„Kiedy będziemy deszczem” Dominika Van Eijkelenborg

indeks„Nic i nikt nie odchodzi na wieczność, nic i nikt po prostu nie znika. Przybiera jedynie inną formę. Przeradza się w coś innego. Jak deszcz”.

Nie wiem jak zacząć… Kasuję zdanie za zdaniem. Nie umiem opowiedzieć o tej książce, tak jakbym chciała. Pochłonęłam ją w dwa wieczory i czuję każdą emocję w niej zawartą. To piękna, niezwykle sugestywna opowieść. Zaczyna się jak kryminał. Mąż zgłasza na komisariacie zaginięcie żony. Kończy się zupełnie nie tak, jakbym chciała, ale w życiu wiele rzeczy idzie nie po naszej myśli. A pomiędzy początkiem a końcem jest tajemnica, którą powolutku odkryjemy.

Zwyczajne małżeństwo z dwójką dzieci prowadzi swój rutynowy żywot gdzieś w małym holenderskim miasteczku – codzienne czynności, wieczny bałagan, zwykłe życie w którym brakuje ognia, pasji, namiętności, iskry, która była na samym początku związku… Mąż wiecznie zapracowany, a właściwie uciekający w pracę. Żona zajmująca się domem i dziećmi dawno już porzuciła marzenia o byciu tłumaczką literatury, nie ogarnia wiecznej domowej mordęgi, hałasu i bałaganu. Rutyna zabija ją od środka, wypala w niej dziurę, przez którą uchodzi energia. Burczenie na męża i wieczne wzajemne pretensje odsuwają ich od siebie coraz dalej. Mąż coraz bardziej ucieka w pracę, żona coraz bardziej chce uciec od domowych spraw, przytłaczających ją obowiązków.

Pewnego dnia, ot tak po prostu, wychodzi z domu, bierze rower i jedzie przed siebie…Oczywiście do domu po paru godzinach wróci, ale przez chwilę poczuje wolność, złapie oddech, odnajduje coś, czego nie zaznała od dawna: spokój. Trafia na grupę ludzi uczących się łucznictwa, postanawia spróbować, bierze łuk, ćwiczy. Poznaje tam dużo młodszego chłopaka, który zaczyna ją niebezpiecznie fascynować. Dalej może być już tylko … no właśnie.. gorzej czy lepiej? Co jest lepsze, a co gorsze? Co należy, a czego nie wolno?  Dlaczego nie spróbować? Czy może dać się porwać i obudzić w sobie tą dawną, beztroską i szaleńczą pasję życia? Czy matka dzieciom i przykładna żona nie powinna jednak zająć się bardziej praniem, zmywaniem i dziećmi, niż jeździć rowerem na jakieś głupawe lekcje strzelania z łuku? I do tego przygarniać dziwnego, obcego psa, który nagle pojawił się w jej otoczeniu?  Niech każdy odpowie sobie na to sam, jako i ja uczyniłam.

Autorka poprowadziła tą historię w sposób niezwykle wysublimowany. Początkowo sądziłam, że pójdzie to w stronę harlekina, ale nie… jest to bardzo niepokojąca i mroczna historia, choć wydaje się zwyczajną. Dzięki sugestywnym opisom psychologicznym zaglądamy w duszę mężczyzny i kobiety, odzieramy ich z ciała, tkanek, krwi, wchodzimy w ich serce, czujemy nimi i pragniemy jak oni. Czasem ma się ochotę, zupełnie jak Inga (bohaterka) wejść wgłąb człowieka, dotrzeć do jego bijącego serca, objąć je i utulić, ogrzać. Zarówno Inga, jak i młody chłopak: Robin, są osobami, które coś w życiu zgubiły, których życie w pewnym sensie pokonało i nie pozwoliło na czerpanie z niego radości pełnymi garściami. Obydwoje mają tajemnice, pragną wyzwolenia. Spotykają się przypadkiem, w odpowiednim czasie i miejscu, bo wszystko według mnie zawsze dzieje się po coś.

„Ludzie i psy przychodzą do naszego życia nie bez przyczyny. Przychodzą by nas ukarać, kochać, czegoś nas nauczyć. Przychodzą jak lekcje, które trzeba odrobić, jak egzaminy, które trzeba zdać. Myślimy, że odchodząc, zostawiają w nas puste miejsca. A przecież jest odwrotnie. Rodzimy się opustoszali. Ci, którzy przychodzą do naszego życia i z niego odchodzą, zostawiają odłamek siebie. Pozostają na zawsze częścią nas. Żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy sobą, oryginalną, odrębną jednostką. Tymczasem jesteśmy zbudowani z fragmentów innych żyć. Zaczyna się od naszych matek i ojców, babć i dziadków, sióstr i braci i trwa przez całe nasze życie jak układanka, która nigdy nie jest kompletna. Jesteśmy mozaiką sklejoną z pozornie przypadkowych odłamków. Są w niej kawałki z pozoru niepasujące, dla których trudno jest znaleźć odpowiednie miejsce, mimo to bez nich układanka nie byłaby całością. Są w niej luki, dla których brakuje wypełnienia. Czasem po prostu potrzeba czasu, by odłamek trafił we właściwy punkt, dopełnił mozaikę, dopasował się do całości.”

No właśnie. Jednak, czy to zawsze się udaje? Nie dowiemy się, gdy nie będziemy próbować. Czy zaginiona żona się odnajdzie (dosłownie i w przenośni?)

Serdecznie polecam. Wiem, że ta historia zostanie ze mną na długo. Może nawet do momentu, kiedy sama stanę się deszczem, rosą, wiatrem, albo chmurą… Chciałabym wiatrem.

„Kiedy staniemy się deszczem” Dominika Van Eijkelenborg”, wyd. Kobiece 2016

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Kiedy będziemy deszczem” Dominika Van Eijkelenborg

  1. I w tym momencie mój schowek w księgarni internetowej przekroczył granicę 3000 pln… czemu ta lista zamiast się skracać ciągle rosnie, a doba niezmiennie ma tylko 24 godziny…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s