[o ksiazkach]

„Tam, gdzie wiatr krzyczy najgłośniej” Robert Peroni

Na zdjęciu obok okładki książki, autor Robert Peroni. Podróżnik, wspinacz, Włoch,  lubiący swego czasu pobijać różne rekordy: wysokości, szybkości etc. Od ponad 30 lat mieszka na Grenlandii. Przybył tam by pobić kolejny z rekordów: przejść 400 km po grenlandzkim płaskowyżu bez wsparcia i pomocy. Pobił. Przeszedł o 1000 km więcej i zakochał się w tym miejscu. Osiadł na stałe, choć na początku trudno było mu się wkupić w tą niewielką, jakże odmienną od zwykłych Europejczyków, społeczność Inuitów. To o nich jest ta książka. Cudowna, jak cudowny jest to naród. Tyle się można od nich nauczyć.

Udowadniają, że wystarczy być łagodnym, pokornym wobec natury i ludzi, szanować to, co przyroda nam daje, by żyć szczęśliwie, zgodnie, spokojnie i przede wszystkim mądrze. Czytając o Inuitach wyłazi prawda o nas. To my jesteśmy prymitywnym ludem, a nie oni (choć często się o nich tak mówi). To my dążymy do zaspokojenia własnych potrzeb za wszelką cenę, niszczymy wszystko wokół, po to, by sobie dać prawo do dumy i udajemy ‚szlachetność’, a tak naprawdę słoma nam z butów wyłazi. Nie mamy pojęcia o istocie istnienia i współżycia z otaczającą nas przyrodą. Nie rozumiemy, że tyle, ile od niej bierzemy, również powinniśmy jej oddać. A nawet więcej. Bo to dzięki naturze w ogóle możemy żyć. Autor bardzo skrupulatnie opisuje podejście Inuitów do przyrody, zwierząt, ogólnie do życia. Nie ocenia ich, nie krytykuje, wręcz uważa, że wreszcie trafił do miejsca i ludzi, gdzie jest po prostu normalnie. Tak jak być powinno. Oczywiście w jego subiektywnej ocenie.

Inuici nie znają pojęcia wojny. Nie znają również wielu innych pojęć, które dla nas, Europejczyków, są standardowo używanymi. Inuici to prostota. Piękna prostota. Skromność i pokora. Pokora, która mnie wzrusza i dotyka. Pokora, której się cały czas uczę. Szacunek i rozsądek, którego też nie mamy w nadmiarze. Inuici są wspaniałymi ludźmi. Nie kłócą się o wiarę, przynależność, poglądy. „Kiedy na Grenlandię przybyli misjonarze, ludzie się nawrócili, nie chcąc nikomu robić przykrości. Myślą, że jeśli coś nie jest złe, to w porządku, czemu nie? Dzisiaj chodzą do kościoła i to nawet chętnie, bo tam się gra i śpiewa. To miejsce spotkań, Mówią: „Widziałeś? Jezus ma jasne włosy. Jest inny niż my, ale jest bardzo silny, to dzielny człowiek i jest przywódcą różnych plemion. W domu powracają do tradycji szamańskiej i nawet przez chwilę nie pomyślą, ze te dwie wiary są ze sobą sprzeczne„. Czy nie tak byłoby łatwiej?  Czy musimy sobie tak utrudniać życie? Czy kościół nie mógłby być po prostu miejscem spotkań? a nie miejscem dla polityki i manipulacji ?

W Tasiilaq, gdzie mieszka autor książki, nie ma kin, restauracji, nie ma dróg, więc auto służy tylko do przemieszczania się w pobliskie okolice. Przez większość roku wioska odcięta jest od świata przez lodowce, ale to w niczym nie przeszkadza, by czuć się szczęśliwym. „Z okna widzę ponad dziesięć lodowców, zimą mogę kontemplować zorzę polarną niemal każdego wieczora, a latem, od dziesiątej do trzeciej w nocy jest tak, jakbym widział kolejno sześć albo siedem zachodów słońca: słońce znika za jednym szczytem, potem znów się wyłania by oświetlić wioskę”.

zdjęcia autorstwa Roberta Peroni, znalezione na stronie vanityfair.it

Robert Peroni łatwo przyzwyczaił się do takiego życia. Od dzieciństwa kochał przyrodę. Mieszkając we włoskim Renon, gdzie lasy, wzgórza, pastwiska, łąki, biegał po nich spedzając na łonie natury całe dnia. „Spędzałem całe godziny w lesie, często sam. Dla mnie było to jak schronienie, zaczarowane miejsce. Trochę jak dla pierwotnego człowieka, który tam żył, bo znajdował w lesie zwierzęta, jagody, grzyby, drewno i to wszystko, co mu służyło do przeżycia. Las był duszą pradawnego człowieka, a ja jako dziecko to czułem. Oczywiście nie rozumowałem w ten sposób, ale zawsze nosiłem w sobie myśl, że wśród drzew nie może mnie spotkać nic złego”. I tak jest. Tutaj nie ma się czego bać, może poza demonami, w które wierzą Grenlandczycy, ale są to też piękne wierzenia. Według Inuitów morze jest demonem kobiecym o długich włosach, w które zaplątały się tysiące fok, wiatr ma dwie dusze: ciepłą i zimną, a zorza polarna to iskierki dusz noworodków grających w piłkę.

Peroni dużo mówi też o samotności, jaka może człowieka przerażać na grenlandzkim pustkowiu. Samotność tutaj jest absolutna. I nie chodzi tu, jak mówi, o brak przyjaciela czy towarzyszki życia. „Ogrom terytorium sprawia, że cisza jest niezmącona, a człowieka przytłacza majestatyczność przyrody. […] Przez wiele miesięcy w roku na tej ziemi słuch dostraja się do świstu wiatru albo skrzypienia śniegu, niczego więcej: może to nawet przejmować trwogą, ale daje możliwość dużo silniejszego odczuwania, wejścia w zupełnie nowy stan fizyczny i psychiczny. W ten sposób szum wiatru staje się muzyką […]”.

O Inuitach i Grenlandii można by było napisać wiele. Wynotowałam sobie jeszcze więcej cytatów, ale jeśli zdecydujecie się na lekturę tej książki, nie chcę Wam odbierać przyjemności.  Wspomnę tylko jeszcze, że Peroni założył w Tasiilaq osrodek turystyczny, w którym zatrudnia Inuitów z problemami, znajdujących się w trudnym położeniu (swego czasu była tam plaga samobójstw z różnorakich powodów).

Książkę przeczytać naprawdę warto naprawdę, nawet jeśli nie interesują Was te rejony świata, to warto.. dla człowieka. Popatrzeć na opisywaną nację i na siebie. Porównać. Zrozumieć. Podziwiać. Zmądrzeć.

„Tam, gdzie wiatr krzyczy najgłośniej” Robert Peroni, wyd. Świat Książki 2015

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s