„Cudowna” Piotr Nesterowicz

„- Właściwie nie wiem, dlaczego zostałam wybrana. Niczym się nie wyróżniałam. Owszem, rodzice byli głęboko wierzący, ale takich jak oni w Zabłudowie było wielu. Nauczyli mnie wierzyć, lecz z religii u księdza Poźniaka miałam przeciętne oceny.

30 maja siłą zabrali mnie na łąkę. Porwali z domu, bez mamy, bez taty, obcy ludzie. To się stało wbrew mojej woli. Nigdy nie chciałam być na świeczniku. Ani żeby o mnie mówili. Owszem, jak ludzie prosili, to ja do okna wychodziłam, pokazywałam się, choć niechętnie to robiłam.”

Kopia-piotr-nesterowicz-cudowna-cover-okladka Biedna ta Jadwiga była. Dziewczynka z okładki jadąca na rowerze pochodziła z normalnej, biednej rodziny z Zabłudowa. Dopóki nie nazwano jej „Cudowną” miała normalne życie. Czy ukazała się jej naprawdę Matka Boska, która poprosiła, aby się modlić? Tego nie dowiemy się, możemy uwierzyć Jadwidze na słowo, bądź też nie. Dziewczynka mająca zaledwie 14 lat, wkraczająca w nastoletnie życie, nagle stała się obiektem, przedmiotem wystawianym w oknie w białej sukience, po to, aby przybywający do Zabłudowa pielgrzymi mogli choć spojrzeć na nią i być zaszczyceni lekkim skinieniem ręki. Nieczęsto Jadwidze nie chciało się być manekinem wystawowym, uważała to za dość męczace, pozbawiające ją chwil zabawy i radości. Nie mogła przecież bawić się na podwórku jak inne dzieci, bo każdy chciał jej dotknąć, porozmawiać, traktować jako przekaźnik swoich próśb do Matki Boskiej.

Ludzie przybywali do Zabłudowa z każdej strony Polski, koczowali na łące objawienia, czekając na kolejny cud.  Kiedy Jadwiga stwierdziła, że widziała Matkę Boską po raz drugi, a ta kazała powtórzyć jej to samo, co za pierwszym razem, wszyscy nagle również widzieli ją na niebie. Efekt stada. Zbiorowa halucynacja. Wiara ogłupiająca? a może fakt? 

Niewielkie źródełko, które powstało na łące ponoć wypuszczało świętą, uzdrawiającą wodę. „Nazwa „źródełko” była na wyrost. Wąski dół może na metr głęboki, częściowo obłożony kamieniami, które zapobiegały obsuwaniu się gliny. Woda była mętna i brudna, jak to w głębszej kałuży. Niełatwo czerpało się cudowną wodę. Torebkę trzeba było położyć przy krawędzi jamki, jedną ręką zaprzeć się o przeciwległą krawędź, schylić w wąskim otworze i sięgnąć. Najłatwiej nabierało się do emaliowanego kubka, z którego później przelewało wodę do słoika albo buteleczki. Tyle że w trakcie tej operacji wiele się ulewało. Dlatego najlepiej było od razu nabierać do butelki po oranżadzie z ciemnego szkła, z korkiem wiszącym na drucianym zaczepie”. Ponoć niejaki Wacław Butkiewicz uleczony został z grypy, a niejaka Walentyna Popławska pozbyła się niezwykle uciążliwej egzemy po użyciu tejże właśnie wody. Wiara w cud czyni cuda, prawda?

Cała sytuacja z objawieniem ma miejscem za rządów komunistycznych w Polsce, które jak wiadomo niezbyt dobrze żyły z Kościołem i za wszelką cenę stosowały różnego rodzaju represje, aby tylko do nadmiernie egzaltowanego kultu Matki Boskiej nie dopuścić. Bo przecież za chwilę zaczęłyby się takie cuda w całej Polsce. Jeden zobaczyłby twarz Chrystusa w drzewie – trzeba wybudować Kościół, a co najmniej kapliczkę. Inny usłyszałby na polu chór anielski – ciach! kolejna kaplica. A skąd na to pieniądze brać? Objawiona Jadwidze Matka Boska nie chciała aby budować jej jakiś kościół, a przynajmniej nic o tym nie wspomniała, ale ludzie od razu – dawaj, krzyże stawiać, kwiaty znosić, przyjeżdżać tłumnie w rocznice i kaplice budować. Tak to działa przecież.

A najsmutniejsze w tej książce jest to, że niczemu nie winna przecież Jadwiga (czy faktycznie widziała Matkę Boską czy nie) stała się ofiarą ludzkich ataków. Że cud za mało „cudowny” i władze go finansowo nie doceniają, że życie dorosłej już Jadwigi, nie bardzo przylega do życia jakie „powinna” wieść osoba, która doznała objawienia. A przecież Matka Boska nie kazała jej iść do klasztoru i umartwiać się nad całym światem. Jadwiga miała prawo mieć męża, pijaka ale zawsze męża, kilkoro dzieci, rozwieść się, żyć po swojemu. To ludzie stwarzają sobie mity i problemy, wywołują zawiść, która niszczy relacje, czy to rodzinne, czy sąsiedzkie, czy jakiekolwiek inne. Po lekturze doszłam do wniosku, że smutna ta nasza rzeczywistość. Była w 1965 r. i jest nadal. 

„Cudowna” Piotr Nesterowicz, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, 2014.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s