„Galveston” Nic Pizzolatto

galveston-u-iext43464037.jpgPowieść drogi. Powieść mroczna i smutna, a jednocześnie powieść, która udowadnia, że nawet w najgorszym sukinsynie tkwią pokłady ciepła i dobroci. Dawno nie ujęła mnie tak bardzo osobowość bohatera książki, który jak napisano na okładce, jest „bez przeszłości, bez przyszłości, nic do stracenia”.

Roy Cody zajmuje się ściąganiem haraczy, bywa okrutny, nie raz zdarzyło mu się kogoś zabić. Pewnego wieczoru wpada w pułapkę zastawioną przez swojego szefa Stana i ledwo uchodzi z niej z życiem, na swoje szczęście… przy okazji ratuje młodziutką prostytutkę, zaledwie 18-letnią Rocky, która znalazła się w tym samym miejscu, w tym samym czasie wraz ze swoją koleżanką. Niestety tej drugiej uratować już nie można. Rocky i Roy uciekają z zastawionej przez gang Stana pułapki…. Wsiadają w samochód i uciekają. Jadą prosto, przed siebie, przez Amerykę… Nie wiadomo jeszcze czy zostaną razem do końca czy nie. Roy do stracenia faktycznie nie ma nic. W tym samym dniu, kiedy ledwo uszedł z życiem dowiaduje się od lekarza, że jego płuca zaatakował nowotwór, więc właściwie, jeśli nie podejmie się leczenia, to nie wiadomo ile czasu mu zostało. Nie zależy mu zatem już na niczym. „Zapaliłem, ale papieros zupełnie mi nie smakował, myślałem o bawełnianych kłębkach w moich płucach. Mijały mnie powoli samochody i autobusy, od ich szyb i karoserii odbijały się promienie słońca. W ciemnych okularach czułem się jak na dnie morza, pojazdy były rybami. Wyobraziłem sobie o wiele mroczniejsze, chłodniejsze miejsce, ryby zamieniły się w cienie.” Rozmyślanie o zbliżającym się końcu pochłania go coraz bardziej.

Podróż z Rocky, która jest totalnie zagubioną dziewczyną, wywołuje w Royu coś na kształt chęci bycia potrzebnym, zaopiekowania się kimś. Nią. Dziewczyną, która jest przerażona, umie pracować tylko przy pomocy własnego ciała. Mimo, iż facet cały czas zarzeka się, że przecież nie może z nią jechać cały czas, ciągle chce ją zostawić, wysadzić, to jednak zostają razem i nawet później, kiedy Rocky nagle pojawia się w jego aucie z małą, 4 letnią dziewczynką, przedstawiając ją jako swoją siostrę, facet mięknie gdzieś w głębi duszy. Twardziel, wysoki, zarośnięty okazuje się w głebi duszy dobrym i ciepłym człowiekiem, który chyba trochę boi się okazywania uczuć. Po co? skoro i tak umiera? A jeśli jednak nie?

Podróż przez amerykańskie południe, zakurzonymi drogami, gdzie po bokach tylko brudne motele i stacje benzynowe z puszczającymi się panienkami, podejrzane speluny w stylu country, wszystko totalnie obskurne i mroczne uświadamia tych dwóm pogubionym w żyuciu osobom, że życie jednak jest coś warte. „Krajobraz wciągał nas w przeszłość, budzili się w nas ludzie, którymi byliśmy kiedyś” i „Zaczynałem dostrzegać nowe rzeczy”. Cała ta podróż to ucieczka, nie tylko przed gangiem Stana, który niestety na pewno ściga Roya po ostatniej rozróbie, ale też ucieczka przed samym sobą, tym złym i brudnym, groźnym sobą. Po wyjeździe z pewnego miasteczka, obydwoje widzą bilboard gdzie wielkimi literami napisane jest, że „Piekło istnieje”. To prawda, piekło każdy nosi w sobie, ale czy można od niego uciec? W nocy, w obskurnym motelu, kiedy nie możesz spać i zdajesz sobie sprawę, że „jest późno, później i jeszcze później. Czas mijał. Jestem stary” – czy faktycznie jest jeszcze szansa na cokolwiek?

Cudowna książka. Niezwykle realistycznie napisana, czytając ją, ma się wrażenie, że oglądamy film. Każda scena przewija się przed oczami, dawno nie czytałam tak plastycznej i barwnej (choć mrocznej) opowieści. To piękna historia dajaca nadzieję, choć też wpędzająca w ogromne przygnębienie i smutek. Nie daje o sobie zapomnieć, i to lubię i cenię w książkach – że zapadają w pamięć i wchodzą w krwobieg dając szansę na przemyślenia. Ile jest w nas samych z takiego Roya czy Rocky?

Pizzolatto to według mnie ogromny talent, pisze wspaniałym językiem. Niebawem nabędę  jego opowiadania „W drodze nad Morze Żółte”, które chyba właśnie się ukazały. I pomyśleć, że „Galveston” był w koszu wyprzedażowym za 7.99 pln. Zaczęłam nowy rok samymi dobrymi książkami, ta jak dotychczas jest najlepszą.

„Czyli myliłem się, gdy powiedziałem Rocky, że można wybrać co się czuje. To nieprawda. Nie można nawet wybrać chwili, kiedy się czuje. Cała przeszłość krzepnie jak zaćma czy strup, strup wspomnień za oczami. Aż do dnia, gdy przebije się przez niego światło”.

„Galveston” Nic Pizzolatto, wyd.Marginesy 2010.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Galveston” Nic Pizzolatto

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s