„Na granicy zmysłów” Przemysław Kossakowski

na-granicy-zmyslow-b-iext26565931„Człowiek rzadko cieszy się z tego, co ma. Zaprawdę powiadam, nie zna człowiek dnia ani godziny. Jak to się wszystko może zmienić w jednej chwili i ani kierunku, ani dynamiki zmiany nie przewidzisz ani nie okiełznasz”.

I tak było w przypadku autora. Zarejestrowany w Urzędzie Pracy, bezrobotny, bez prawa do zasiłku, młody człowiek, nagle dostaje propozycję udokumentowania pracy polskich uzdrowicieli, znachorów itp. czyli wszystkich tych, którzy zajmują się medycyną niekonwencjonalną.

Jego podróż po Polsce najpierw odbywa się samotnie, z notesem i dyktafonem – jest zaakceptowana przez Panią z Wysokiego Zamku (jak autor nazywa swoją szefową), a drugi raz już z ekipą filmową, gdyż z dnia na dzień właściwie Przemysław Kossakowski zostaje dziennikarzem, reporterem, prowadzącym program w telewizji TTV : „Szósty zmysł” i „Inicjacja”. To dla niego zupełnie nowa sytuacja w życiu. Jak mówi: „w moim zagmatwanym CV obok tatuowania świń, pielenia cykorii czy malowania stolarki okiennej na holenderskim osiedlu socjalnym mogę wpisać: praca w TV”.

„Rozpięto mnie między dwoma światami. Dwiema rzeczywistościami, które nijak do siebie nie przystają. W jednej rzeczywistości nie wierzę w nic, co nie jest wiarygodnie wytłumaczone i poparte dowodami. Jeżeli jest poparte, mogę to uznać, chociaż niebez oporu. W drugiej przyjmuję za pewnik, że obok mnie jest cały czas duch nieżyjącego dziadka i ma bardzo krytyczne zdanie na mój temat. Zastanawiam się, czy uda mi się dokonać niemożliwego i pożenić nieprzystawalne puzzle, czy może jednak zrezygnuję z jednej optyki na rzecz drugiej. A jeżeli tak będzie, to co uwiedzie mnie bardziej: „szkiełko i oko” czy „czucie i wiara”.

Co tak naprawdę uwiodło autora? czy doznał oświecenia, tego się w książce oczywiście dowiemy, ale najpierw poznamy wszystkie możliwe przygody: zakopywanie się we własnym grobie, puszczanie krwi i oczyszczanie organizmu dzięki pijawkom przyczepionym do twarzy, rozpalanie na głowie ogniska, ustawianie kręgosłupa drewnianym dłutem, okładanie ciała organami z tyle co zarżniętego barana, leczenie wężem boa, picie własnego moczu lub rozpuszczonej w wodzie kredy. To wszystko i jeszcze więcej: w Polsce, na Syberii, na Ukrainie, w Rosji i na Bałkanach. Znachorzy, szeptunki uzdrawiające modlitwą, bioenergoterapeuci, uzdrowiciele widzący ducha w przednim kole samochodu, szamani oczyszczający duszę tańcem, wódką, histerycznym śpiewem i dziwnymi rytuałami, cudotwórcy, matuszki … czy też zwykli hochsztaplerzy? 

Tego nie wiadomo tak do końca. Niektórzy przybierają pozy nosząc markowe adidasy i chwaląc się własną smażalnią ryb, inni noszą długie siwe włosy albo wiele warstw ubrań (w tym futro z kota) w temperaturze ponad 30 stopni. Kto zatem naprawdę leczy, dając nadzieję tym, którym medycyna konwencjonalna już jej nie daje…  a kto zwyczajnie wciska kit i na tym zarabia? 

Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi. Trzeba doświadczyć na własnej skórze różnych praktyk, które nieraz są wstrząsające, zdumiewające, a ekipa filmowa autora i tak zawsze ma ubaw.. :) Kossakowski ma fenomenalny zmysł obserwacji, świetne poczucie humoru, odwagę (którą często można wziąć za głupotę), ale przede wszystkim chęć!

Foto3-RESIZE

7

Udało mi się kilka dni temu być na spotkaniu z Przemysławem Kossakowskim, jakie zorganizowano w moim mieście.

DSCN0790Przyznaję, że daru opowiadania mu nie brakuje, swobody i poczucia humoru również, co już zauważyłam w książce. To człowiek wyjątkowo sympatyczny, ciepły i mądry. Kilka ważnych dla mnie słów padło podczas tego spotkania, w które ja sama wierzę:

– by nie czekać usilnie na coś.. jeśli się czeka zbyt „mocno”, los z nas kpi i wówczas działa na przekór (zatem, nie czekaj a będzie ci dane),

– jeśli nie wierzysz, nie zostaniesz uzdrowiony. Wiara w moc (niekoniecznie w Boga), w duchy, we własną siłę i energię to podstawa.

-warto czasem się poparzyć, by potem przyszła ulga. Warto też się wycierpieć, by potem otrzymać nagrodę jaką może być szczęście, radość, spokój. 

-warto docenić własną kulturę w jakiej się żyje i tolerować odmienność

A książka? to świetny reportaż, który się czyta jednym tchem. Autor to (powtórzę) świetny człowiek. A swiat? zwykle jest pokręcony … nie tylko ten świat medycyny (?) niekonwencjonalnej.

Polecam!  a więcej zdjęć ze spotkania pod tym linkiem.

Przemysław Kossakowski „Na granicy zmysłów”, wyd. Otwarte, 2014

Reklamy

5 uwag do wpisu “„Na granicy zmysłów” Przemysław Kossakowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s