„Beksińscy. Portret podwójny” Magdalena Grzebałkowska

To jest dobra, obiektywna, bez zbędnego patosu napisana książka. Magdalena Grzebałkowska odwaliła kawał dobrej roboty, za którą ją podziwiam. Namalować portrety tak skomplikowanych osobowości, pozostawiając ocenę, odbiór (jak zwał tak zwał) czytelnikowi to wielka sztuka.

beksinscy-portret-podwojny-b-iext24373100 Wielka i trudna sztuka. Obaj opisywani panowie byli przecież postaciami charyzmatycznymi, znanymi, przez wielu wielbionymi lub też nienawidzonymi. Sławni ojciec i syn. Zdzisław i Tomasz. I Zofia – matka, żona, ciągle w cieniu ale scalająca obu mężczyzn w jakiś dziwny sposób. Cała rodzina Beskińskich to była jedna wielka, chodząca komplikacja, tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Pisać o niej to jednocześnie zaszczyt ale też strach. By nadmiernie nikogo nie oceniać. By nie pogrążyć, ani też nie wywyższyć.

Autorka korzystając z wielu źródeł: wywiadów, rozmów ze znajomymi, przyjaciółmi, wspólpracownikami, kolegami, koleżankami potwierdza fakt, że obaj  panowie byli całkowicie lub też w większej mierze nieprzystosowani do życia. Zdzisław, wielki malarz, utalentowany, prywatnie miły, dobry, spokojny, ale chimeryczny, z wieloma paskudnymi przywarami i fobiami. Nie odnajdujący się w wielu sytuacjach, nie lubiący wielu rzeczy, ludzi, brzydzący się wręcz pewnymi kwestiami. Syn Tomasz, znany dziennikarz muzyczny radiowej Trójki, zapalony pasjonat muzyki i filmów grozy, tłumacz j. angielskiego, kolekcjoner płyt, ale kompletnie zdziecinniały, niedorosły i niedojrzały, do tego tyran i manipulant w życiu prywatnym, wiecznie nieszczęśliwy w miłości, kompletnie pozbawiony empatii egocentryk i egoista. Nie dałby rady we współczesnych czasach chociaż wyznaczał drogę wielu swoim fanom i słuchaczom. Bo sławy też nie znosił.

„Po namyśle doszedłem jednak do wniosku, że najbezpieczniej jest nie wychodzić z domu. A jeszcze lepiej nie czytać gazet, nie oglądać telewizji (poza filmami) i nie słuchać radia. Głupota otoczenia budzi w człowieku Michaela Douglasa. Zaś oglądając Bonda można jedynie odprężyć się psychicznie i żyć w błogiej – i bezpiecznej – nieświadomości otaczającej nas dżungli, którą kierują małpy uzbrojone w komputery. „

Tacy byli. Obaj nie żyją. Tomasz żył jak chciał, odszedł również, bo chciał. Na nic płacz i lamenty. Trzeba to uszanować. Dla wielu został guru muzycznym i legendą radia, choć uważam, że w aktualnych czasach nie byłby wcale takim objawieniem. Teraz muzyka jest dostępna na klik. Kiedyś płyty miał tylko on, zaraz po ich ukazaniu się na rynku angielskim na przykład…  Wpisał się zatem idealnie w czasy lat 80-90 tych.

Zdzisław został zamordowany 20 ciosami harcerską finką przez dwóch gówniarzy potrzebujących pieniedzy. Szkoda i żal.

Między nimi Zofia, umarła bo chorowała, ale odeszła nagle i właściwie niespodziewanie. Kochająca i wiecznie milcząca, nie zwierzała się praktycznie nikomu, gotowała, prała, kupowała, sprzątała. Istniała. Chłodziła zbyt gorące ziemniaki wentylatorem rozwydrzonemu Panu i Władcy Tomeczkowi, a Zdzisławowi cerowała bieliznę, pozowała czasem do obrazów, kochała i cierpiała.

„Zdzisław kiedyś powie dziennikarzowi, że jego żona miała niską samoocenę i poczucie klęski. Doda jeszcze, że odziedziczył to po niej ich syn Tomasz”.

Autorka z kolei mówi „Nie moge przestać myśleć o Zofii. Trudno ją uchwycić, zrozumieć. Nigdy nie pojechała na wakacje. Nie była za granicą. Nie zobaczyła morza. Przez długi czas utrzymywała męża. Zrobiła prawo jazdy tylko po to, żeby zostać jego kierowcą. Do sklepu, do rodziny, na spacer, nawet do przyjaciółek – zawsze ze Zdzisławem. Ludzie, kiedy próbują ją opisać, obdarowują mnie nieprzydatnymi przymiotnikami: piękna, spokojna, cicha, miła, dobra, cierpliwa.”

Bezgranicznie oddana. A może to właśnie jest miłość? Nie wymagająca, nie na pokaz, cichutka i milcząca …?

Autorka skupia się na pokazaniu charakterów obu Panów i relacji między nimi, która jakby nie patrzeć była toksyczna. Odczuwali wobec siebie dziwną zależność, ale też niechęć i obrzydzenie. Tomasz kiedyś powie: „Czuję jak powoli, coraz silniej ojcem ze mnie śmierdzieć zaczyna, i w ogóle ojca zaczynam tym i owym przypominać coraz bardziej. Ta sama śmierć żre nas od środka. Te robaki w nosie, zęby z zepsutego sera, wnętrzności przegnite na durch… Śmierć mego starego wlazła do mnie do środka i rośnie we mnie jak płód, zjada mnie jak rak. Pierdzi moją dupą, burczy moim brzuchem, gada moją gębą. Nie jesteś w stanie zrozumieć całego ogromu obrzydzenia, jakie mam do starości”.

