„Dotyk” Alexi Zentner

Dotyk_Alexi-Zentner,images_product,23,978-83-936653-1-0 Nowy rok zaczął się szybko i niespodziewanie, mijający czas nagle objawił się pierwszym stycznia, a mnie trafiła się piękna książka. I choć zimy, jak widać za oknem, nie mamy zbytnio ‚zimowej’, pomijając te kilka dni z początku miesiąca, to w książce „Dotyk” zimy jest aż nadto. Przytłacza, przeraża, a czasem wręcz zabija do spółki z nadprzyrodzonymi mocami, stworami, leśnymi zjawami.

Pastor Stephen przybywając w rodzinne strony, by pożegnać się z umierającą matką, przywołuje odległe wspomnienia z życia ojca i matki, babki i dziadka, którzy żyli w kanadyjskim miasteczku Sawgamet podczas gorączki złota, budowali szałasy w lesie, handlowali cynowymi miskami do przesiewania złota, licząc na ogromne bogactwo, a niestety los najpierw pokazując im złote głazy, a nawet złote karibu, otulając ich złotym pyłem, potem odbierał szczęście i kazał żyć i zmagać się z trudnymi sytuacjami i wyborami.

Opowieść pastora jest momentami wręcz klaustrofobiczna, brakuje oddechu, zupełnie jak przodkom pastora zasypanym we własnym tartaku podczas zimy stulecia. Brakuje oddechu, bo śledząc życie przodków pastora jesteśmy narażeni na kumulację emocji. Od złości po współczucie, od zrozumienia do obrzydzenia. A ten wszędobylski śnieg, bielszy od najczystszej bieli, błyszczący, puchaty, ale z drugiej strony pożerający, atakujący i wdzierający się nie tylko za kołnierz, ale też w myśli i serce, jest właściwie na równi z innymi, bohaterem tej książki. Stanowi on pancerz, który owija miasteczko Sawgamet, sklepy, domy, całe rodziny, chroniąc je i trzymając z dala od innych społeczności, ale też złośliwie ich „połyka”  nie dając często innych wyborów, niż te podjęte (a które na pewno w zwykłych warunkach byłby uznane za obrzydliwe, nieetyczne i niepotrzebne). Bo Zentner pokazuje, że wobec potęgi natury nie ma mocnych. I nawet kilogramy złota znalezione w rzece płynącej przez kanadyjski las, są niczym wobec jej siły. Ograbiasz przyrodę z naturalnych dóbr ze swojej chciwości, to potem cierp. Przyroda dotyka swoich grabieżców delikatnie ale stanowczo, zupełnie jak spracowane dłonie mężczyzny dotykają ukochanej kobiety. Zmory i zjawy pilnują swoich skarbów. 

„Gdy wreszcie zapadł zmrok, Jeannot rozwinął w szałasie swój koc i wsłuchiwał się w cichy szmer strumienia i odleglejszy, stłumiony ryk Sawgamet. Szum wody i trzask żaru koiły go, podobnie jak powolny oddech psa; Flaireur nie miał ochoty ruszać się z miejsca, na którym wcześniej tego wieczora spoczął, ale teraz wydawał się spokojny. Ciało Jeannota owiewał ciepły wiatr. Dziadek zasnął szybko i bez trudu. Gdy się obudził, ogień zgasł zupełnie, wiatr zaś całkowicie ustał. Flaireur stał nad Jeannotem, otwierając pysk w bezgłośnym warkocie.
Jeannot podczas swej włóczęgi spędził niezliczone noce w mrocznej głuszy, nigdy jednak, aż do dziś, nie czuł strachu. Nim ukradł psa wiedźmie z Edmonton, poszedł z nią do łóżka, a teraz, gdy Flaireur stał nad nim, dziadek pomyślał, że wiedźma wróciła – wpierw by ukraść psu głos, a potem by ukraść duszę Jeannota. Dziadek widział zęby psa w świetle księżyca, a gdy wyciągnął rękę, by dotknąć szyi zwierzęcia, wyczuł drżenie, które powinno się nieść jako warkot; jednak mimo to panowała cisza.
Wtem zorientował się, że z nocnych ciemności w ogóle nie dobywa się żaden odgłos. Nawet strumień oniemiał. Dziadek mówił, że nie był pewien, czy najpierw spostrzegł tę istotę, czy ją zwęszył. Nie była to dziewczyna z Edmonton. Było to coś gorszego. Stwór był rybio blady i wydzielał dławiący odór zepsutego mięsa. Dziadek nie mógł odróżnić, czy to mężczyzna, czy kobieta, lecz gdy potwór szedł chwiejnym krokiem przez niewielką polanę, Jeannot widział jego mlecznobiałe oczy, które najwyraźniej go szukały, jakby poczwara wiedziała, że on tam jest. Włosy zlepiały się jej na ramionach w strąki, a jej skóra była obwisła i plamista. Gdy głowa istoty zwróciła się ku niemu, Jeannot zacisnął dłonie na psim pysku, zamykając go na siłę i uspokajając zwierzę. Stwór jakby się zawahał; Jeannot poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła na myśl, iż maszkara mogłaby go dostrzec swoimi zamglonymi oczyma, lecz ta się nie zatrzymała. Następnie, gdy znikała w lesie, powróciły dźwięki. Dźwięki potoku, rzeki, wiatru szumiącego w drzewach – wszystkiego, tylko nie Flaireura. Pies pozostał niemy, a Jeannot wiedział, że sam uniknął czegoś okropnego.”

Ta książka, to po części baśń, po części opowieść o trzypokoleniowej rodzinie, po części zmaganie się z ciążącym na członkach tejże rodziny fatum. To opowieść o uporze, sile i harcie ducha, odwadze i nie poddawaniu się.

„Do diabła ze ślepą maszkarą, pomyślał dziadek, do diabła z puszczą – nie przegnają go. Złowił rybę ze złotem w brzuchu i żadne potwory ani szepczące drzewa nie zdołają go wypędzić znad rzeki Sawgamet.”

I też opowieść o milości. Piękna, mroczna, groźna, pełna emocji i magii książka. Polecam.

„Dotyk” Alexi Zentner, wyd. Wiatr Od Morza, 2013.

Reklamy

5 uwag do wpisu “„Dotyk” Alexi Zentner

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s