Nobel 2015 dla Swietłany Aleksijewicz !!

„Kupiłam bilet do domu. W mieście tęsknię za swoją wsią. Co prawda nie wiem, za którą. Myślę, że za tą z dzieciństwa. Tą, na której tato zabierał mnie, kiedy wyjmował z uli ciężkie ramy z miodem. Najpierw okadzał je dymem, żeby pszczoły odleciały i nas nie żądliły. Byłam małą dziewczynką… zabawną… Myślałam, że pszczoły to takie małe ptaszki… (Milknie). Czy teraz nadal kocham wieś? Tutaj ludzie żyją jak przed laty, rok za rokiem. Klęcząc, kopią motyką kartofle na swoich działkach. Pędzą samogon. Wieczorem trzeźwego chłopa się nie spotka, piją codziennie. Głosują na Łukaszenkę i wzdychają do Związku Radzieckiego. Tęsknią za zwycięską Armią Radziecką. W autobusie siadł koło mnie nasz sąsiad. Pijany. Mówił o polityce. „Każdemu takiemu draniowi demokracie sam bym dał po ryju. Za mało dostaliście. Słowo daję! Do takich strzelać trzeba! Ręka by mi nie drgnęła. Ameryka za to wszystko płaci… Hillary Clinton… Ale myśmy ludzie silni. Przeżyliśmy pierestrojkę, przeżyjemy rewolucję. Od jednego mądrego człowieka słyszałem kiedyś, że rewolucję Żydy wymyśliły”. Cały autobus mu wtórował: „Żeby nie było gorzej niż teraz. Jak włączy się telewizję, to wszędzie bombardują, strzelają”.

Wreszcie dotarłam do domu. Otworzyłam drzwi. Mama siedziała w kuchni i czyściła bulwy georginii, które podmarzły w piwnicy i zaczęły gnić. Są kapryśne, źle znoszą mróz. Zaczęłam jej pomagać. Jak w dzieciństwie. „Co tam u was w stolicy? – brzmiało pierwsze pytanie mamy. – W telewizji pokazali masę ludzi i wszyscy krzyczeli przeciw władzy. Jezusie kochany! Strach! Myśmy się tu bali, że będzie wojna. Jedni mają synów w OMON-ie, drudzy – dzieci na studiach, a studenci wyszli na plac i krzyczeli. W gazetach piszą, że to terroryści, bandyci. Nasi ludzie wierzą gazetom. To tam u was jest rewolucja, a u nas – władza radziecka”. W domu pachniało walerianą.

Usłyszałam wiejskie nowiny… Po Jurkę Szweda, farmera, przyjechało samochodem dwóch po cywilnemu, w nocy, jak w trzydziestym siódmym po dziadka. Przetrząsnęli cały dom. Zabrali komputer. Zwolnili pielęgniarkę Anię N., która pojechała do Mińska na wiec i zapisała się do partii opozycyjnej. Ania ma małe dziecko. A chłop się upił i pobił ją, bo opozycjonistka! Za to matki chłopaków, którzy służą w mińskiej milicji, chwalą się, że ich synowie dostali duże premie. Przywieźli prezenty. (Milknie). Podzielili naród, są teraz dwie połowy… Poszłam do klubu na zabawę i przez cały wieczór nikt mnie nie poprosił do tańca. Bo jestem… terrorystką… Bali się mnie.”

Fragment książki „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłany Aleksijewicz, wyd. Czarne. Z rosyjskiego przełożył Jerzy Czech.

Doceniono literaturę faktu… i odwagę. Część lektur już za mną (nie umiem o nich pisać póki co), część przede mną. Gratuluję i cieszę się.

DSCN2182

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s