A co czuł ojciec?  Skąd taka mroczna, pełna kościotrupów, śmierci i dziwnych konstrukcji, tematyka jego obrazów?  Taki miły człowiek, a takie okropne rzeczy malował? Ano właśnie. Malował to co widział w wyobraźni, jak chciał, nie lubił, żeby mu narzucać jakieś tematy, wszystko samo wychodziło spod jego pędzla. A jako człowiek też wcale nie był zawsze taki miły. Potrafił być bezczelny, upierdliwy, chamski i chorobliwie wymagający. Weźmy na przykład relacje między nim a marchandem Piotrem Dmochowskim, który przez długi czas zajmował się sprzedażą (mniej lub bardziej udaną) obrazów Zdzisława. Nie będę opisywać – to trzeba przeczytać.

Autorka pokazuje nam te wszystkie relacje i zachowania bardzo skrupulatnie i w sposób niezmiernie interesujący, siegając do wielu źródeł.  Szuka dziewczyn Tomasza, nazywa je pierwszymi literami alfabetu, bo one nie życzą sobie ujawniania imion. Litery alfabetu są oczywiście przypadkowe. Jedna z nich to Nadkobieta. Jedyna, z którą Tomasz był przez ponad rok w związku. To najdłużej ile wytrzymał (albo raczej ile ona wytrzymała). Sam nie wiedział czego chce i szuka. Niby chciał kochać, ale nie chciał żyć. To wszystko z góry było skazane na niepowodzenie.

Magdalena Grzebałkowska zachwyciła mnie sposobem pisania. Dokładnością w szczegóły. Ogromną pracą, jaką włożyła w zebranie wielu cytatów, zdjęć, nagrań. Drobiazgowością i wyłuskiwaniem cennych szczegółów osobowości rodziny Beksińskich. I właściwie tak jak napisane jest na okładce, nie jest to książka o związkach, zachowaniach, relacjach itp ale „o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności, tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie”. Być może jest to nawet portret potrójny ? bo przecież była i Zofia….

Ogromnie polecam, niezależnie od tego czy byliście fanami audycji Tomasza Beksińskiego, czy nie; niezależnie od tego czy podoba Wam się twórczość Zdzisława Beksińskiego czy nie. To genialna i głęboka w treści  książka. Ważna.

cf296d28c80f74d5e0baf452b06be9d5

894777

beksinscy_zdzislaw-tomasz-zofia_lata60

„Beksińscy. Portret podwójny”, Magdalena Grzebałkowska, wyd. Znak 2014.

5 thoughts on “„Beksińscy. Portret podwójny” Magdalena Grzebałkowska

  1. porta celeste pisze:

    Pamiętam, że mnie ta książka przeraziła portretem człowieka na maksa toksycznego i stosującego nieustanny szantaż emocjonalny wobec innych ludzi.
    Z drugiej strony dobrze pamiętam teksty Beksińskiego w ówczesnym „Tylko Rocku”, kipiące erudycją i kolosalną wiedzą o brytyjskiej kulturze. W dobie internetu taką wiedzę stosunkowo łatwo nabyć, ale w początkach lat 90. to się przecież sprawy zgoła inaczej miały… To było dla mnie fascynujące i w pewien sposób chyba inspirujące również. Poza tym to w końcu on przełożył Monty Pythona na polski, co było nie lada wyczynem. Dziennikarzem i tłumaczem był świetnym, ale to, co się z tej książki wyłania, jeśli chodzi o jego osobowość, jest zatrważające.

  2. Mary pisze:

    portaceleste – dokładnie tak, zatrważające. Jako dziennikarz był przede wszystkim pasjonatem potrafiącym przekonać do siebie ludzi , ale prywatnie to wg mnie potwór. Nie wnikam w przyczyny jego osobowości i charakteru ale to co zostało pokazane w książce ogromnie mnie przeraziło. Jego zasługi dla muzyki i filmu są zrozumiałe, bo naprawdę w tamtych czasach tak zaszczepić w ludziach muzykę to nie lada wyczyn.. no i oczywiście Python gdzie aż roiło się od żartów nieprzetłuamczalnych dosłownie na polski (a jednak wybrnął) … cóż, z jednej strony czapki z głów, z drugiej strach się bać.
    ps. za Twoją sprawką nabyłam książkę „Ja, Fronczewski” – uwielbiam gościa, a nawet nie wiedziałam, że coś wyszło. dzięki za zachetę :)

  3. Lolanta pisze:

    Mam coraz większą ochotę na tę książkę, choć tak naprawdę w ogóle tych panów nie znam, nigdy mnie nie interesowali, byli mi zupełnie obojętni. A może właśnie dlatego ta ochota mnie naszła? No i oczywiście, dzięki takim recenzjom jak Twoja :)

  4. Mary pisze:

    Lolanta no cieszę się że zachęciłam. Ja akurat cenię bardzo malarstwo Beksińskiego. Ojca. Lubię takie mroczne klimaty :) a książka pod kątem reporterskim jest naprawdę bardzo dobrze napisana. Nie musisz znać osób by o nich czytać :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s