„Pływak” Zsuzsa Bank

56baa86dca3af „Bywały lata, że pakowaliśmy nasze rzeczy co tydzień, bo już nas dłużej nie chcieli, bo byliśmy uciążliwi, za głośni, za cisi, za mało nas było, za dużo, a my z Istim nie żałowaliśmy, nie przeszkadzało nam, że odjeżdżamy, być może mieliśmy nadzieję, że w innym miejscu będzie lepiej. Kiedy ruszaliśmy, ruszał świat wokół nas, zaczynał się kręcić, sądziliśmy,  że w każdej chwili może się zatrzymać, dokładnie wtedy, gdy tego chcieliśmy”.

Kata i Isti to dzieciaki podróżujące przez Węgry razem ze swoim ojcem. Opuszczają rodzinny dom, po tym, jak nagle odchodzi od nich matka / żona Katalina. W 1956r., kiedy na Węgrzech wybucha rewolucja wywołana niepokojem związanym z bardzo trudną sytuacją gospodarczą kraju pod wpływem istniejącego reżimu stalinowskiego, Katalina opuszcza kraj. Bez słowa i obietnic powrotu. Zostawia męża i dzieci. Która matka by tak zrobiła? Opuszcza bliskich i udaje się przez zieloną granicę, aż do Niemiec. W jednej parze butów i potarganych rajstopach, jednej spódnicy przebywa wiele kilometrów, często pod osłoną nocy, by znaleźć lepsze jutro. Czy się jej to udaje? Nie do końca. Nie jest łatwo. Często jednak powraca we wspomnieniach dzieci, męża i babki na strony powieści.

Powraca, bo dzieci i mąż cały czas na nią czekają i są w tym czekaniu „uwięzieni”. Sami pogubili się już dawno, nie wiedzą, czy sytuacja w kraju się unormuje, tułają się po bliższych i dalszych krewnych, których poznajemy, bo każdy rozdział zatytułowany jest imieniem kolejnej postaci. Każda z nich jest ważna, ma swoją historię, swoje pragnienia, potrzeby i tajemnice: Eva, Zoltan, Virag, Arpi, Iren, Tamas i inni. Każda z nich ma jakiś wpływ na główne postaci. Ojciec też czasem znika, potem wraca, próbuje zapomnieć się w objęciach kochanki, a potem śpi w łóżku z chorym synem, Istim, który zatracił się w swojej pasji, jaką jest pływanie i przeziębił śmiertelnie.

Isti był niezwykle dobrym pływakiem. Kochał wodę, poświęcał na pływanie każdą wolną chwilę latem i wiosną. Jesienią i zimą nie mógł doczekać się, kiedy będzie można zanurkować. Raz nie wytrzymał. Doprowadziło go to do śmierci. Dlaczego o tym piszę? Bo w pewnym sensie jego śmierć uwolniła go od czekania. Uwolniła go od tego zawieszenia życia, od tęsknoty i poszukiwania miłości, od dzieciństwa i dorosłości. Uwolniła go od życia, w którym słyszał głosy, w którym mówil do siebie i żył według tylko sobie znanych reguł.

Kata, jej ojciec i matka, która odeszła, też żyją w takim zawieszeniu. I mimo, że nie pływają, też są pływakami po powierzchni życia, bo nigdy nie mogą zanurzyć się w pełni w rzeczywistość. Dane jest im tylko zanurzać się w świat wyobrażony. Rzeczywistość ich przygniata, nie jest zbyt gościnna, jest niepokojąca i ciągle w niej czegoś brakuje – nie potrafią odnaleźć swojego miejsca.

„Sądzę, że przyzwyczailiśmy się do tego przychodzenia i odchodzenia, do zaczynania i kończenia, tak jak człowiek przyzwyczaja się do czegoś, o czym wie, że będzie zawsze, czy tego chce czy nie. Nie dolegała nam powolność, z jaką upływało nasze życie, czymkolwiek było i gdziekolwiek się rozgrywało”.

„Niewiele mieliśmy, o niewielu rzeczach mogliśmy powiedzieć, że je znamy, więc nie mogliśmy z nich zrezygnować. Nasze życie, choć od dawna było to tak mało, było jednak naszym życiem i nie chcieliśmy go stracić. Baliśmy się, że nawet ono mogłoby zniknąć, jeśli choć na chwilę machniemy na nie ręką”.

Kata na koniec książki mówi „tak, umiem czekać”. Sztuką jest nauczyć się czekać cierpliwie, bez pretensji, bez wymagań. Po prostu czekać. Tego nauczyło ją życie. Po 280 stronach już jest dorosła i wie jak wygląda rzeczywistość. Być może, gdyby powstała druga część książki opowiadająca o jej dorosłym życiu, byłaby jeszcze lepszą narratorką niż w „Pływaku”. Jej uważność i czułość z jakimi opisuje wszystkie sytuacje, detale, przyrodę, emocje –  hipnotyzują, poruszają, wzruszają. Zgadzam się ze słowami Olgi Tokarczuk (z okładki), że książka jest piękna i przejmująca. „Zadziwiająca jest ta niezwykła zdolność literatury, która pozwala nam przeżywać cudze życie jak swoje, od środka”. Zadziwiający talent ma Zsuzsa Bank. „Pływak” to jej debiut. Na pewno sięgnę po następne opowieści: „Najgorętsze lato” i „Jasne dni”.

Ogromnie i z całego serca polecam.

„Pływak” Zsuzsa Bank, wyd. Czarne 2005.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s