wydaje mi się, ze wcielanie się w te role to jednak zbyt wielkie poświecenie. Ale jak sam pisze, „to jest potrzeba egzystencjalna”. Jednak we mnie wywołuje trochę niesmak :/

  3. Mary, mam pytanie do poprzedniego postu tak w sumie. Może oklepane i zadane już kilka razy – ale… Gdzie ty mieścisz te wszystkie książki? ;)

  4. Jot
    oj z tym mam ogromny problem… regał wypchany do granic mozliwosci, plus pólki.. a czesc na podłodze juz lezy ;)

  5. Ah, no tak się domyślam, że się nie mieszczą na półkach… U mnie w sumie też książki leżą gdzie popadnie, bo na pólkach już miejsca brak, choć nie zamawiam ich w ilościach hurtowych ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s