„Miłość na marginesie” Yoko Ogawa

„Jeśli ludzie mówią cichym głosem, stają się wobec siebie bardziej łagodni. Szept otula ludzi jak miękki, miły w dotyku szal”.

155x220

Jaka to piękna i subtelna opowieść. Piękna, bo opowiedziana szeptem, otulającym jak szal z powyższego cytatu, miękki i delikatny. Relacja jaka połączy młodą kobietę (bezimienną, chorą na głuchotę nerwowo-czuciową), oraz młodego mężczyznę (stenografa spisującego jej wspomnienia i odczucia) o nieokreślonym imieniu zaczynającym się na Y, nie będzie zbyt jasna dla czytelnika. Właściwie nie wiadomo, czy pan Y. jest realny. Pojawił się nagle, stenografując podczas wywiadu udzielanego przez chorych na głuchotę nerwowo-czuciową dla pewnej medycznej prasy. Równie nagle wkroczył w życie bohaterki, która ni stąd ni zowąd traci słuch, a jedynym dźwiękiem jaki słyszy wyraźnie jest dźwięk fletu (którego przecież tak naprawdę nie ma).

„Aromat chińskiej herbaty, intensywny jak woń wybujałych czerwonych kwiatów, wypełnił pokój. Nie mogłam swobodnie oddychać i przeszła mi ochota na herbatę. Usłyszałam szum wody, dochodzący z głębi hotelu. Być może ktoś chciał się wykąpać, a może to tylko moje urojenie? Niepewna swojego słuchu, nie umiałam tego rozstrzygnąć.

– Możecie mi państwo nie uwierzyć, ale ja miałam przeczucie, że zachoruję. Nie żebym rozpoznała jakieś wcześniejsze symptomy, po prostu – przeczucie. I to dużo wcześniej, zanim usłyszałam flet. W czasach, kiedy nie miałam jeszcze żadnych objawów, czułam, że coś dziwnego może stać się z moimi uszami. Kiedyś stałam przed lustrem i czesałam włosy. Zobaczyłam odbicie swoich uszu. Trwało to moment. Zwykle nikt nie zwraca na coś takiego uwagi. A ja nie mogłam oderwać od nich wzroku. Moje uszy wydały mi się czymś bardzo niezwykłym. To było tak, jakbym je zobaczyła po raz pierwszy w życiu. Wodziłam palcami po małżowinie, badając jej kształt, porównywałam układ wgłębień i wypukłości obu uszu, dotykałam płatków, żeby sprawdzić ich miękkość. Jeśli się dobrze przyjrzeć, uszy to bardzo skomplikowany i dziwny organ. No i nie można ich zobaczyć, chyba że za pomocą lustra. To też nie dawało mi spokoju. Miałam wielką ochotę przyjrzeć się im z bliska. Położyć na dłoni. Nie wiem dlaczego. W głowie mojego męża jeszcze nie zrodziła się myśl, żeby mnie opuścić. Nie miałam żadnych problemów. Tylko to przeczucie związane z uszami. To było tu, we mnie, czułam to w piersi.
Kiedy położyłam rękę na piersi, nieco poniżej lewego obojczyka, Y na moment podniósł głowę i spojrzał na mnie. Wtedy, jak mi się wydaje, po raz pierwszy spotkaliśmy się wzrokiem. To był ułamek sekundy, nie byłam w stanie zapamiętać kształtu ani wyrazu jego oczu. Jego spojrzenie, jak spadająca gwiazda, przemknęło i znikło.
Nie może zapisać niczego poza słowami – pomyślałam zmartwiona. To jak utrwali na papierze, że położyłam rękę na piersi?”

Ich późniejsze spotkania, kiedy Y. będzie zapisywał kolejną kartkę dziwnymi symbolami, jakich używa się w stenografii, będą coraz częstsze. Najważniejszym w mieszkaniu kobiety stanie się stół, na którym Y. rozkłada swój papier i spisuje wszystko co mówi kobieta. 

Ta opowieść jest bardzo plastyczna, wręcz słyszymy skrobanie ołówka po papierze, czujemy zapach kurzu, jaki unosi się w starym muzeum, do którego trafią pewnego dnia bohaterowie, a znaleziony tam eksponat (aparat słuchowy) wywoła w bohaterce wiele wspomnień. Potem usłyszymy skrzypce i odwiedzimy starą salę balową, a później wszystko zasypie śnieg, a autobus powiezie nas na ostatni przystanek, gdzie już nic nie ma.. 

Tak zwana terapia pamięci będzie trwała, dopóki nie skończy się papier…. Y. wie ile kartek należy zużyć, nigdy się nie myli. Umie słuchać, umie być, a dzięki temu kobieta otwiera po kolei każdą z szufladek zastygłych w myślach wspomnień. Czy otworzy wszystkie? Czy między ciszą a dźwiękiem narodzi się miłość? Zakończenie książki jest otwarte. 

Yoko Ogawa po raz kolejny mnie zachwyciła. I choć ta książka jest bardziej realna niż „Muzeum Ciszy” czytane przeze mnie jakiś czas temu, to jednak nadal w powietrzu unosi się jakaś dziwna magia. Ta opowieść niby prosta, napisana bardzo przejrzystym językiem, bez udziwnień, zupełnie normalnie ….  a jednak w niezwykły sposób.

„Miłość na marginesie”, Yoko Ogawa, wyd. W.A.B. 2011

10 uwag do wpisu “„Miłość na marginesie” Yoko Ogawa

  1. Jak ładnie: ” słyszymy skrobanie ołówka po papierze”. Z przyjemnoscią to przeczytam, bo ostatnio na moja ukochaną Kawakami nie mogę trafić, będzie zastępstwo :)
    PS Okładka taka trochę jak z lat dziewięćdziesiątych, może na żywo wygląda lepiej :)

    Polubienie

  2. Ekruda – e tam ladnie, ani poprawnie stylistycznie ani nic… ale nie przejmuję się tym. Książka mi się podobała bardzo.. okładka myląca, bo najpierw myslałam ze to romansidło jakieś będzie.. ale mając w pamięci „Muzeum Ciszy” doszłam do wniosku że Ogawa chyba by czegoś takiego nie popełniła… :)

    Polubienie

  3. Miłość na marginesie mnie urzekła, Muzeum ciszy – niby też, ale w inny sposób i raczej do niej nie wrócę. Te wszystkie eksponaty, brrr, gęsiej skórki szło dostać. Choć nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, kwestia osobliwości w muzeach jest w obu powieściach klimatycznie zbliżona – ten aparat słuchowy Beethovena…

    Polubienie

  4. litera – tak, też mnie to uderzyło. Mnie urzekły obydwie książki, obie są w nieco innych klimatach ale tak pisanych opowieści dawno nie czytałam.. :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.