„Dzika droga. Jak odnalazłam siebie” Cheryl Strayed

page2

Cheryl Strayed jest amerykańską prozaiczką, która w swojej drugiej książce „Dzika droga. Jak odnalazłam siebie” opisała swoje wspomnienia z przebycia 1100-milowej trasy Pacific Crest Trail z pustyni Mojave do granicy między Oregonem a Waszyngtonem, ale książka jest właściwie głównie opowieścią o osobistych zmaganiach, które zmusiły ją do tej wędrówki.

Szlak PCT czyli Pacific Crest Trail ma ponad 4 tyś km i jest szlakiem niezwykle wyczerpującym, gdyż wiedzie głównie przez góry i pustynie, a największym utrudnieniem i zagrożeniem są palące słońce, brak wody, grzechotniki, kojoty tudzież niedźwiedzie. Najważniejszym jest zatem dobrze przygotować się do tego, do czego można się przygotować. Tylko czy faktycznie naprawdę można wszystko przewidzieć ? Czy najdroższy sprzęt, plecak, namiot i dobre ciuchy wystarczą, by przetrwać wiele tygodni samotnej wędrówki? Czy koniecznym jest zabieranie ze sobą składanej piły, wypasionego aparatu fotograficznego?

Najbardziej podobała mi się jednak inna kwestia. Sama wędrówka jest czymś mega wyzwalającym (praktykuję, więc to rozumiem), czymś co sprawia, że zwraca się większą uwagę na piękno, na mijane drzewa, kwiaty, niebo, przestrzeń, na to jaki człowiek jest mały w obliczu przyrody. Podczas wędrówki zapomina się o problemach i o tych błahostkach, jakie nas w życiu uwierają. Są tylko nasze myśli i problemy, z którymi należy się zmierzyć. I naprawdę niczym stają się zmartwienia w obliczu wszechpotężnej i pięknej natury, która daje spokój. Bolące stopy i wyczerpanie fizyczne, pot na plecach od ciężkiego plecaka, sprawia, że czujemy życie. Ja czuję, uwielbiam wędrować. Cheryl poczuła to również. I strach nie ma takich wielkich oczu, bo człowiek oswaja się z nim. „Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy.”

100276722

Jestem wolnym duchem, który nigdy nie miał dość odwagi na wolność. mówi Cheryl. Odwaga właśnie, która tkwi właściwie w każdym z nas, ale jest uśpiona przez rzeczywistość w jakiej się obracamy, pracę, dom, zmęczenie. Nie umiemy odetchnąć pełną piersią, poczuć więzi z naturą, przezwyciężyć własnych słabości. Cheryl uznała, że wyprawa szlakiem PCT pozwoli jej  zrozumieć siebie, pogodzić się z przedwczesną śmiercią swojej ukochanej matki, zrozumieć zachowanie ojca i swojego męża, ale przede wszystkim odnaleźć swój spokój wewnętrzny.

Zadaniem ojca jest nauczyć dzieci, jak być wojownikami, dać im pewność siebie, by mogły wsiąść na konia i ruszyć do boju, jeśli jest to konieczne. Jeśli ojciec cie tego nie nauczył, to musisz to zrobić sama. I tak właśnie, Cheryl stała się bojownikiem. Wędrówka PCT dokonała w niej przełomu. Oczyściła ją i jej myśli. Uzdrowiła, bo przebywanie tylko i wyłącznie ze sobą i własnymi słabościami przez wiele tygodni, w tak trudnych warunkach – uczy pokory. Zbolałe stopy, schodzące paznokcie, obdarte do krwi palce u nóg a także zmasakrowana skóra bioder od zbyt pasków ciężkiego plecaka dają siłę. Pokonuje się drogę mimo wszystko, bo człowiek jest w stanie znieść bardzo dużo. Jeśli chce. Jeśli obierze sobie jakiś cel. Nie na darmo nazwano Cheryl Królową PCT. Jako jedyna, samotnie wędrująca kobieta, udowodniła niejednemu mężczyźnie, że ona też potrafi wiele znieść.

Przebywamy z Cheryl na szlaku kiedy jest sama, początkowo kompletnie bezsilna, nieprzygotowana do podróży (choć wydawałoby się, że jest zupełnie odwrotnie), spotykamy razem z nią innych wędrowców, turystów, z którymi moglibyśmy się zaprzyjaźnić, ptem czujemy to palące słońce na twarzy i suchość w ustach razem z nią, albo męczymy się przy ostrym podejściu górskim, dodatkowo mocno zaśnieżonym. A potem cieszymy się, kiedy Cheryl może zanurzyć obolałe stopy w strumieniu, ogrzać w namiocie, albo najeść się do syta za pieniądze jakie odbiera w kolejnych punktach pocztowych na swojej drodze (zadbała o to, by co jakiś czas mieć nowy prowiant, ubranie i pieniądze, wysyłając dużo wcześniej za pośrednictwem przyjaciółki, paczki na swoje nazwisko).

Ogromnie lubię takie historie, nawet jeśli literacko są pisane nieco nieudolnie. Bo to nie jest przecież proza wysokich lotów. To są spisane emocje i wspomnienia. To życie napisało taką opowieść. Pewnie nigdy nie wyruszę w taką podróż jak Cheryl, ale cieszę się, że mogę choćby weekendowo smakować małe kęsy takich beztroskich, dających spokój i wytchnienie wypraw. Polecam każdemu. Książkę również :-) Filmu nie widziałam, więc się nie wypowiem.

„Dzika droga” Cheryl Strayed, wyd. Znak Literanova 2016.

2 thoughts on “„Dzika droga. Jak odnalazłam siebie” Cheryl Strayed

  1. joly_fh pisze:

    Mnie się wydawało przy czytaniu tej książki (aczkolwiek też bardzo lubię wędrówki), że autorka mocno przegięła z tą wyprawą. To się fajnie czyta, na papierze, i post factum, podziwiając odwagę, hart ducha, etc., ale w rzeczywistości to mogło się skończyć bardzo źle i wtedy czytalibyśmy taką opowieść jak „Wszystko za życie”.

  2. Mary pisze:

    joly_fh to prawda. czasem było tak jak mówisz… dziewczyna miała właściwie więcej szczęścia niż rozumu..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s