„Mafia na wybrzeżu” Krzysztof Wójcik

mafia-na-wybrzezu „Półświatek jest jak wir, który wciąga na rzece żółte jesienne liście. Najpierw lekko kusi, miło spowija i usypia czujność. Zaprasza do tańca. Jednak gdy już się jest za blisko jądra wiru, to wciąga na samo dno”.

Krzysztof Wójcik jest jednym z najlepszych polskich dziennikarzy śledczych, który sporo publikował o korupcji w pomorskim wymiarze sprawiedliwości, za co został nagrodzony nagrodą Grand Press. Jego kolejna książka „Mafia na wybrzeżu. Krwawe zbrodnie, do których nie posunął się Masa” to gangsterska historia o tak zwanym „klubie płatnych zabójców” działającym w Trójmieście pod koniec lat 90tych i o procesie jego członków, który ciągnął się latami. Dlaczego? To nie byli zwykli złodziejaszkowie, to gang bandziorów, którzy tak naprawdę rządzili całym wybrzeżem wzbudzając grozę i postrach. Zabójstwa, podkładanie bomb w słynnej dyskotece Kazamaty,  porwania. Z drugiej strony jednak adwokaci mówili o nich tak:

„To nie jest żadna mafia i nigdy nie była. Gang Olsena był lepiej zorganizowany od tych cymbałów. Żadnego planu. Nikt nie inwestował w nic pieniędzy. Na dobrą sprawę nic nie zarobili. Strzelali do siebie jak do kaczek, nie mając w tym żadnego biznesu, a jak ktoś coś zarobił, to go porywali i też był goły”.

Zabawne prawda? Gdzie leży prawda? Niektórzy z gangsterów w ogóle na takich nie wyglądali. Spokojni, ułożeni, ciche typy trzęsące się ze strachu jak galareta trzymając pistolet w dłoni.  Jednak… ten niby żałosny „gang Olsena” doprowadził do najgłośniejszego w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości procesu, transmitowanego w telewizji. 

Z rąk gangsterów z „klubu płatnych zabójców” zginęli: Adam Kwaśny, Piotr Sulej, Wiesław Kokłowski, Ryszard Glinkowski. Prokuratura doszukiwała się również powiązań z morderstwem generała Marka Papały i szefa mafii „Nikosia” – czy faktycznie powiązani z tym byli główni podejrzani: Siena, Gajowy, Sienkiv, Zirajewski, Ruprecht, Zacharzewski, Szumera, Nowosad, Kowalczyk pseudonim Czester?

Wszyscy mieli jakieś wspólne interesy, ale nie zawsze działali uczciwie wobec siebie – jak to w mafii: każdy chce być kimś i najwiecej skorzystać. Podczas zeznań wsypują się nawzajem, kręcą, kłamią. Policja i antyterroryści myślą, że mają zabójców w ręku, ale tak im się tylko wydaje. „Niby wszystko jest jasne: są cyngle, jest szef, są jego kaprale. […] Wszystko wydaje się  biało-czarne. Jest groźna banda, a ścigają ją dobrzy policjanci i dzielny prokurator. Dopiero gdy wnika się w szczegóły akt, widać, że cała historia nie trzyma się kupy – jest trochę zbudowana jak domek z kart i w każdej chwili może runąć. Wtedy jednak nikt o nic nie dopytuje”.

I szkoda. Szkoda, że nie przyłożono się bardziej, że nie przyciśnięto ich mocniej. Policji wydawało się, że jest mądrzejsza. Niestety. Czester, to przykład niedokładności. Niby rozpoznany przez świadka, ale nie w 100%, a jednak skazany na dożywocie. Okazuje się, że to nie on strzelał do kochanka Ciszewskiej … ale, okazało się to, bagatela, dopiero po 12 latach, które Czester (Czesław Kowalczyk) spędził w więzieniu, w tym 5 lat na tak zwanej „n-ce” czyli w całkowitym odosobnieniu. Uznany wreszcie za niewinnego, odsiadującego wyrok za nie swoją zbrodnię, dostaje najwyższe w historii odszkodowanie w wysokości 3 milionów złotych, co jest jakby nie patrzeć porażką wymiaru sprawiedliwości. Mówi: „Teraz, po wyjściu, postrzegam siebie jako normalnego gościa, jakiś tam ślad w psychice na pewno zostaje, ale przez te 12 lat nie złamali mnie. Zawsze gdzieś tam w tyle głowy była myśl, że w końcu uda mi się odzyskać wolność…”. Mimo, że to gangster, było mi go żal. Szczególnie wzruszające były opowieści jego starej już matki, o tym jak jechała przez pół Polski, żeby odwiedzić syna w więzieniu, a nie została nawet wpuszczona ze względów bezpieczeństwa, albo dlatego, że nikt nie uwierzył, że jest prawdziwą matką Czesława. I te listy pisane przez Czestera do rodziny, pełne wiary i nadziei oraz zapewniające o swojej niewinności, coroczne kartki na Święta wysyłane do Mamy… Smutek, gdy je czytała.

Książka to relacja z rozmów z gangsterami, ich zeznania, pokazane zostają manipulacje dowodami, świadkami. Proces sądowy, w wyniku którego większość z oskarżonych dostaje długoletnie wyroki, nie rozwiązuje jednak wszystkich spraw, a jego żmudne, długie „ciągnięcie się” nie stawia wymiaru sprawiedliwości w do końca „czystym” świetle. Warto, bo to wnikliwy reportaż, bardzo sprawnie i ciekawie napisany, no i wielki szacunek dla autora za odwagę poruszania takich tematów. Trzeba.

 „Mafia na wybrzeżu” Krzysztof Wójcik, wyd. Muza 2016.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s