„W sieci złudzeń” Joyce Maynard

de9c995882„W sieci złudzeń” to opowieść o tym, jak łatwo ulegamy pozorom i manipulacji. i o tym, jak później trudno uwierzyć, że byliśmy dla kogoś tylko rozrywką, błaznem nadwornym, zabijaniem nudy, a pod obietnicą długowiecznej przyjaźni skrywa się egoizm, chęć kontroli i bezczelność.

Helen ma ciężkie życie. Rozwiodła się z mężem,  za bardzo polubiła alkohol, przez co niestety odebrano jej prawa do opieki nad swoim ośmioletnim synkiem, Olliem. Zawodowo zajmująca się fotografią, a dorywczo pracująca w catheringu kobieta, próbuje ułożyć sobie życie i odzyskać synka. Przestaje pić, chodzi na spotkania AA, zarabia pieniądze – po to by móc opłacić adwokata, spłacić długi i zawalczyć o odzyskanie własnej godności i praw do opieki nad dzieckiem, które wychowywane jest od tej pory przez ojca i jego nową żonę. Samotna i zagubiona, bezbarwna i przejrzysta niczym powietrze kobieta, której nikt nie zauważa, pewnego dnia na przyjęciu obsługiwanym przez firmę catheringową, w której pracuje, poznaje Avę Havilland – bogatą, sparaliżowaną kobietę na wózku, filantropkę, miłośniczkę psów i dzieł sztuki. Znajomość przeradza się w przyjaźń. Jest to relacja bardzo mocna i niezwykła. Helen podporządkowuje swoje życie Havillandom, Avie i Swiftowi, jej mężowi. Oboje są ludźmi bardzo bezpośrednimi, potrafią słuchać, skupiają się na tym, co Helen ma do powiedzenia, nie traktują jej jak powietrze, zachwycają się jej fotografiami, zlecają niewielkie prace, zapraszają na kawę, przyjęcia. Helen czuje się fantastycznie. Wreszcie ktoś ją polubił. Wreszcie ktoś ją rozumie i ktoś się o nią martwi. Ava zaczyna namawiać Helen do otwarcia się na nowe znajomości, na nowego mężczyznę. Helen zakłada konto na portalu randkowym, zaczyna się spotykać z ludżmi, odżywa. Poznaje mężczyzn, z którymi chodzi na randki. Jedne są lepsze, inne gorsze – nieważne. O każdej opowiada Havillandom. Czasem nawet nieco ubarwia swoje opowieści, tylko po to, by widzieć skupienie na ich twarzach, by poczuć jeszcze raz zainteresowanie swoją osobą. Helen zaczyna traktować Havillandów jak swoją rodzinę. Oni, wydaje się, również tak traktują Helen. Lubią ją, ufają, powierzają swoje intymne sekrety, poznają ją ze swoimi znajomymi, zapraszają na olśniewające i wystawne przyjęcia, przez co Helen nie ma już czasu dla swojej jedynej przyjaciółki. Trudno. Najważniejsze jest jednak to, że nabiera pewności siebie, nie myśli już o alkoholu, czuje się silniejsza i naprawdę zamierza walczyć o to, by być bardziej obecną w życiu synka, który, im dłużej przebywa z ojcem, tym mniej zainteresowany jest odwiedzinami matki.
Do czasu.  Do momentu kiedy Helen zabierze go do posiadłości Havillandów.

Od tej chwili jej relacje z synem się poprawiają. Ollie jest zachwycony. Dopóki nie dojdzie do tragedii. Jakiej?

W międzyczasie, Helen poznaje przez internet mężczyznę. Elliot niczym się nie wyróżnia, jest księgowym, nie jest nawet przystojny, ale to naprawdę dobry człowiek, który zakochuje się w Helen. Ona również czuje się z nim dobrze, ale tylko wtedy, gdy są sami. Jednak cały czas w tyle głowy pojawiają się pytania „co by na temat jego osoby powiedziała Ava?”. Wówczas Helen widzi Elliota oczami Avy: przeciętny, ma chude nogi i większy brzuch, nie jest przystojny, za krótko się obcina, jest zbyt blady i właściwie niczym ciekawym się nie zajmuje. A przecież nie na tym polega związek. Nie można tak oceniać człowieka, nie można bać się, że nasi znajomi go nie zaakceptują, z takich czy innych powodów. Kocha się bezwarunkowo. Czy Helen to zrozumie? Czy zrozumie, jak bardzo jest pod wpływem Havillandów? i jak to może być zgubne dla jej przyszłości? 

Nie jest to banalna historia, choć czyta się naprawdę szybko. Autorka pokazuje jak bardzo można człowieka omotać, obiecując mu to, czego akurat w danej chwili ten człowiek szuka. Jak szybko można zdobyć zaufanie. Jesteśmy słabi i naiwni. Nie potrafimy bronić siebie, często zdajemy się na innych, zamiast mieć własne zdanie i żyć po swojemu. Tak bardzo jesteśmy im oddani, że nie wiemy jak to jest, wziąć życie we własne ręce i ufać tylko sobie, nie widzimy jak szkodliwy wpływ na nas wywierają. „W moim obecnym życiu nie było niczego, co nie pochodziłoby bezpośrednio od Havillandów. Przyjaciele, źródło utrzymania, potencjalny prawnik, nawet ubrania. Swift i Ava byli odpowiedzialni za wszystko, z wyjątkiem syna, którego urodziłam, i mężczyzny, z którym sypiałam – choć nawet tego nie robiłam już zbyt często. Na swój sposób przejęli oni także Elliota, pokazując mi nieustannie jego wady, tak że po pewnym czasie nie dostrzegałam już jego zalet”.

Czasem trafia się w życiu na takich ludzi. Jest się na każde ich zawołanie, ze strachu przed postawieniem się im, ze strachu przed ich utratą, bo przecież uważamy ich za rodzinę, najbliższych przyjaciół. Zawsze wybieramy ich zdanie zamiast wybierać siebie. Dlaczego? Bo nawet nie widzimy, że nie mają racji. „Ci ludzie dostają wszystko, czego chcą.[…] Bycie ich przyjacielem musi być cholernie fajne. Ale nie radzę stać się ich wrogiem”. No właśnie. A co wydarza się, gdy coś nie jest po ich myśli? Sami przeczytajcie. Bardzo dobra książka, którą „wciągnęłam” w dwa wieczory. 

„W sieci złudzeń” Joyce Maynard, wyd. Muza 2017

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s