„Strażnicy światła” Abby Geni

555326-352x500Siedmioro ludzi. Mała wyspa. Mniej lub bardziej przypadkowa śmierć – tak zachęca okładkowa informacja. Mnie zachęciła skutecznie.
Miranda – fotograf przyrody, nie mająca własnej rodziny, samotniczka, bez własnego domu, samochodu, kredytu, psa itp. borykająca się od wielu lat ze śmiercią ukochanej matki,  rzuca się w wir pracy. Robi zdjęcia przyrody wszędzie, gdzie tylko zleceniodawca ją wyśle. W grę wchodzi cały świat. Niestraszne jej dżungle, lodowce, pustynie, wyspy, wielkie miasta, zapadłe dziury czy też inne egzotyczne miejsca. Mirandzie jest wszystko jedno. I wtedy, gdy udaje się jej dostać zgodę na roczny pobyt na odludnych i bezludnych wyspach Farallońskich, jest bardzo zadowolona.  Sama nie wie, ale coś ją tam ciągnie. Wyspy te, położone niedaleko Kalifornii, są właściwie najbardziej nieprzyjaznym człowiekowi miejscem, ale za to obfitym we wszelakie ptactwo morsko-wyspiarskie, rekiny, ryby czy foki. 

10_17-589x490

Wyspy Farallońskie zwane Wyspami Umarłych są skalistym archipelagiem, na którym roczny pobyt może wydać się czymś naprawdę strasznym. Tam przecież poza ptakami i ich odchodami, oraz innymi dziwnymi morskimi stworami, nie ma nic! W odległej przeszłości ludzie wyprawiali się na te wyspy w celu pozyskiwania ptasich jaj i foczych skór, później powstała tu latarnia morska, a wkrótce także stacja radiowa. W końcu wybudowano chatkę, a mieszkający w niej ekscentryczni naukowcy, do których dołącza Miranda, skumulowani na naprawdę małej powierzchni, muszą odnaleźć się w tej trudnej rzeczywistości, nauczyć się ze sobą współżyć i spróbować razem pracować. Badacze nie mogą ingerować w naturę, mogą ją jedynie obserwować, robić notatki, opisywać, fotografować. Mozolna to robota, zależna od pór roku, które nazywane są kolejno sezonami : sezon rekinów, sezon wielorybów, sezon fok i sezon ptaków.

Miranda pojawi się na wyspach jako ta „nowa”, która będzie musiała dostosować się do społeczności badaczy żyjących tu już od dłuższego czasu. Nie będzie to łatwe, ale z czasem małomówna kobieta odnajdzie swoje miejsce w grupie. Niestety przydarzy jej się również coś, co sprawi, że już nic nie będzie takie samo. A kiedy w konsekwencji zdarzy się kolejna tragedia, życie tej niewielkiej grupki ludzi całkowicie się zmieni. Towarzyszył im będzie również owiany legendą duch kobiety, który tak naprawdę nie wiadomo czy istnieje, ale stanie się on elementem dodającym grozy całej sytuacji. Dodatkowo te mewy – okrutne, ale piękne ptaki… Po przeczytaniu tej książki, już przestałam je tak podziwiać, a zaczęłam się ich bać. No i oczywiście sekrety każdego z uczestników, które powolutku będą wychodzić na jaw. Niby nikt o niczym nie wie, a tak naprawdę każdy wie wszystko. Utrzymanie tej wiedzy w tajemnicy, to dopiero sztuka… I kim są tytułowi strażnicy światła, do których porównują się zamieszkujący wyspę badacze? Czy tak naprawdę znają sami siebie? Czy wiedzą o sobie wystarczająco dużo? Czy zdają sobie sprawę, że mogliby popełnić zbrodnię? 

Ta książka podobała mi się nie tylko ze względu na surowość miejsca akcji i klimat grozy i tajemnicy, ale również ze względu na bohaterkę, która po stracie ukochanej mamy, próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Gdzieś przynależeć. To dlatego tyle podróżuje, dlatego cały czas poszukuje. Czy znajdzie ten swój spokój? Pisanie listów do zmarłej matki okazuje się dla niej dobrą terapią. Zostawia je w każdym zakątku świata, opisując minione dni, zapisując przemyślenia. Wysyła te listy w nieznane miejsca, ale po co? Przecież wiadomo, że one nigdzie nie dojdą. I prawdą jest to, co powiedział do Mirandy Galen, jeden ze współmieszkańców wysp, który stracił żonę. „Straciliśmy ich. Zgubiliśmy. Dokładnie tak to wygląda. Coś, co zawsze miałaś przy sobie, coś, do czego byłaś tak bardzo przyzwyczajona, że nigdy się nad tym nie zastanawiałaś. Jak klucze albo portfel. Wciąż zadaję sobie to samo pytanie: „Gdzie ona jest? Przecież jeszcze przed minutą tu była”.  Jest mi to bardzo bliskie. Uporanie się z żałobą jest czasem bardzo trudnym i mozolnym. U każdego wygląda ten okres inaczej. Tylko, że przychodzi w końcu taki moment, kiedy trzeba pozwolić zmarłemu rzeczywiście odejść. Czy Mirandzie się to uda? 

Książka jest debiutem Abby Geni. Polecam. Nie żałuję zakupu i lektury.

„Strażnicy światła” Abby Geni, wyd. Kobiece 2017

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Strażnicy światła” Abby Geni

  1. tommy – przyznać się wstyd ale nie czytałam akurat tej Agathy.. w ogóle ja mało Christie czytam. I jakoś szczerze – Strażnicy Światła nie kojarzą mi się ze stricte kryminalną powieścią. Tutaj ten wątek nie jest wg mnie pierwszoplanowy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s