„Córka Cieni” trylogia – Ewa Cielesz

Tom 1 : Siedem szmacianych dat

Tom 2: Obce matki

Tom 3: Burza przed ciszą

Zdjęcia niestety nie ustawiły się po kolei (nie umiem poprawić) ale to nieważne. Popatrzcie jakie te książki mają piękne okładki! Zaprojektował je Pan Borys Borowski i muszę przyznać, że są cudowne. Poza tym świetnie odzwierciedlają każdy tom, który przedstawia życie Juliany Dors – małej dziewczynki wychowanej w Bieszczadach, a urodzonej w lesie przez Magdalenę, która uciekła z domu, pełnego bogactwa do byle jak skleconej chaty w lesie, gdzie zamieszkała ze swoją miłością, Piotrem. Jest rok 1936.

Wiele lat później, pewien student historii, Adam, podczas pobytu z kumplami w Bieszczadach przypadkiem trafi do owej chaty, w której znajdzie siedem szmacianych lalek oraz dziennik z zapiskami Magdaleny, którego lektura bardzo go pochłonie. Niestety zeszyt z zapiskami nie da mu jednoznacznej odpowiedzi, co się dalej stało z Julianą, siedmioletnią dziewczynką, która pewnego dnia w zbyt dużych butach i kapocie ojca, będzie musiała w strachu opuścić chatkę i uciekać. Adam zrobi wszystko by odnaleźć Julianę. Przypadkiem (choć raczej nie) pojawi się na jego drodze dziewczyna: Toffi (skrót od Teofila), która również poszukuje Juliany, ale z innego powodu. Czy znajdą Julianę? Będą jeździć po całej Polsce, szukając dowodów na istnienie kobiety, spotykać ludzi, którzy kiedyś mieli z Julianą styczność. Czy ją odnajdą? Oczywiście, że tak. Bez tego nie byłoby przecież kolejnych opowieści, jakie (już teraz) staruszka będzie snuła … Adam zapragnie zrobić o niej reportaż, bo jego życie też dopiero nabiera rozpędu. Skończył studia, szuka pracy, wyjeżdża z Wrocławia do Warszawy, chce coś osiągnąć.

To będą cudowne opowieści. Pochłonęły mnie w równym stopniu jak Adama lektura dziennika. Tyle, że jego zaczął prześladować duch Magdaleny. Mnie z kolei niemożebna chęć do nieprzerywania lektury (co oczywiście nie było możliwe), ale starałam się wszystkie trzy tomy przeczytać od razu, by mieć pełen obraz tej cudownej, choć trudnej i smutnej w sumie historii, która prowadzi czytelnika przez czasy zmieniającej się Polski.

Spotykamy się z Julianą tuż przed drugą wojną światową, której, kiedy ona już wybucha, właściwie nie doświadcza rodzina Juliany w leśnej chatce gdzieś w Bieszczadach. Niestety później…  doświadcza wiele bólu i okrucieństwa ze strony ukraińskich banderowców, czyli nacjonalistów UPA, którzy niczym nie skrępowani wyżynają ludzi w pobliskich wioskach. Kaci, mordercy, bez wyrzutów sumienia i bez serca. Rzeź i ludobójstwo znane z historii Wołynia, dotyka również okolice chatki Magdaleny i Piotra. Bardzo ciężko było o tym czytać, bo to kontrastowało z tym co było na początku w pierwszym tomie. Bo najpierw mamy przepiękną historię miłości Magdaleny i Piotra, ich ucieczkę z Konstancina, podróż przez Polskę i ich „zadomawianie się” w rozklekotanej chacie, którą podarował im pewien ksiądz (on też zresztą jest ciekawą postacią). Piotr potrafił o wszystko się zatroszczyć, zdobył krowę by mieć mleko, zaorał kawałek pola, by posiać żyto i mieć z niego mąkę, Magdalena z kolei wcześniej przyzwyczajona do luksusów, nauczyła się szyć, zbierać zioła, przyrzadzać proste potrawy, doić krowę, opatrywać rany, robić ser i masło…  Trudne i żmudne czynności po to by przeżyć. I ten wszędobylski cudowny mały psiak o barwie sierści niczym popiół. Na świat przychodzi też Juliana. To spokojne i pełne miłości życie nagle niszczy wybuch wojny, a potem kolejne smutne wydarzenia…. Jakie?

W drugim tomie Juliana już nie jest bardzo małą dziewczynką. Tuła się po różnych miastach Polski, ze swoją rezolutnością i szczęściem trafia na ludzi czasem bardzo dobrych, często bardzo złych. Wiele razy musi uciekać. Wiele razy stawiać czoła ogromnym trudnościom. Tęskniąc za mamusią, trafia na kobiety, które starają się ją zastąpić, ale zawsze będą to obce matki. Niemniej jednak Juliana daje radę. Zmienia miejsca zamieszkania, coraz bardziej poświęca się pasji zbierania ziół, poznaje znachorki i szeptuchy, które widzą w niej wielką moc uzdrawiania. W Polsce natomiast mamy czasy głebokiej komuny, ludzie czczą Stalina a potem Bieruta. Czyste wariactwo.

W trzecim tomie dorosła już Juliana rozpoczyna swoje pierwsze prace, związki, zakłada własny biznes zielarski, kocha, zakłada rodzinę, przeżywa kolejne sukcesy, ale tez niepowodzenia i straty.

Mogłabym pisać i pisać o Julianie, ale nie chcę odbierać Wam przyjemności lektury… Tak w skrócie powiem, że cudownie było czytać o kobiecie, która w życiu przeszła tak wiele i jest obarczona tak trudnym dzieciństwem. Szczęściem było, że trafiała na dobrych ludzi, którzy wyciągali do niej pomocną dłoń. Oczywiście, nie zawsze.. Było też bardzo źle, po drodze trafiali się źli ludzie, ale duch jej matki czuwał nad Julianą niezmiennie. Wszystko co jej się przytrafiało, działo się po coś. Umacniało ją w sile i pewności siebie. Jednym słowem nauczyło życia. Mimo tylu niepowodzeń i tragedii jakie przeżyła, niewiele było w stanie ją złamać. Do wszystkiego doszła pracą własnych rąk. Cierpliwością i pracą ludzie się bogacą, jak to mówią. I to prawda w przypadku Juliany Dors. Warto poznać tę kobietę i sięgnąć po trylogię Ewy Cielesz. Jest napisana bardzo przystępnie i ciekawie z bogatym tłem historycznym. Wstrząsająca, wciągająca, tajemnicza, momentami brutalna i dramatyczna ale przepiękna historia. Bardzo polecam.

„Córka cieni” Ewa Cielesz, wyd. Axis Mundi 2016

2 thoughts on “„Córka Cieni” trylogia – Ewa Cielesz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s