[o ksiazkach]

„Hipotermia” Arnaldur Indridason

hipotermia-b-iext43917172Kolejna książka z komisarzem Erlendurem w roli głównej. Niezła, ale nie tak dobra jak poprzednie. A może moje wrażenie to wina tłumaczenia lub korekty,  które irytowało podczas lektury? Do szału doprowadzały mnie zdania: „nie sprawiała zadowolonej” (zamiast „nie sprawiała wrażenia zadowolonej”), „niesnasków” zamiast „niesnasek”, „pójść się” zamiast po prostu „pójść”, albo zdanie z pierwszej strony, którego nie rozumiem: „Kazanie pastora, ludzie przybyli na pogrzeb i śpiew niedużego chóry zlały się w jeden żałosny skowyt”. He? Parę innych smaczków, tudzież topornych zdań jeszcze by się znalazło, ale może nie będę już wymieniać,  nie chcę się irytować.

Fabuła skojarzyła mi się z filmem „Linia życia” z Kevinem Baconem, który oglądałam w latach 90tych. Grupa studentów medycyny podejmuje wyzwanie – chcą sprawdzić czy istnieje życie po życiu. Każdy poddaje się zabiegom mającym doprowadzić do śmierci klinicznej. Po reanimacji prześladują ich koszmary z przeszłości – wyrzuty sumienia dawno popełnionych win… Tutaj jest bardzo podobnie. Ludzie przygnębieni swoim marnym żywotem, obarczeni poczuciem winy za stare zaszłości, zaczynają szukać nieokreslonego, lepszego bytu. Czy to ma coś wspólnego z wiarą Boga? Niekoniecznie. Potrzebna jest po prostu ucieczka od mroku, który spowija i dusi. Zaczyna się od samobójstwa Marii, która mocno związana z matką, zmarłą jakiś czas temu na raka, pragnie uzyskać od niej, już po jej śmierci, jakiś sygnał, że po śmierci istnieje życie. Okazuje się, że przypadkiem, lub też nieprzypadkowo, taki sygnał się pojawia. Nie zanosi się jednak na to, by Maria po tym fakcie poczuła się gorzej. Wręcz przeciwnie. I nic nie zapowiada, że nagle odbierze sobie życie. Dlaczego zatem to robi?

Erlendur postanawia pogrzebać w przeszłości Marii, bo sprawa nie daje mu spokoju. Dlaczego Maria tak panicznie bała się ciemności?  Jakie naprawdę są fakty dotyczące śmierci jej ojca w jeziorze Thingvallavatn, której (mała jeszcze wtedy) Maria była świadkiem? Przeżyła traumę, ale…  jest w tym spora doza „dziwności”, jak ja to nazywam. Erlendur zacznie prywatne, nieoficjalne śledztwo, które poprowadzi go w dość niespotykane, tajemnicze, spirytystyczne wręcz rejony, a dodatkowe dawne zaginięcie studentki i licealisty dołoży mu kilka dodatkowych puzzli do układanki.

Oczywiście sam cały czas będzie się zmagał z własną historią z dzieciństwa, kiedy w wielkiej zamieci śnieżnej zaginął jego młodszy brat, problemów dołożą mu też dorosłe już dzieci, które na siłę chcą pogodzić go z ich matką, z którą od wielu lat Erlendur nawet nie rozmawia. Erlendur właściwie sam nie wie czego chce, cały czas prześladują go demony przeszłości. Pewnie sam o tym nie wie, ale pociąga go mrok. Lubi się w nim zagrzebać i rozpamiętywać. Sprzyja temu surowa natura Islandii, która jest jego domem. Zamiast urlopu w ciepłych krajach woli siedzieć w rodzinnych stronach i się „zagubić”, zniknąć na parę dni, by znów taplać się we wspomnieniach o zaginionym bracie, które chyba nigdy nie dadzą mu spokoju. Dlaczego go nie odnaleziono? co się z nim stało? Poczucie winy nie opuszcza Erlendura, podobnie jak poczucie winy nie opuszcza innych postaci przewijających się w historii opowiadanej przez autora. Praktycznie każda z osób ma jakieś sekrety, pławi się we własnym smutku, straconych nadziejach, oczekuje niewiadomego, dziwi się, że świat nagle spada na głowę, próbuje dostrzec w tym swoją winę, albo szuka czegoś, co zmieni nudne i irytujące życie, wyrwie ze stanu hipotermii (akurat w tym zdaniu użyłam tego jako przenośni, ale jako rzeczywisty stan organizmu, hipotermia występuje w powieści również). Dodatkowo, wydaje mi się, że parę osób, a  Erlendur na pewno, próbuje uwolnić się od jakiegoś prześladującego go ducha, który nie pozwala na zaznanie spokoju.

Ale są też tacy, którzy omamiają kłamstwami, manipulują i sprawiają, że zagubiona w swoim życiu osoba, łatwowierna, bezgranicznie im ufa i wierzy. Tacy, dla właśnej korzyści, są zdolni do najgorszych świństw i manipulacji. I wybierają sobie bardzo słabą psychicznie ofiarę. Tak jest prościej.

Niezła lektura.

„Hipotermia” Arnaldur Indridason, wyd. W.A.B.2016

Reklamy

6 thoughts on “„Hipotermia” Arnaldur Indridason

  1. tommy czyli nie tylko mnie się trafiło takie wydanie :) niechlujstwo jak nie wiem. :)

  2. Kto tłumaczył? Islandzkie książki nie mają szczęście, albo źle tłumaczone, albo z angielskiego :(

  3. To z islandzkiego, i właśnie o nim czytałam wiele niepochlebnych opinii. To chyba aktualnie jedyny tłumacz z islandzkiego.

  4. Anna – a widzisz, nie wiedziałam… Być może zbyt słabo zna język.. chociaż nie mnie oceniać. Czasem kto znający język b. dobrze nie będzie nadawał się do tłumaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s