„Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci” Anna Malinowska

indeks70 lat po wojnie wciąż żyją ludzie, którzy nie wiedzą kim są.

Tak jest napisane na okładce książki, która ukazała się w styczniu tego roku. Jest to reportaż autorstwa Anny Malinowskiej – bardzo rzetelny, który powstał na bazie żmudnej i długiej pracy reporterskiej, a który również na długo pozostanie w mojej pamięci. Opowiedziane są w nim historie kilkunastu osób, już teraz dorosłych, czasem już nieżyjących, które jako małe dzieci, zostałe porwane przez nazistów w celu zniemczenia przez Himmlera w ośrodkach Lebensbornu (tzw. „Żródła Życia”)

Basia Gajzler, numer 397, zmierzony obwód czaszki i rozstawienie oczu, przeszła badania rasowe, została obfotografowana, przewieziona do ośrodka w Bad Polzin, a potem do Niemiec, do Lemgo, już jako Barbel Geisler. To dziewczynka z okładki. Blondynka o niebieskich oczach. Takie dzieci są najczystsze rasowo.Mają najlepszą wartość i mogą zapewnić cudowną przyszłość narodowi niemieckiemu. Szaleńczy pomysł Himmlera, szefa SS, opętanego teoriami rasowymi i ideą „dobrej krwi” zbierze swoje żniwo podczas wojny i zaraz po niej: będą to setki, tysiące dzieci wywiezionych do Niemiec, do niemieckich rodzin, odebrane z rodzin polskich siłą bądź podstępem. Maluchy łatwiej przyswajają język obcy, a często nawet jeszcze nie zdążyły zapamiętać / nauczyć się swojego ojczystego, polskiego języka, oraz wyglądu własnych rodziców. Wtedy łatwiej jest im się przystosować do życia w niemieckiej rodzinie. Rodzinie, która właściwie nie jest niczemu winna. Po prostu chce mieć dziecko, bo albo nie może, albo je utraciła. Dzieci polskie, które trafią do niemieckiej rodziny są naprawdę bardzo kochane i mają wszystko co najlepsze. Niemniej jednak, jest to zbrodnicze działanie.

Jak mówił Himmler „rodzenie dzieci nie jest czyjąś prywatną sprawą, ale obowiązkiem wobec przodków i narodu” Parom, które nie mogły mieć dzieci, Himmler zalecał: „Każdy dowódca SS powinien zaadoptować wartościowe pod względem rasowym oraz genetycznym dzieci i wychowywać je w duchu narodowego socjalizmu”.  „Gdziekolwiek napotkacie dobrą krew, macie ją zdobyć dla Niemiec, albo postarać się o to, by przestała istnieć. W żadnym wypadku nie może ona znajdować się po stronie naszych wrogów”.

Odzyskiwaniem polskich dzieci, wyszukiwaniem ich na terenie Niemiec zajmował się niejaki Roman Hrabar – prawnik, Pełnomocnik Rządu Polskiego ds. Rewindykacji Dzieci Polskich, rezydujący w Katowicach, gdzie rozpoczął praktykę adwokacką i podjął współpracę z Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Hrabar odniósł wiele sukcesów, udało mu się sprowadzić do Polski wiele uprowadzonych dzieci, a dzięki zeznaniom odnalezionych: Aliny Antczak, Barbary Mikołajczyk i Sławomira Grodomskiego-Paczesnego, trzynastu nazistów oskarżonych w VIII procesie norymberskim zostało skazanych na wieloletnie więzienia.

Powroty dzieci z reguły były bardzo wzruszające, ale były też te bardziej trudne i problematyczne. Zresztą, poszukiwania przez organizację Hrabara, trwały czasem miesiącami, a nawet latami, więc te dzieci dorastały. Wychowywane przez ten czas w Niemczech, w kochających rodzinach, nie dowierzały, że tak naprawdę nagle ktoś im powiedział, że są Polakami, i że ich prawdziwa rodzina jest gdzieś daleko, dla nich przecież kompletnie obca. „Jest nas sporo. Wielu już nie żyje. Nasza psychika, psychika tych dzieci, jest złamana jak gałąź, która nigdy się nie zrośnie. Nic nie przywróci człowiekowi życiowej równowagi” mówi Barbara Paciorkiewicz (dawniej Gajzler). „Ciągle czuję się niechcianym dzieckiem. Ono wciąż jest we mnie. Teraz, kiedy jestem starsza, dużo bardziej niż kiedyś”. No bo jak ma się czuć dziecko, szczęśliwe w swojej rodzinie, nagle z niej zabierane, wysyłane do jakichś niby obcych ludzi, którzy jak się potem okazywało, już nie żyją… Chciano dobrze, ale nie zawsze było to w porządku wobec tych maluchów, które płakały i nie rozumiały całej sytuacji. Dlaczego nie mogą być ze swoją rodziną (niemiecką rodziną, tą jedyną, którą znają)? Dlaczego nie mogą wrócić do Niemiec? Manipulacja uczuciami dzieci powiodła się nazistom. Dobrze wiedzieli co robią. W ośrodkach Żródła Życia karmiono dzieci uspokajaczami, zastrzykami, by nie krzyczały i nie płakały. Ciągłe zmiany pobytu mieszały im w głowach. Nie czuły się nigdzie przynależne. Poza tym „jeśli w ciagu dziesięciu miesięcy siedem razy zmienia się dom, to nawet dziewięcioletnie dziecko obojętnieje na warunki w jakich zamieszka”.

Ta książka to nie tylko świetny reportaż o losach germanizowanych dzieci, to także książka o poszukiwaniu zagubionej tożsamości i braku przynależności narodowej. Niejaki Alojzy Twardecki, uprowadzony jako dziecko i sprowadzony do Polski przez organizację Hrabara, czuje się i Niemcem i Polakiem. Nie potrafi wybrać. Inny z uprowadzonych, Alfred Ratajczak po powrocie do Polski mówi „Co ja tu w ogóle robię? Nie znam tej Polski. Człowiek nie jest maszyną, którą można przeprogramować. Dlaczego mnie to wszystko spotyka. I kim do cholery, jestem?”.

Książka Anny Malinowskiej jest dowodem na to, jak wielką krzywdę może człowiekowi sprawić drugi człowiek. Jak bardzo szaleństwo potrafi zaślepić… Bo jak mówił Hrabar „Wojna nie kończy się w dniu, w którym walczące strony składają broń”. Autorka dodaje „Dla bohaterów mojej książki trwa ona do tej pory”. Jak żyć zatem?

Ważny reportaż. Polecam.

„Brunatna kołysanka” Anna Malinowska, wyd. Agora 2016

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci” Anna Malinowska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s